"Sporo brakuje, ale sprawy idą do przodu" - tak o programie Mieszkanie plus mówił Gość Krzysztofa Ziemca, szef sztabu PiS Joachim Brudziński. Mimo zapowiedzi rządu, że będzie sto tys. takich mieszkań, jest ich na razie 38 tysięcy. "Determinacja po stronie rządu jest. Były spory między autorami tej koncepcji, były różne wizje jeżeli chodzi o ludzi, którzy mieli ten program realizować. Nawet z pozycji byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji widzę, jak trudno wyegzekwować czasami to, co wydaje się oczywiste - chociażby uzyskiwanie gruntów pod te inwestycje. Ale sprawy idą do przodu" - tłumaczył Brudziński.

13 października tylko jedna drużyna będzie wygraną, ale trzeba grać do końca - mówił Joachim Brudziński. Nawiązywał do przegranego wczoraj przez polskich piłkarzy meczu ze Słowenią. Nic nie jest rozstrzygnięte, dlatego pokora i ciężka praca, bo jak ktoś zaczyna gwiazdorzyć, to może skończyć tak, jak skończyła nasza reprezentacja - zauważył Brudziński.

Żadna ze służb, które podlegały MSWiA nie prowadziła żadnych działań niezgodnym z obowiązującym w Polsce prawem, czy naruszającym swobody obywatelskie i mogę zapewnić, że Polacy w Polsce mogą czuć się bezpieczni. Na pewno nie są w sposób bezprawny inwigilowani - zadeklarował były szef MSWiA Joachim Brudziński w internetowej części programu Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM. Europoseł PiS podkreślał, że "nic mu nie wiadomo na temat" zakupu przez polskie służby systemu inwigilacji Pegasus. Nie dajmy się zwariować. Trzeba żyć w taki sposób, aby dzwonek czy pukanie do drzwi o którejkolwiek godzinie mogło oznaczać tylko wizytę listonosza albo kuriera czy sąsiada - przekonywał. Do studia Brudziński przyniósł dwa telefony - smartfon i klasyczny, z przyciskami. Jak tłumaczył polityk, nie chodzi tu o względy bezpieczeństwa, a o wartość sentymentalną tradycyjnego aparatu. Jak mówią moje córki - tata ma wapniacki telefon - żartował.

Krzysztof Ziemiec pytał swojego gościa również o to, czy możliwe jest, że były wiceszef ministerstwa sprawiedliwości Łukasz Piebiak może wrócić do ministerstwa po trzymiesięcznym urlopie. Nie sądzę, aby pan minister Piebiak w przewidywalnym okresie czasowym wrócił do pracy stricto politycznej w rządzie - stwierdził Brudziński. W tej sprawie opinia zarówno pana premiera Morawieckiego, jak i bezpośredniego przełożonego czyli pana ministra Ziobry, była jednoznaczna - mówił odnosząc się do dymisji Piebiaka po ujawnieniu przez dziennikarzy afery hejterskiej w resorcie sprawiedliwości.

Gość: Joachim Brudziński

Krzysztof Ziemiec: Oglądał pan wczoraj mecze? Jeden wygrany, drugi przegrany. Jakieś analogie polityczne pan w tym widzi czy nie?

Joachim Brudziński: Trzeba zawsze grać do końca, koszykarze stanęli na wysokości zadania, jeżeli chodzi o naszych piłkarzy, to nawet sam kapitan drużyny przyznaje, że nie był to najlepszy mecz.

No właśnie, jeden miał być nie do końca pewny i był wygrany, a drugi miał być pewny, a był przegrany.

No i właśnie na tym polega sport i na tym polegają emocje. Tutaj ja nie chcę tworzyć pełnej analogii, ale 13 października też tak będzie - tylko jedna drużyna będzie wygraną, ale grać trzeba do końca i nigdy nie jest powiedziane przez gwizdkiem sędziego, że wszystko jest rozstrzygnięte. Nic nie jest rozstrzygnięte, dlatego pokora i ciężka praca, bo jak ktoś zaczyna gwiazdorzyć, to może skończyć tak, jak skończyła nasza wczoraj...

Bije pan się we własne piersi?

Wie pan, jestem politykiem już na tyle długo obecnym w tej rywalizacji, że pamiętam również porażki mojej drużyny i trzeba z tego wyciągać wnioski. Nigdy nie wpadać przed końcem meczu w takie poczucie czy przekonanie, że już wszystko jest rozstrzygnięte. Nasz selekcjoner, nasz lider Jarosław Kaczyński powtarza zawsze: nie sondażami wygrywa się wybory, wygrywa się wybory tylko i wyłącznie ciężką pracą. Chociaż można by odnieść takie wrażenia analizując tę rzeczywistość sondażową ostatnich dni, tygodni, że wynik wyborów 13 października jest już rozstrzygnięty, to przestrzegam i niech ręka boska broni, żeby ktokolwiek z naszych kandydatów, z naszych działaczy i też się gorąco zwracam do naszych wyborców i sympatyków - gramy do końca, ciężko pracujemy, nic nie jest rozstrzygnięte.

Gramy do końca, jak mówił słynny trener: "Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe". Panie pośle - "piątka Kaczyńskiego". Pamięta pan, bo to teraz taka wielka gra dziennikarska.

Oczywiście, że pamiętam. To jest obniżenie podatku PIT z 18 do 17 procent, to jest zerowy PIT dla młodych, to są połączenia komunikacyjne, to jest 13. emerytura i 500 plus na pierwsze dziecko.

Małe zawahania, ale wszystko się zgadza. A hasło wyborcze?

"Damy radę".

A nie: "Dobry czas dla Polski?"

A teraz, obecnie. Myślałem, że sięga pan do tego hasła wcześniejszego, tak - "Dobry czas dla Polski".

Egzamin zdany. To co przebije dzisiaj w południe "piątkę Kaczyńskiego"? Jakie propozycje PiS dzisiaj zgłosi, jakie propozycje da Polakom? Co sprawi, że te emocje będą jeszcze większe?

Pan redaktor konsekwentnie trzyma się tej terminologii sportowej, co przebije, co wygra, otóż to jest tak, jak z tym hasłem: hasło "Damy radę" jest dzisiaj hasłem, które podlega weryfikacji wyborców, czy daliśmy radę, więc "piątka Kaczyńskiego", a wcześniej te wszystkie programy, które obiecywaliśmy Polakom w 2015 roku, zostały zrealizowane. To jest kwestia elementarnej wiarygodności.

No ale coś trzeba nowego wrzucić.

Teraz to nie jest tak, żebyśmy przebijali. Byłoby to czymś nieodpowiedzialnym, bo nie na tym polega odpowiedzialna polityka, że wymyśla się jakieś hasło i następnie się je przebija, to musi być kontynuacja. Dzisiaj takim naszym hasztagiem, jak to się mówi w tym języku internautów, jest #jedziemy dalej. Dajemy radę, daliśmy radę, jedziemy dalej i to jest dobry czas dla Polski, rzeczywiście. To wszystko podlega weryfikacji wyborców, Polaków.

13 października.

13 października przekonamy się, czy rzeczywiście daliśmy radę, natomiast to, co dzisiaj zaproponujemy, to element kontynuacji tego programu. Wie pan, my jesteśmy odpowiedzialną drużyną, odpowiedzialnym rządem.

To niech pan naszym słuchaczom powie, w którą stronę to pójdzie. To będą jakieś nowe obietnice, ciut więcej? Nie wiem, 600 plus, a nie 500?

To nie jest też, panie redaktorze, kwestia obietnic, bo obiecać można wszystko. Był taki polityk, który mówił że jak wygra, konkretnie SLD, to gruszki na wierzbie będą rosły, oczywiście. Politycy byli w stanie obiecać wszystko, nawet przed wejściem do studia rozmawialiśmy tutaj o propozycjach partii opozycyjnych i pojawiają się najbardziej zdumiewające i kosmiczne, oderwane od rzeczywistości ekonomicznej.

Mieszkanie za 1000 złotych dla każdego.

Mieszkanie za tysiąc złotych, wszystko można obiecać.

Ale od wczoraj mamy też "siódemkę Kidawy", już nie "szóstkę Schetyny".

A w tym wypadku to chciałoby się powiedzieć: spieszmy się poznawać programy Platformy Obywatelskiej - tak szybko się zmieniają. Zmieniają się w takim tempie, że nawet ich autorzy czy liderzy nie są w stanie zapamiętać, co obiecywali jeszcze parę tygodni temu.

To takie małe wpadki. Ale nic pana nie zachwyciło? Urlopy tacierzyńskie, bezpłatny dostęp do in vitro, znieczulenie przy porodzie?

Tak, kiedy pada sakramentalne pytanie: pokażcie wyliczenia, tak jak miało to miejsce w wypadku tego słynnego sześciopaku Grzegorza Schetyny, to do dzisiaj nie doczekaliśmy się żadnych wyliczeń. Ekspertka, która dzisiaj jest główną twarzą Platformy Obywatelskiej, pani poseł Izabela Leszczyna mówi, że zdecydowana większość tych programów będzie finansowana z obcięcia budżetu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przecież to są opowieści....

Zostawmy Platformę i skupmy się na tym, co się dziś wydarzy w samo południe.

Prawo i Sprawiedliwość dzisiaj zaprezentuje program komplementarny, program spójny i program również opary o to, co przez ostatnie 4 lata udało nam się zrobić. Będzie to program kontynuacji. Jeżeli pan pyta o priorytety, to mogę tylko zdradzić, że w sposób oczywisty uważamy, że ten dobry czas dla Polski, jak głosi to nasze hasło wyborcze, musi być oparty o takie elementarne poczucie sprawiedliwości społecznej. Uważamy, że fundamentem w ogóle naszej polityki jest rozpoczęcie budowy społeczeństwa żyjącego w państwie dobrobytu. Czas tych eksperymentów liberalnych, polegających na tym, że zawsze słyszeliśmy i mówiono nam o tym, że musimy oszczędzać, tylko, że zawsze dziwnym trafem oszczędzano, czy też sięgano do kieszeni osób najuboższych, a ci najzamożniejsi mieli się znakomicie.

Panie pośle, przypomnę coś  - Mieszkanie plus, bo to jest coś, co ponad rok temu premier nawet sam prosił, żeby go z tego rozliczyć. Miało być 100 tysięcy, jest 38 w różnych etapach inwestycyjnych - sporo brakuje.

Sporo brakuje, ale sprawy idą do przodu i to też trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że tam, gdzie te koła w tym piasku buksują, to nie siadamy na laurach, tylko te sprawy popychamy. Wie pan, my też zaobserwowaliśmy jeden z takich charakterystycznych dla życia społecznego, ekonomicznego, gospodarczego proceder w Polsce. Bardzo trudno, mimo że sprawujemy władzę w wyjątkowo komfortowej sytuacji, bo prezydent wywodzi się z naszego obozu politycznego, mamy większość w Senacie, to jednak ten imposybilizm państwa i to przełamywanie pewnych barier bardzo trudno idzie.

To jak to przełamać? Bo dla wielu rodzin to jest koło zamachowe dla ich rozwoju.

Zdecydowanie tak, szczególnie dla ludzi młodych, których nie stać na kredyty. I ta determinacja po stronie rządu jest. Na początku, nie ma co ukrywać, były tutaj spory pomiędzy autorami tej koncepcji, były różne wizje, jeżeli chodzi o ludzi, którzy ten program mieli realizować. Nawet z pozycji byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji widzę, jak trudno czasami wyegzekwować to, co wydaje się oczywiste, chociażby nawet pozyskiwanie gruntów pod te inwestycje. Ale sprawy idą do przodu. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że nawet ta jeszcze niesatysfakcjonująca liczba już jest. Są takie samorządy, np. Biała Podlaska, Jarocin i inne miejsca na mapie Polski, gdzie rzeczywiście ten projekt i program wygląda imponująco.

Cysterny wstydu - chciałem w tej części radiowej jeszcze poruszyć - bo tu mam przed sobą "Gazetę Wyborczą", która zwraca uwagę, że jest to piekielnie nieekologiczny pomysł.

Tak (śmiech - przyp. red.), przeszkadzają im trzy cysterny...

... nie, więcej...

.... cztery.

24 tiry w ciągu 38 dni kampanii wyborczej wyprodukują tyle dwutlenku węgla, co 150 rodzin w ciągu roku.

A czy "Wyborcza" pochyliła się nad tymi 600 tirami, które przez okres rządów naszych poprzedników, z paliwem nieopodatkowanym, nieoakcyzowanym do Polski jeździły?

Akurat w tym artykule nie.

Poziom absurdu - i nie chcę powiedzieć głupoty - jest wprost monstrualny. 4 cysterny mają naruszyć równowagę ekologiczną w kraju.

24.

A przepraszam, czy naczelny ekolog "Gazety Wyborczej", pan Adam Wajrak i w ogóle wszyscy ekolodzy pochylili się nad tymi hektolitrami, jak to mówi prezydent Trzaskowski, "kontrolowanego zrzutu ścieków" do Wisły?

Dzisiaj temat ma się zakończyć.

Hipokryzja dziennikarzy, którzy są swego rodzaju otuliną medialną dla opozycji, czasami przybiera wymiar kabaretowy, tak jak w tym przypadku.