Trzaskowski do żołnierzy i policjantów: Z powodów politycznych wyrzucają was z pracy, są naciski na was, ale pokazujecie, że macie mocny kręgosłup

Środa, 1 lipca 2020 (16:08)

"Nie ma zgody na upolitycznienie wojska, policji" – podkreślał prezydencki kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski podczas spotkania w Wałczu w Zachodniopomorskiem i dziękował policjantom i żołnierzom za to, że "radzą sobie w tych trudnych czasach". Zwracał się do zwolenników Szymona Hołowni, kandydata niezależnego, który w pierwszej turze wyborów uzyskał trzeci wynik. "Prezydent musi szanować swój podpis i to chcę wam jasno powiedzieć, ale chcę też powiedzieć wszystkim wyborcom Szymona Hołowni, że tak, potrzebne jest weto: weto podatkowe, weto samorządowe, weto demokratyczne, (…) weto zielone" - zaznaczał.

W czasie spotkania z mieszkańcami zachodniopomorskiego Wałcza Rafał Trzaskowski podkreślał, że "nie ma jego zgody na upolitycznienie wojska, policji".

"Policja i wojsko powinny być całkowicie apolityczne" - zaznaczył i dziękował policjantom i żołnierzom za to, że "radzą sobie w tych trudnych czasach".

"Dziękuję, że pilnujecie bezpieczeństwa, że mimo tego, że często z powodów politycznych wyrzucają was z pracy, że są naciski na was, pokazujecie, że macie twardy kręgosłup" - mówił polityk Koalicji Obywatelskiej.

"Jesteście po to, żeby nam służyć, a nie partyjnemu prezydentowi" - dodał.

Zaznaczył, że "traktowanie z szacunkiem wszystkich policjantów, żołnierzy, oficerów służb zbrojnych, weteranów to nasze wspólne dziedzictwo", oraz że "należy się im wszystkim szacunek niezależnie do tego, jaki jest akurat humor polityczny".

Trzaskowski ogłosił, że jako prezydent odbuduje szacunek dla służb mundurowych.

"Jeśli ktoś idzie do wojska, to nie po to, żeby kłaniać się władzy, tylko po to, żeby nas bronić i szukać szansy na przyszłość" - mówił.

Podkreślił również, że chce, aby "poprzez wojsko można było się edukować, iść na uniwersytet - i za to powinno płacić państwo".

"Dzięki temu będziemy mieli jak najwięcej apolitycznych specjalistów, którzy będą wzmacniać nasze państwo - to jest nasz cel" - zaznaczył.

Trzaskowski przekonuje wyborców Hołowni

W Wałczu, jak w wielu innych miejscach na kampanijnej trasie, Rafał Trzaskowski przekonywał, że krajowi potrzebny jest "prezydent, który jeżeli trzeba podejmować trudne decyzje, to nie ogląda się tylko i wyłącznie na swoje zaplecze polityczne, tylko potrafi posłuchać ekspertów, posłuchać samorządowców".

"Silny prezydent musi wspierać samorząd, musi mówić ‘tak’ dla wszystkich dobrych pomysłów, mówić ‘nie’ dla wszystkich złych pomysłów - takie to proste, prawda? Dzisiaj mamy prezydenta, który mówi ‘tak’ na wszystko, co zaproponują mu koleżanki i koledzy partyjni - i tak być nie może" - podkreślał kandydat Koalicji Obywatelskiej.

Przywoływał słowa swojego kontrkandydata z pierwszej tury wyborów Szymona Hołowni o wecie samorządowym.

Przypomnijmy, na początku marca Hołownia ogłosił: "Ogłaszam ‘samorządowe weto’. Żadna ustawa, która ogranicza kompetencje samorządów albo odbiera im finansowanie bez rekompensaty, nie zostanie przeze mnie podpisana. Co więcej, żadna ustawa, która dotyczy samorządów, a nie zostanie z nimi skonsultowana, nie zostanie (przeze mnie) podpisana".

W Wałczu Trzaskowski oświadczył: "Dzisiaj prezydent musi szanować swój podpis i dlatego to chcę wam jasno powiedzieć, ale chcę też powiedzieć wszystkim wyborcom Szymona Hołowni, że tak, potrzebne jest weto: weto podatkowe, weto samorządowe, weto demokratyczne - tak, jak mówi Szymon Hołownia, czyli blokowanie wszystkich pomysłów na osłabianie naszej demokracji, weto zielone, żebyśmy mogli walczyć z kryzysem klimatycznym".

Podkreślił, że jest gotów rozmawiać nie tylko z Hołownią, ale również z innymi kandydatami, którzy wystartowali w wyborach, tak, by stworzyć "program zmiany", który można by wspólnie wprowadzić w życie.

"Pamiętacie taki wynik, nie bardzo sportowy, 27:1, pamiętacie?" - pytał Trzaskowski zebranych, odwołując się do sytuacji z marca 2017 roku, kiedy Donald Tusk został ponownie wybrany na szefa Rady Europejskiej stosunkiem głosów 27:1 - przeciwko jego reelekcji była wówczas tylko ówczesna szefowa polskiego rządu Beata Szydło.

"Dziś jest 10 do 1, bo tylu było kandydatów po stronie opozycyjnej" - mówił Trzaskowski.

"Nie musimy się we wszystkim zgadzać - ale jeśli zgodzimy się co do najważniejszych kwestii programowych, zgodzimy się co do najważniejszych kwestii: że prezydent musi być aktywny, musi sam wychodzić z inicjatywą, wetować złe rozwiązania, pomagać przedsiębiorcom ratować polskie firmy i miejsca pracy, że porozmawiamy o tym, że nie ma mowy o wykluczeniu, że musi być ambitny program dla polskiej wsi, a nie robić obiecanki-cacanki, a na końcu sypnąć odrobinę pieniędzy" - wyliczał kandydat Koalicji.

Pytał, gdzie są równe dopłaty dla rolników, obiecywane przez rząd i prezydenta Andrzeja Dudę, i gdzie są wypłaty dla poszkodowanych suszą, a zebrani odpowiedzieli krótko: "Nie ma".

Trzaskowski zaznaczył, że jest w stanie przyznać, że program Rodzina 500 plus był "dobrą, trafną decyzją".

"Tylko potem tych dobrych, trafnych decyzji było coraz mniej. Ale jestem w stanie powiedzieć: tak, dzisiaj to jest potrzebne, dzisiaj to trzeba podtrzymać - i na tym polega niezależność" - podkreślił Rafał Trzaskowski.

Przeciwnicy Trzaskowskiego próbowali zakłócić jego wystąpienie

Przy placu Wolności zebrała się również grupka mężczyzn, którzy usiłowali zakłócić przemówienie Trzaskowskiego. Kandydat zwrócił uwagę na jednego z nich.

"Pojawił się jakiś pan, co coś krzyczał, ale już idzie sobie, niestety. Szkoda, brawo dla tego pana, bo przynajmniej ma odwagę" - stwierdził dodając, że osoby, które przychodzą na jego spotkania, a mają inną opinię, różnią się od prezydenta Andrzeja Dudy "tym, że mają odwagę stanąć i powiedzieć, że się nie zgadzają".

Artykuł pochodzi z kategorii: Wybory prezydenckie 2020

Edyta Bieńczak

RMF FM/PAP