Clinton i Trump na kolacji, między nimi kardynał. "Siedzę w najbardziej lodowatym miejscu na Ziemi"

Piątek, 21 października 2016 (07:13)
Aktualizacja: Piątek, 21 października 2016 (08:31)

Dzień po trzeciej i ostatniej debacie prezydenckiej Hillary Clinton i Donald Trump spotkali się znowu - tym razem na wspólnej dobroczynnej kolacji w Nowym Jorku. Przy stole rozdzielał ich jedynie kardynał Timothy Dolan, który żartował, że siedzi "w najbardziej lodowatym miejscu na Ziemi". Nie brakowało docinków i żartów odnoszących się do trwającej kampanii, ale były i nieprzyjemne momenty. Donald Trump został nawet kilkukrotnie wybuczany, gdy atakował Hillary Clinton.

W roku wyborczym kandydaci na prezydenta uczestniczą w charytatywnej kolacji, organizowanej w Nowym Jorku przez katolicką fundację, od 1960 roku. Al Smith dinner to tradycyjnie ostatnia sytuacja, gdy nominowani dzielą scenę, zanim wyborcy pójdą do urn. W czasie kolacji kandydaci wygłaszają przemówienia i sypią żartami.

W tym roku kandydaci - co nigdy wcześniej się nie zdarzyło - na przywitanie nie podali sobie rąk i przez cały wieczór nie zamienili ze sobą ani słowa, unikając nawet kontaktu wzrokowego. Kardynał Dolan żartował, że się... przeziębił. Przez ostatnie dwie godziny siedziałem między dwójką naszych kandydatów i było to prawdopodobnie najbardziej lodowate miejsce na Ziemi! - mówił. Gdzie jest globalne ocieplenie, kiedy się go potrzebuje? - żartował.

Atmosfera była chwilami bardzo ciężka, choć były i zabawne momenty, nawiązujące do wydarzeń z toczącej się kampanii.

Trump przemawiał jako pierwszy i początkowo zbierał oklaski, zwłaszcza gdy żartował ze swej wielkiej skromności i "pięknie ukształtowanych" dłoni...

...a także głośnej wpadki swojej żony. Michelle Obama wygłasza przemowę i wszyscy ją kochają, jest fantastyczna. Myślą, że jest absolutnie wspaniała. Moja żona Melania wygłasza dokładnie tę samą mowę i ludzie krytykują ją za to. Nie rozumiem tego - mówił kandydat, nawiązując do słynnej przemowy Melanii Trump z konwencji republikanów, którą uznano za plagiat wystąpienia obecnej First Lady z 2008 roku. Uczestnicy kolacji oczywiście parsknęli śmiechem, a Trump zapewnił, że cała sytuacja nie była winą jego żony.

Będę w tarapatach, kiedy wrócę do domu - stwierdził również miliarder. Kardynale, proszę z nią porozmawiać - zwrócił się do kardynała Timothy'ego Dolana.

Słuchaczy rozbawiło również kilka początkowych żartów z Clinton - np. gdy Trump stwierdził, że kolacja "to dla Hillary pierwsze spotkanie, na którym przemawia do szefów korporacji i nie dostanie za to pieniędzy".

Kolejne jego żarty wywoływały już jednak coraz większą konsternację i coraz mniej braw. Miliarder został nawet kilkukrotnie wybuczany, co - zdaniem różnych komentatorów - zdarzyło się kandydatowi na prezydenta USA po raz pierwszy w historii tych spotkań.

Dezaprobatę słuchaczy Trump wywołał mówiąc m.in., że "Hillary jest tak skorumpowana, że wyrzucili ją z komisji Watergate" oraz że "siedzi tutaj jako osoba publiczna, udając, że nie nienawidzi katolików", co było aluzją do informacji z wykradzionych maili szefa kampanii Clinton, które sugerowały, że demokratka co innego mówi publicznie, a co innego prywatnie.

Hillary Clinton zdecydowanie więcej żartowała z samej siebie, ale i ona wykorzystała przemówienie, by wypunktować swego przeciwnika. Stwierdziła np., że Trump ma problemy z czytaniem z telepromptera, bo "tłumaczy z rosyjskiego". 

Stwierdziła również kpiąco, że jeśli miliarder zostanie prezydentem USA, Barack Obama nie będzie mógł przyjść do Białego Domu na spotkanie byłych prezydentów, "bo jak ominie zakaz dla muzułmanów?".

Clinton nawiązała także do skali od 1 do 10, jaką posługuje się Trump, oceniając wygląd kobiet. Ludzie patrzą na Statuę Wolności i widzą dumny symbol naszej historii jako narodu imigrantów. (...) Donald patrzy na Statuę Wolności i widzi "czwórkę". No może "piątkę", jeśli pozbędzie się pochodni, tablicy i zmieni fryzurę - żartowała.

Wiecie, jaka byłaby dobra liczba dla kobiety? 45 - podsumowała Clinton, rywalizująca z Trumpem o zostanie 45. prezydentem USA.

Na koniec kolacji Clinton i Trump podali sobie ręce, komentatorzy nie mieli jednak wątpliwości, że swym zachowaniem tego wieczoru dali dowód, że nie tylko się nie lubią, ale i nie szanują.


Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Wybory prezydenckie w USA 2016

Paweł Żuchowski

Edyta Bieńczak

RMF FM/PAP