ABC łyżwiarstwa szybkiego 6: Short track

Poniedziałek, 10 lutego 2014 (19:20)

W ostatnim odcinku przygotowanego wspólnie z Akademią Wychowania Fizycznego w Krakowie przewodnika po łyżwiarstwie szybkim, koncentrujemy się na krótkim torze i zawodach w short tracku. W doktorem Dariuszem Tchórzewskim, byłym trenerem kadry short-tracku rozmawiamy od tym, co odróżnia ślizganie się na łyżwach na krótkim i długim torze, dlaczego z krótkiego na długi zawodnikom łatwiej się przenieść. Wspominamy też o sztafecie, w której w drużynie może jechać nawet jeden zawodnik i o pięciu torach w jednym.

Grzegorz Jasiński: Pomówmy teraz o łyżwiarstwie szybkim, które z pewnych względów wygląda na jeszcze szybsze. Rywalizacja odbywa się na krótszym torze, mamy do czynienia z większą krzywizną, tłumem ludzi, którzy nie tylko się ścigają, ale - można odnieść wrażenie - jeszcze przepychają... Jak tę dyscyplinę można porównać do klasycznego łyżwiarstwa szybkiego, czym się różnią?

Dariusz Tchórzewski: Zacznijmy od podobieństw. Obie dyscypliny są rozgrywane na lodzie i w obu chodzi o to, by jak najszybciej pokonać dany dystans. To główne podobieństwa. Co do toru, różnica jest zasadnicza. Tor do łyżwiarstwa szybkiego ma 400 metrów długości, tor do short tracku ma 111 metrów i 12 centymetrów. Ta nietypowa wartość to wynik przeliczenia z jednostek angielskich. Ciekawostką jest tu fakt, że na lodowisku wyznaczanych jest w czasie zawodów pięć torów. Mamy ten centralny, który najczęściej oglądamy w telewizji, ale po każdym biegu tor jest przesuwany o metr w lewo, albo o metr w prawo. Mamy więc w sumie jeden w środku i po dwa w lewo i w prawo. Wiąże się to z samą specyfiką dyscypliny. Prędkości są tu nieco mniejsze, niż w łyżwiarstwie szybkim. Promień skrętu jest jednak dużo mniejszy, ma 8 metrów, a nie na przykład 25. Siła bezwładności jest więc nieporównywalnie większa, w związku z czym łyżwy bardziej żłobią lód. Gdybyśmy nie przesuwali tych torów, to po 2 - 3 biegach dziury byłyby tak duże, że nie można byłoby dalej rozgrywać zawodów. By wydłużyć czas użytkowania toru między równaniem lodu, wprowadzono zwyczaj jego przesuwania.

Grzegorz Jasiński: Czym różni się sprzęt w łyżwiarstwie szybkim i short tracku?

Płoza łyżew jest troszeczkę dłuższa, niż w łyżwiarstwie szybkim. Nie jest ruchoma, jest zamocowana na stałe. Te elementy, które mocują płozę do buta, tak zwane kubki, są trochę wyższe. To się wiąże z tym, że zawodnik w short tracku pokonuje wiraż przy kącie podudzia do lodu około 20 stopni, niemal leży na lodzie. Podobnie, jak w przypadku nart karwingowych, gdzie but musi być podniesiony do góry, by nie zahaczać o śnieg, tak tutaj musi być wyżej położony, by nie dotykać lodu.

Grzegorz Jasiński: A inne elementy sprzętu? Tu już mamy kask... Są też pewnie ochraniacze.

Obowiązkowy jest kask, obowiązkowe są rękawice, obowiązkowe są nagolenniki pod kostiumem, albo wprasowane w kostium. Obowiązkowy jest też napierśnik, by nie uderzyć łyżwą w okolice gardła. Dodatkowo, podobnie jak w przypadku łyżwiarstwa szybkiego płoza jest wygięta bocznie tyle, że tu to wygięcie jest jeszcze większe. Ma też wygięcie wzdłużne. Wygięcie boczne jest tak duże, że zawodnik wychodząc z wirażu praktycznie nie wykonuje przekładanki tylko jedzie na jednej łyżwie, która sama skręca. Jaka jest główna różnica w pokonywaniu dystansu? W zasadzie w short tracku nie ma jazdy po prostej. Po prostej zawodnik jedzie w rozkroku dwa kroki i wchodzi w następny wiraż. W związku z tym cały czas wykonuje przekładankę, co wiąże się z większym obciążeniem. Ta konkurencja zdecydowanie bardziej obciąża organizm, niż łyżwiarstwo szybkie, w związku z tym dystanse muszą być krótsze. Zwróćcie państwo też na różnicę taktyki. W łyżwiarstwie szybkim od samego początku jedzie się na zadany czas rundy, by osiągnąć jak najlepszy wynik. W short tracku oprócz czasu ważne jest też miejsce na mecie, bo do kolejnego biegu awansują dwie osoby. W związku z tym przy dłuższych dystansach zawodnik rozkłada siły tak, by największą prędkość rozwijać na ostatnich metrach. Czyli nawet na dłuższym dystansie 1500 metrów, czy 3000 metrów musi mieć zdolności sprinterskie. Początek biegu wygląda anemicznie tak, jakby zawodnicy w ogóle nie chcieli jechać, z nogi na nogę, wygląda to zupełnie treningowo. Dopiero w trakcie dystansu zaczynają się ataki. Co ważne, nie ma czegoś takiego jak pan mówił, czyli przepychania. Jeśli zawodnik by się przepychał, skończyłoby się dyskwalifikacją. Zawodnik może wyprzedzać, ale nie może utrudniać innemu jazdy, bo zostanie zdyskwalifikowany. To jest zresztą największy mankament short tracku, bo nie zawsze ten zawodnik, który przyjeżdża pierwszy, wygrywa. Zdarza się, że zostaje zdyskwalifikowany. Dodatkowo trenerzy mają cały czas wgląd w materiały video i analizują po każdym biegu, czy wszystko było prawidłowo. Jeśli nie ma zastrzeżeń, wtedy publikowane są oficjalne wyniki. To trochę obniża atrakcyjność short-tracku. Kiedyś interwencja sędziów była mniejsza, w Calgary, gdzie wprowadzono te dyscyplinę pokazowo, była minimalna. Tam dochodziło do pewnych przepychanek, atrakcyjność była większa. Jednak atrakcyjność atrakcyjnością, jednak to może być dość niebezpieczne. Uderzenie zawodnika o bandę, przy tej prędkości, przy tak małym promieniu skrętu, powoduje o wiele gorsze skutki, niż w przypadku łyżwiarstwa szybkiego. Tam kontuzje są o wiele częstsze. Dlatego też sędziowanie zaostrzono na tyle, że czasem trochę może to wypaczyć wyniki.

Grzegorz Jasiński: Czy liczy się rekordy poszczególnych dystansów, czy ze względu na taktyczny wymiar tej konkurencji to jest nieistotne?

Są liczone rekordy, natomiast przede wszystkim w biegu liczy się miejsce. Dlatego nie ma sensu twierdzenie, że ktoś w jednym biegu pobił rekord świata, w ktoś w drugim nie. To nie ma znaczenia w kontekście następnego biegu, bo właśnie ta osoba, która miała wcześniej słabszy czas, potem może wygrać całą konkurencję. To podobne do tego, co mamy w sprinterskich biegach narciarskich. Są po prostu kolejne fazy eliminacji.

Grzegorz Jasiński: Szczególną konkurencją jest bieg sztafetowy, w której można odnieść wrażenie, że panuje na lodzie totalny bałagan. Co jakiś czas ktoś kogoś popycha. Tym razem już specjalnie, świadomie i w pełni sensownie. Jak się można tego nauczyć?

To wymaga żmudnego treningu i dobrego zgrania w drużynie. W przypadku sztafety mamy do czynienia z czterema drużynami jadącymi równocześnie z tym, że czterech zawodników ściga się na torze właściwym natomiast 12 zawodników krąży wewnątrz toru. Można dokonywać dowolnej liczby zmian, właściwie jeden zawodnik, gdyby chciał i wytrzymał, mógłby przejechać dystans sam. Nie jest też konieczne, by każdy z zawodników brał udział choćby w jednym okrążeniu. Najczęściej jednak jest tak, ze co półtora okrążenia zawodnicy się wymieniają, robią to w najlepszym miejscu, czyli przy wyjściu z wirażu. Zawodnik wykonuje przekładankę równolegle do swego partnera, który ma w tym momencie bieg dystansowy i wychodzi dokładnie przed niego na tym małym odcinku prostej. Przepisy stanowią, że wystarczy, by go dotknął, by zmiana była zaliczona, ale chodzi też o to, by nabrał dodatkowej prędkości. Stąd to wypchnięci kolejnego zawodnika przez tego, który zjeżdża.

Grzegorz Jasiński: Czym różnią się łyżwiarstwo szybkie i short track, jeśli chodzi o indywidualne predyspozycje, preferencje zawodników? Czy ta bezpośrednia walka łyżwa w łyżwę ma znaczenie?

Short track jest dyscypliną znacznie atrakcyjniejszą. Tu cały czas się coś dzieje, w grą wchodzi taktyka. Możemy wyprzedzać po wewnętrznej stronie łuku, po zewnętrznej stronie. Dla widzów też to jest atrakcyjne, zwłaszcza na żywo. W przypadku łyżwiarstwa szybkiego mamy dyscyplinę trochę statyczną, ale też ISU idzie w stronę uatrakcyjnienia rywalizacji. Temu służy na przykład wprowadzenie biegów drużynowych. Wprowadzono też bieg masowy i sztafetę sprinterską. Ona jest jeszcze rzadko rozgrywana, tylko na niektórych zawodach Pucharu Świata, nie ma jej w programie Igrzysk Olimpijskich, dlatego jest jeszcze mniej znana.

Tomasz Staniszewski: Wiemy, że ktoś dobry w short tracku może być dobrym łyżwiarzem szybkim. Przykładem jest Zbigniew Bródka. Czy taka zamiana w drugą stronę jest możliwa? Czy to w tym wypadku dwa odmienne światy na lodzie?

Posłużę się konkretnymi przykładami. Mistrz świata w short tracku Gaetan Boucher był mistrzem olimpijskim na torze długim. Bonnie Blair, mistrzyni świata w short tracku była wielokrotną medalistką olimpijską w sprincie na torze długim. Zbigniew Bródka, zawodnik short tracku jest zdobywcą Pucharu Świata na torze długim. Nie ma takich przypadków na odwrót.

Tomasz Staniszewski: Dlaczego?

Zawodnicy w short tracku do perfekcji opanowują jazdę po wirażu. To się bardzo przydaje na długim torze. Są w stanie wykorzystać takie siły, których zawodnik zaczynający na torze długim nie czuje. Jest jeszcze jedna grupa, która teraz dominuje w łyżwiarstwie szybkim. To wrotkarze, którzy swój trening też opierają na podobnych zasadach. Może tu nie tyle w sprawie jazdy po wirażu, ale z pewnością w biegach dystansowych. W konkurencjach na długich dystansach są w tej chwili w łyżwiarstwie szybkim prawdziwą potęgą. W związku z tym właśnie polskie łyżwiarstwo szybkie ma nabór z dwóch dyscyplin, short tracku i wrotkarstwa. A te sukcesy dawnych mistrzów wzięły się stąd, że short track nie był dyscypliną olimpijską. Dlatego, tak jak wrotkarze dzisiaj przechodzili na długi tor, by zaistnieć na arenie olimpijskiej.

Grzegorz Jasiński: Co sprawia, że niektórzy zawodnicy mogą być w shorttracku takimi geniuszami, w dyscyplinie, która jednak w dużej mierze też zawiera element przypadku?

Owszem, tak się wydaje, dlatego short track bywa nazywany rosyjską ruletką. Ale zwróćcie państwo uwagę, że wygrywają jednak zawsze ci sami. Mimo, że jest to ruletka, jest dużo kontuzji i wykluczeń, ale liderzy są zawsze ci sami. Może wynika to trochę z systemu pucharowego, tutaj, by dojść do finału, trzeba być przygotowanym na co najmniej 5 biegów. W łyżwiarstwie szybkim, poza dystansem 500 metrów, biega się na danym dystansie raz. Jeśli mamy dystans 1500 metrów i mamy go pokonać w ciągu dnia 5 razy, a dokładnie 4 razy i finał w następnym dniu, to jest to duże obciążenie dla zawodnika, który musi być świetnie przygotowany i taktycznie i technicznie, nie mówiąc już o przygotowaniu wydolnościowym.

Artykuł pochodzi z kategorii: Zimowe zmagania Polaków. Sezon 2013/14

Grzegorz Jasiński

Tomasz Staniszewski