Brat zamachowca z Brukseli jest reprezentantem Belgii w taekwondo. "Rodziny się nie wybiera"

Piątek, 25 marca 2016 (13:57)

"Rodziny się nie wybiera!" - takimi słowami Mourad Laszrawi – wieloletni reprezentant Belgii w teakwondo skomentował fakt, że jego straszy brat Nadżim był jednym z zamachowców-samobójców, którzy wysadzili się we wtorek na brukselskim lotnisku Zaventem.

Belgijski sportowiec zwołał konferencję prasową, by powiedzieć mediom, iż od wielu lat nie utrzymywał kontaktów z bratem. Podkreślił jednak, że ten ostatni był wcześniej "miłym, inteligentnym chłopakiem, który nie dawał oznak radykalizacji poglądów". Dodał, że nie ma pojęcia, "co wpłynęło na jego decyzję o wyjeździe do Syrii. Pewnego dnia Nadżim zadzwonił do rodziców i oświadczył, że jest w Syrii". Wtedy do ich domu rodzinnego przybyła policja i dokonała rewizji.

Mourad Laszrawi twierdzi, że nie mógł uwierzyć, iż jego brat, który ukończył studia elektromechaniczne, był jednym ze sprawców serii zamachów w Brukseli. Sportowiec poprosił media, by nie pokazywały jego twarzy – nie chce bowiem być rozpoznawany na ulicy jako "brat terrorysty".

Laszrawi chodził do katolickiej szkoły

25-letni Nadżim Laszrawi był jednym z zamachowców-samobójców, którzy zdetonowali ładunek na lotnisku w Brukseli. Jak ustaliły media, jako nastolatek Laszrawi chodził do katolickiej szkoły w dzielnicy Schaerbeek. W tej placówce częścią zajęć dla uczniów są lekcje religii. Jak twierdzi dyrektor szkoły w rozmowie z dziennikarzami agencji Reutera, Laszrawi był "wzorowym uczniem" i dobrze się uczył.

Nigdy nie opuszczał zajęć - przekazała Veronica Pellegrini. Jak dodała, Laszrawi ukończył szkołę w 2009 roku i od tej pory ani dyrekcja ani nauczyciele nie mieli z nim kontaktu.

Media zwracają jednak uwagę, że fakt uczęszczania do szkół katolickich przez muzułmanów nie jest niczym nadzwyczajnym. Są one bowiem postrzegane jako bardziej konserwatywne i bardziej ekskluzywne niż szkoły powszechne.

Laszrawi był jednym ze specjalistów Państwa Islamskiego od materiałów wybuchowych

Nadżim Laszrawi od kilku miesięcy był poszukiwany przez policję. Wcześniej używał fałszywego nazwiska Sufian Kajal i to za nim belgijskie służby wystawiły list gończy. To on wynajął dom pod Namur w południowej Belgii, gdzie dżihadyści opracowali zamachy przeprowadzone 13 listopada, w których zginęło 130 osób.

Według francuskich służb ten niespełna 25-letni islamski ekstremista był już siedem lat temu zamieszany w atak terrorystyczny w Egipcie.

Trzy lata temu pojechał walczyć u boku Państwa Islamskiego w Syrii, skąd przybył do Europy we wrześniu ubiegłego roku wraz z falą uchodźców. Zabrał go wtedy samochodem z dworca w Budapeszcie domniemany koordynator paryskich zamachów - Salah Abdeslam.

Francuskie służby uważały Nadżim Laszrawi za jednego ze specjalistów Państwa Islamskiego od ładunków wybuchowych. Ślady jego DNA odkryto na materiałach, które zostały użyte przez terrorystów w czasie listopadowych ataków w Paryżu.

(mpw)

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Zamachy w Brukseli

Marek Gładysz