Nowakowski: Mam nadzieję, że dobrą grą w Lidze Mistrzów trochę się napędzimy

Wtorek, 26 lutego 2019 (16:31)

Siatkarze Trefla Gdańsk są już pewni gry w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Jutro rozegrają w Belgii ostatni mecz fazy grupowej. W naszej Plus Lidze muszą jednak cały czas walczyć o miejsce w play-off. "Będzie o to w tym sezonie naprawdę bardzo ciężko. Niektóre drużyny odskoczyły nam już na sporo punktów" – przyznaje w rozmowie z RMF FM środkowy Trefla i reprezentacji Polski Piotr Nowakowski. Dodaje też, że po sezonie najprawdopodobniej zmieni klub, ale raczej zostanie w jednym z polskich klubów. "Oferta zagraniczna musiałby w pełni zadowolić mnie finansowo i życiowo" – mówi dwukrotny mistrz świata.

Patryk Serwański RMF FM: W Lidze Mistrzów spisujecie się świetnie. Macie już awans do ćwierćfinału. W Plus Lidze jednak gracie przeciętnie. Ciągle bardzo brakuje wam punktów. Walka o play-off jest trudna. A w Lidze Mistrzów wszystko układa się koncertowo. Macie w tych rozgrywkach mniej presji i więcej luzu? Może dlatego idzie tak dobrze?

Piotr Nowakowski: To jest właśnie bardzo dobre pytanie. Sam jestem ciekawy, jak to jest. Na pewno przed każdym meczem Ligi Mistrzów presja jest na nas rzucana przez trenera. Anastasi mówi, że są to tak prestiżowe rozgrywki, że po prostu mamy się pokazać z jak najlepszej strony. Gramy troszkę na luzie, troszkę dla zabawy, żeby szerszej publiczności europejskiej pokazać, że potrafimy to robić i że robimy to w dobrym stylu. To nam wychodzi, ale nie potrafimy przełożyć tego na rozgrywki krajowe. Czemu tak jest? Nie wiem. Może dochodzi presja, bo żeby wejść do play-off trzeba być w czołowej szóstce. Będzie o to w tym sezonie naprawdę bardzo ciężko. Niektóre drużyny odskoczyły nam już na sporo punktów. Presja się wytwarza. W poprzednim roku zajęliśmy trzecie miejsce, więc wypadałoby teraz do tej szóstki awansować. Mam nadzieję, że tą dobrą grą w Lidze Mistrzów jeszcze się troszkę napędzimy i uda nam się podgonić rywali w Plus Lidze.

Punktowo sytuacja wygląda nieciekawie, ale macie dwa mecze zaległe. Gdyby tak teoretycznie doliczyć wam sześć punktów, to szansa jest ciągle realna. Analizujecie tą sytuację w tabeli?

Ja nie bawię się w żadne analizowanie, choć oczywiście wiem, że mamy mecze zaległe do rozegrania. Liczyłem, że zdobędziemy jakieś punkty w pojedynkach z Rzeszowem i Jastrzębiem. Niestety się nie udało. Na pewno niektórzy w drużynie kalkulują. Trenerzy na pewno też wszystko mają policzone. My skupiamy się na tym, by grać jak najlepiej, a tak naprawdę nie ma teraz kiedy potrenować. Gramy co trzy dni i nie możemy przesadzić z intensywnością treningów. Możemy zrobić się za bardzo zmęczeni. Nie kalkulujmy, grajmy - taką ma radę.

Rozumiem, że nie stosujecie w klubie takiego prostego przełożenia. W lidze gramy przeciętnie, ale w Lidze Mistrzów jest awans do ćwierćfinału, więc sezon jest całkiem niezły i nie ma na co narzekać.

Ja nie lubię takiego traktowania, że w Lidze Mistrzów spoko a u nas na krajowym podwórku tak sobie, ale w sumie może być. Nie lubię takiego tłumaczenia. I tutaj i tutaj chcę się pokazać z jak najlepszej strony. Musimy robić wszystko, żeby nawet w razie braku awansu do play-off pokazać, że dawaliśmy z siebie wszystko, choć początek sezonu troszkę nam nie wyszedł. A czy nam się uda czy nie? To zależy ciągle od wyników wielu spotkań. Ale nie lubię tłumaczenia, że tu odpuścimy, tam dołożymy. Chcemy grać na jak najwyższym poziomie. Niektórzy chcą się też pokazać, powalczyć o lepsze kontrakty, bo umowy wygasają z końcem sezonu. Moim zdaniem wszystko powinni grać na maksa we wszystkich rozgrywkach.

Ty też zastanawiasz się nad transferem, przeprowadzką. Może śladem trenera Anastasiego, który po sezonie przenosi się do Onico Warszawa? W ogóle liczysz się ze zmianą klubu?

Tak, jest szansa, że zmienię drużynę. Poprzedni sezon miałem całkiem niezły. Ukoronowaniem było zdobycie tytułu mistrza świata. Już wtedy pojawiały się głosy, że ktoś chciałby mnie widzieć w swojej drużynie. Nie zamykam się na żadną z opcji. Jest oferta także z Warszawy, ale jeszcze nie czas by podejmować ostateczne kroki.

Zastanawiasz się nad zagranicznym transferem, czy wolisz zostać w Polsce?

To musiałby być naprawdę konkretna propozycja, która by mnie w pełni zadowoliła i finansowo i życiowo. Chciałbym, żeby moja rodzina miała jak najlepiej w miejscu, w którym miałbym grać.

Teraz przed wami ostatni mecz fazy grupowej Ligi Mistrzów - na wyjeździe z Greenyard Maaseik. Sytuacja już klarowna. Macie awans do ćwierćfinału. W Gdańsku z tym rywalem graliście przy pustych trybunach, gdy trwała żałoba po śmierci prezydenta Adamowicza. To był trudny mecz. Teraz wyjazd do Belgii a rywal gra zdecydowanie lepiej u siebie. Na ile ważne będzie tu zwycięstwo, a na ile także odpoczynek, skoro jak mówisz, gracie co trzy dni i sił może zacząć brakować?

Tak, gramy trochę o pietruszkę. Z nikim o tym nie rozmawiałem, ale zastanawiam się, jaką decyzję podejmie trener Anastasi. Czy da odpocząć tym najbardziej eksploatowanym zawodnikom? Mamy też problemy zdrowotne - zwłaszcza na pozycji przyjmujących. Z tego co na razie obserwuję, nie zanosi się, żebyśmy mieli jakoś ten mecz odpuścić. Chyba wyjdziemy najmocniejszym zestawieniem. Przynajmniej tak zaczniemy, a co dalej? To zależy od przebiegu spotkania. Na pewno drużyna z Belgii u siebie jest bardzo niebezpieczna. Hala też dość specyficzna. Dobrze się tam czują. Pokonali choćby PGE Skrę Bełchatów. Na pewno będą chcieli się odgryźć za porażkę w Gdańsku, a my zrobimy wszystko, żeby im się nie udało.

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Z siatkarskich parkietów

Patryk Serwański

Joanna Potocka