Wyciek WikiLeaks - "to kompromitacja"

Poniedziałek, 29 listopada 2010 (07:33)

"Kompromitacja amerykańskich służb" - to najdelikatniejszy komentarz do wycieku tajnych danych należących do Stanów Zjednoczonych. To była naprawdę gorąca noc w Waszyngtonie, w ambasadach wielu państw zorganizowano specjalne narady. Co dalej po skandalu, który wstrząsnął międzynarodowymi stosunkami?

Zobacz również:

W tej chwili doradcy amerykańskiego prezydenta głowią się, jaka powinna być reakcja, co powiedzieć światu? Nie można bowiem wszystkiego zrzucić na WikiLeaks, kiedy w mało dyplomatyczny sposób opisywało się światowych przywódców czy nakazywano szpiegowanie dyplomatów.

Krew się we mnie gotuje - oświadczył Jeffrey Smith, były doradca CIA. To może poczynić ogromne szkody. To są poufne dyskusje wśród naszych największych sojuszników - dodał. Senator John Kerry, przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych nazwał publikację lekkomyślną. To nie są akademickie ćwiczenia na temat wolności informacji. Te analizy powinny zostać poufne - oświadczył.

Robert Gibbs rzecznik Białego Domu potępiając ujawnienie dokumentów ostrzegł, że może to narazić amerykańskich dyplomatów, służby wywiadowcze i ludzi z całego świata. Republikański senator Pete Hoekstra przyszły przewodniczący komisji do spraw wywiadu powiedział, że WikiLeaks osłabia amerykańską politykę zagraniczną, zmuszając sojuszników, by zadawali sobie pytanie czy USA potrafią dochować tajemnicy.

Artykuł pochodzi z kategorii: WikiLeaks. Największe przecieki w historii

Paweł Żuchowski

RMF FM