„Czynnik ludzki może być słabszym elementem (powiadamiania o zagrożeniu – przyp. RMF FM)” – stwierdził wojewoda lubelski Krzysztof Komorski po krytyce jaka spadła na przedstawicieli państwa za reakcję na naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjską rakietę. „Procesy psychologiczne takie jak zawahanie się, dodatkowa konsultacja może mieć wpływ. W związku z tym, żeby ten proces usprawnić zwiększyć jego efektywność, część decyzyjności przeniosę do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego”- zaznaczył.
Wojewoda Lubelski stwierdził, że od nasłuchu zagrożenia do przekazania informacji powiatom, że należy włączyć alarm upłynęło zbyt dużo czasu. Stwierdził, że w upadku rosyjskiej rakiety z ubiegłego tygodnia nie zawiodły procedury. Nie zadziałała decyzyjność na jakimś poziomie – zaznaczył.
Komorski zaznaczył, że gdy pojawiło się zagrożenie uderzenia rosyjską rakietą, na terenie województwa lubelskiego nie wszędzie było słychać alarmy.Siedem powiatów włączyło syreny alarmowe, 10 powiatów nie włączyło – zaznaczył.
Nie było informacji dodatkowej po odwołaniu alarmu, żeby uspokoić ludzi- dodawał.
To co jest do poprawy (…) to, że w ślad za odwołaniem alarmu powinna iść informacja drogą SMS-ową do każdego mieszkańca i potwierdzeniem odwołania alarmu, informacją o zachowaniu spokoju i ewentualnie odwołanie do źródła – gdzie szukać dodatkowych informacji na temat tego, co się dzieje – zaznaczył.
Powiat biłogorajski bez syren
Jednym z miejsc, gdzie syreny nie zostały uruchomione, był powiat biłgorajski. Właśnie tam spadła rosyjska rakieta. Dlaczego? Tłumaczenia były różne w różnych przypadkach. W powiecie kraśnickim opóźnienie wynikało z tego, że pracownik chciał się dodzwonić do swojego przełożonego – podkreślał wojewoda.