Biedroń prosi OBWE o wysłanie obserwatorów na wybory. "Musimy zbierać dowody na nikczemność tej władzy"

Wtorek, 28 kwietnia 2020 (16:18)

"Musimy mieć gwarancję, że instytucje międzynarodowe będą obecne w Polsce podczas zbliżających się nieuchronnie wyborów. Kaczyński w swym szaleństwie przeprowadzi te wybory, ale musimy zbierać dowody na nikczemność tej władzy” – stwierdził kandydat Lewicy na prezydenta – Robert Biedroń. “Wyślę dzisiaj do sekretarza generalnego OBWE oraz dyrektora ODIHR-u (Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka) pismo z prośbą o wysłanie obserwatorów międzynarodowych tych wyborów. Takie samo pismo wysyłam do sekretarza generalnego Rady Europy oraz sekretarza Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy" - poinformował.

Chciałbym, żeby podobnie, jak w innych krajach, które mają problemy z demokracją, także w Polsce, podczas tych wyborów byli ci obserwatorzy - tłumaczył Robert Biedroń. To smutny moment, nigdy pewnie nie myśleliśmy, że dojdzie do takiego momentu, że będziemy potrzebowali tych obserwatorów, ale dzisiaj jest ten moment, w którym musimy to zrobić - wskazał.

Kandydat Lewicy na prezydenta zaproponował także opozycji "formułę ruchu kontroli wyborów". Ruch Kontroli Wyborów to instytucja, którą musimy powołać, społeczna, złożona z przedstawicieli wszystkich prodemokratycznych i konstytucyjnych partii politycznych, żebyśmy zrobili sieć monitorowania procesu wyborczego - podkreślił Biedroń.

Usiądźmy razem do stołu, przedstawiciele wszystkich partii demokratycznych, naszych komitetów, organizacji pozarządowych i przed wyborami stwórzmy taki organizm, który w dniu wyborów będzie patrzył władzy na ręce, będzie zbierał dowody na wszystkie niedemokratyczne, antyobywatelskie działania tej władzy - apelował. Taki Ruch Kontroli Wyborów jest konieczny z tego względu, żebyśmy później mogli podważać procesy wyborcze - dodał europoseł.


Na konferencji prasowej Biedroń zwracając się do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego oświadczył: "nie ukradniecie nam wyborów, nie ukradniecie nam Polski, nie damy się nabrać na wasze tricki z bojkotem wyborów, nie damy się wam nabrać na demobilizacje naszego elektoratu".

Nie po to przez ostatnie lata Polacy wychodzili na ulicę w obronie demokracji, w obronie konstytucji, przeciwko temu prezydentowi. Nie po to marzyliśmy przez ostatnie lata, że prezydent może działać, funkcjonować inaczej niż ten obecny, nie po to mieliśmy nadzieję przez ostatnie lata, że zmiana jest możliwa, żeby dzisiaj na ostatniej prostej się poddawać - podkreślił europoseł.

Niektórzy już wywieszają białą flagę, są tacy, którzy gdzieś tam z Brukseli stracili kontakt z rzeczywistością chyba, ale my się nie poddajemy - mówił kandydat Lewicy. Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy. Kiedy mamy nadzieję na to, że polityka może wyglądać inaczej, dlatego chciałbym jeszcze raz jasno i wyraźnie podkreślić: zamierzam kandydować w tych wyborach i nie zamierzam się wycofywać - zapewnił.

Nadal jest światełko w tunelu, że możemy pokonać Dudę, że możemy mieć lepszą Polskę, że możemy pokonać ten cholerny PiS i zrobić kilka kroków do przodu - ocenił Biedroń. Nie możemy zaprzepaścić tych wszystkich manifestacji, tych wszystkich apeli, tej całej naszej energii, którą wydobywaliśmy przez ostatnie lata; dlatego trzeba dzisiaj się zmobilizować - przekonywał.



Artykuł pochodzi z kategorii: Wybory prezydenckie 2020