Nowość w Pucharze Świata w skokach narciarskich: Rusza cykl Raw-Air. O co chodzi?

Piątek, 10 marca 2017 (08:27)

To będzie prawdziwa walka na wycieńczenie. W Norwegii rozpoczyna się cykl Raw-Air, czyli coś, czego w Pucharze Świata w skokach narciarskich jeszcze nie było. Skoczkowie w ciągu 10 dni rywalizować będą na skoczniach w Oslo, Lillehammer, Trondheim i Vikersund, a o wynikach Raw-Air przesądzą łączne wyniki kwalifikacji, konkursów indywidualnych i drużynowych.

W poszukiwaniu nowych emocji i z myślą o podgrzaniu atmosfery doszliśmy w skokach narciarskich do nowego poziomu, bo Raw-Air ma być w skokach tym, czym jest Tour de Ski dla biegaczy narciarskich. Ma więc wycieńczać, męczyć i nie dawać chwili na odpoczynek - fizyczny czy mentalny. Przez 10 dni skoczkowie będą codziennie rywalizować o punkty do klasyfikacji cyklu.

Oczywiście wszystko będzie się dziać według znanych zasad Pucharu Świata. Organizatorzy wykorzystają jedynie dostępne dane do stworzenia dodatkowej klasyfikacji, a więcej pracy niż zwykle będą mieć jedynie sędziowie, którzy będą musieli oceniać kwalifikacyjne skoki wszystkich zawodników. Dotychczas, gdy skakała czołowa "10" - pewna awansu do konkursu, mieli już wolne.

Do końcowej klasyfikacji Raw-Air zostaną zaliczone wszystkie skoki z kwalifikacji, konkursów indywidualnych i drużynowych. Łącznie to 16 skoków w ciągu 10 dni: 4 kwalifikacyjne, 8 z konkursów indywidualnych i 4 z "drużynówek". Już teraz łatwo stwierdzić, że ci, którzy nie mają wsparcia kolegów w drużynie albo nie mają drużyny, nie będą mieli szans na miejsce w nawet szeroko pojętej czołówce. Chodzi na przykład o Francuza Vincenta Descombes-Savoie - 14. skoczka klasyfikacji generalnej PŚ.

Oprócz dużej liczby skoków dodatkową trudnością będzie logistyka. Z Oslo, w którym skoczkowie będą rywalizować dziś i w weekend, trzeba dostać się do Lillehammer, by już w poniedziałek skakać tam w kwalifikacjach. Dzień później konkurs i podróż do Trondheim. Tam zawody odbędą się w czwartek, a już od piątku wszyscy przeniosą się na mamuta w Vikersund. Początkowo organizatorzy chcieli zafundować skoczkom przejazd koleją pomiędzy poszczególnymi miastami, ale zamiast tego na zawodników czekać będą specjalne busy. Jedynie na trasie z Trondheim do Vikersund będzie można skorzystać z samolotu.

Ci, którzy w tym wyczerpującym wyścigu spiszą się najlepiej, zostaną nieźle wynagrodzeni. Zwycięzca Raw-Air dostanie 60 tysięcy euro. Kolejni zawodnicy wzbogacą się odpowiednio o 30 i 10 tysięcy. Oprócz tego po każdym konkursie będą wypłacane standardowe nagrody finansowe.

Pytanie, jak światowa czołówka potraktuje Raw-Air w kontekście walki o Kryształową Kulę Pucharu Świata. Kamil Stoch ma teraz 60 punktów przewagi nad Stefanem Kraftem. W Norwegii panowie powalczą w czterech konkursach indywidualnych, w tym jednym na skoczni mamuciej. Czy obaj zdecydują się na walkę "do końca" w Raw-Air? A może, myśląc o Pucharze Świata, zdecydują się jednak np. na odpuszczenie kwalifikacji i zebranie sił na sam konkurs?

Jedno jest pewne: w całym cyklu trzeba będzie potwierdzić nie tylko formę, ale także świetne przygotowanie fizyczne. Na taki wysiłek - i to już pod koniec sezonu - skoczkowie jeszcze nigdy nie byli skazani. Możliwe, że nie wszyscy wytrzymają takie tempo, ale to będziemy mogli zweryfikować dopiero w przyszłym tygodniu.

Kto jest faworytem całej zabawy? Teoretycznie trzeba wymienić Krafta i Stocha, ale jeśli zdecydują obaj, że ważniejsza jest skuteczna walka o Puchar Świata, to pierwszy w historii Raw-Air może mieć interesujący przebieg.


(e)

Artykuł pochodzi z kategorii: Zimowe zmagania Polaków. Sezon 2016/17

Patryk Serwański