"Publikacja akt na Wikileaks może nadszarpnąć autorytet Waszyngtonu"

Niedziela, 28 listopada 2010 (12:26)

- Myślimy z niepokojem o przecieku amerykańskiej dyplomacji i o tym, co opublikuje WikiLeaks - przyznaje minister z kancelarii prezydenta Tomasz Nałęcz. Jak podkreśla, niepokój budzi utrata reputacji przez naszego amerykańskiego sojusznika. W dokumentach mają znajdować się depesze dyplomatyczne, m.in. z Polski, w tym szczegóły negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej.

Według Tomasza Nałęcza opublikowanie dokumentów nie będzie mieć wpływu na spotkanie 8 grudnia Bronisława Komorowskiego z Barackiem Obamą w Waszyngtonie. Przyznaje jednak, że akta, które wyciekły z Departamentu Stanu, mogą nadszarpnąć autorytet Stanów Zjednoczonych.

Pokażą kulisy dyplomacji, nieoficjalną stronę uprawiania polityki mocarstwa wobec swoich sojuszników - mówi. Te depesze mogą pokazać świat dyplomacji w takiej sytuacji zaraz po wstaniu z łóżka; bez makijażu. W czterech ścianach gabinetu mówi się w inny sposób - zaznacza.

Marek Siwiec, były szef BBN-u u prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego dodaje, że ten przeciek obnaży amerykańską dyplomację. Poznamy kuchnię ich polityki i to, co ich służby ślą np. z Polski do Waszyngtonu. (…) Musieliby być nieprofesjonalni, gdyby byli kurtuazyjni w tego typu przekazach. Oni po prostu walą prawdę. Przyznaje, że dokumenty mogą pokazać, co tak naprawdę Amerykanie myślą o nas.

USA po raz pierwszy przyznały się do wycieku i uprzedziły o publikacji

Najpewniej w niedzielę późnym wieczorem portal Wikileaks opublikuje - według różnych źródeł - od ok. 400 tys. do nawet 3 mln dokumentów, głównie not pochodzących z placówek dyplomatycznych USA w wielu państwach.

Wśród dokumentów wymienia się m.in. amerykańskie oceny pakistańskiego arsenału nuklearnego oraz ryzyka wymierzenia w niego ataku terrorystycznego, opinie na temat prezydenta Afganistanu Hamida Karazja i jego rodziny, a także opis stosunku amerykańskich władz w Iraku do kurdyjskich separatystów.

Jak podała agencja dpa, powołując się pośrednio na artykuł niemieckiego tygodnika "Spiegel", większość dokumentów powstała po 2004 roku i nie jest objęta klauzulą "ściśle tajne".

Artykuł pochodzi z kategorii: WikiLeaks. Największe przecieki w historii

Mariusz Piekarski

RMF FM