Policjanci po cywilnemu używali pałek. Kontrowersje ws. działań policji na proteście Strajku Kobiet

Czwartek, 19 listopada 2020 (06:55)
Aktualizacja: Czwartek, 19 listopada 2020 (07:22)

Co najmniej kilka osób zostało zatrzymanych podczas wczorajszego protestu Strajku Kobiet w Warszawie. Podczas marszu pojawiły się kontrowersje związane z użyciem gazu przez policjantów oraz działań funkcjonariuszy po cywilnemu, którzy używali teleskopowych pałek.

Reagowaliśmy na częste przypadki łamania prawa - usłyszał od policjantów reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Komenda Stołeczna Policji mówi o problemach przy legitymowaniu uczestników protestu. Według niej, zdecydowane działania, były też potrzebne po zatrzymaniu agresywnego mężczyzny, którego próbowano uwolnić. 

Z kolei protestujący twierdzą, że działania policji były na wyrost. Na dowód publikowane są filmy na których widać np. jak kordon policji używa gazu wobec spokojnie stojących osób.

Pojawiło się też nagranie człowieka po cywilnemu, bijącego teleskopową pałką protestujące osoby.

Gdy ludzie zareagowali, okazało się, że to policjant po cywilnemu.


Komenda Stołeczna wyjaśnia też okoliczności poturbowania przez funkcjonariuszy wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Sprawą zajmuje się policyjny wydział kontroli.


"Blokada Sejmu"

W środę w Warszawie zorganizowano kolejny protest przeciw zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych. Demonstracja została zorganizowana pod hasłem: "Blokada Sejmu". Chciałybyśmy, żebyśmy my, dziewczyny naszych synów, nasze wnuczki miały wybór - tłumaczyła decyzję o przyjściu na protest reporterowi RMF FM jedna z kobiet.

Protest miał się odbyć przed Sejmem, ale policja zablokowała dojście do gmachu. Protestujący ruszyli więc na ulice Warszawy - udali się na rondo de Gaulle’a i plac Trzech Krzyży. Tam doszło do przepychanek z policją. Jak relacjonował reporter RMF FM, co kilka chwil kolejne osoby wychodziły z bocznych uliczek i próbowały blokować przejazd. Część z nich miała ze sobą odpalone świece dymne i race.

Przez aleje Jerozolimskie - w tłumie protestujących - przejechała biała ciężarówka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Na jej dachu były głośniki, płynęła z niej muzyka.



Później uczestnicy demonstracji przeszli przed siedzibę TVP. Dostęp do gmachu zablokowała policja.

Demonstrantów na placu Powstańców Warszawy otoczył kordon policjantów, a za nim ustawieni byli funkcjonariusze w białych kaskach. Funkcjonariusze użyli wobec protestujących gazu pieprzowego po próbie przerwania kordonu. Trafiona została m.in. aktywistka Strajku Kobiet Marta Lempart, której pomocy udzielali następnie ratownicy medyczni. Spryskane gazem zostały też m.in. aktywistka Klementyna Suchanow oraz posłanka Lewicy Magdalena Biejat.

Policjanci zostali zaatakowani przez grupę agresywnych osób. Dlatego użyli środków przymusu bezpośredniego, w tym gazu i siły fizycznej - tak rzecznik stołecznej policji Sylwester Marczak w środę komentował wieczorne wydarzenia na placu Powstańców w Warszawie. Z policyjnych megafonów puszczany był komunikat o tym, że trwa pandemia, należy zachować dystans, że obowiązkowe są maseczki.


Policja i Żandarmeria Wojskowa przed Sejmem

W środę już około godz. 16 Wiejska została wyłączona z ruchu drogowego. Wzdłuż ulicy, zwłaszcza przed Sejmem, pojawili się funkcjonariusze policji, żołnierze Żandarmerii Wojskowej, a także rząd policyjnych radiowozów.

Podobnie zabezpieczona była ulica Piękna, na której stali funkcjonariusze, radiowozy i armatka wodna. Tam też ograniczono przejazd od ul. Wiejskiej. Siły policji stały do Al. Ujazdowskich i dalej, wzdłuż nich do okolic placu Trzech Krzyży - relacjonowali w środę reporterzy RMF FM.


Opozycja krytykuje działania służb

Strajk Kobiet: Policja użyła gazu wobec protestujących na placu Powstańców Warszawy

Kolejny protest w Warszawie przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego zaostrzającego prawo aborcyjnie. Demonstracja miała się odbyć przed Sejmem, ale ulica Wiejska została zablokowana przed policjantów i funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej. Protestujący ruszyli więc na ulice stolicy. Na... czytaj więcej

Politycy opozycji byli w środę w Sejmie pytani przez dziennikarzy o komentarz do odgrodzenia gmachu parlamentu barierkami, sięgającymi m.in. Placu Trzech Krzyży.

To żenujący przykład tego, jak władza odgradza się od obywateli - powiedział lider PO Borys Budka. To pokazuje upadek tej władzy - po raz pierwszy jak jestem posłem widzę, że podczas zwykłego posiedzenia Sejmu są funkcjonariusze policji na terenie Sejmu w nieoznakowanych samochodach - dodał.

Tak kończy się władza tych, którzy chcieli być dyktatorami, bo jak odwraca się od nich większość społeczeństwa, pozostaje tylko strach i obawa - ocenił.

Zastanawiam się, czy to jest osobista decyzja Kaczyńskiego, czy też jego ludzie tak bardzo chcą, by widział inny świat niż jest w rzeczywistości, że są w stanie odsunąć te protestujące tłumy od Sejmu, by przewieźć Kaczyńskiego drogami, przy których nie zauważy protestu - mówił Budka.

Władze, zdaniem Budki, "chcą barierkami odsunąć protesty, żeby udawać, że jest wszystko normalnie". Kaczyński widzi doskonale, że budowane przez niego przez pięć lat państwo nie zdaje egzaminu również w czasach kryzysu - powiedział.

Zaznaczył, że barierki "to smutny obraz upadającego PiS-owskiego państwa, kiedy pozostaje im tylko brutalna siła, służby i funkcjonariusze, gdy suweren, na którego się powoływali po prostu od nich odchodzi".

Protesty trwają od 22 października

Od 22 października w całym kraju trwają protesty, będące sprzeciwem wobec zaostrzenia - w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego - przepisów antyaborcyjnych. TK orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Przepis straci moc wraz z publikacją wyroku, ale ten nie został jak dotąd ogłoszony.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sejm szkodzi nie tylko sobie

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Strajk kobiet. Protesty ws. aborcji

Krzysztof Zasada

Urszula Gwiazda

RMF FM/PAP