Przebudowana reprezentacja Polski w siatkówce rozegra dziś pierwsze spotkanie na mistrzostwach Europy. Na dobry początek „Biało-czerwone” zmierzą się z Niemkami, które na papierze są faworytkami. Nasza rozgrywająca, Joanna Wołosz zapowiada jednak, że drużyna będzie walczyć na sto procent. Zawodniczka opowiada też o samym Baku, który z roku na rok imponuje rozmachem. Dodatkowo Polka jest przekonana, że gospodarze zrobią wszystko, aby na koniec cieszyć się ze zwycięstwa.

/Jan Kałucki /RMF FM

Jan Kałucki RMF FM: Rozmawiałem nie tak dawno z Łukaszem Kadziewiczem. Powiedział, że trening to jedna z najgorszych rzeczy jaka może przydarzyć się człowiekowi. On oczywiście specjalnie uwypuklał pewne rzeczy, ale chciał przez to powiedzieć, że sportowiec od razu poszedłby na parkiet i grałby turniej. U ciebie jest podobnie?

Joanna Wołosz: Raczej tak. Po takim okresie przygotowawczym, jaki miałyśmy od sierpnia, mecze są czymś, na co się czeka z utęsknieniem. Kiedy na tydzień przed startem mistrzostw wyjechałyśmy na sparingi do Holandii, to wreszcie poczułam, że coś zaczyna się dziać. Treningi są oczywiście ważne - za każdym razem pracujemy na sto procent, ale sportowiec zawsze daje z siebie wszystko na meczu. Tego typu specyficzna adrenalina to coś, na co się czeka. Jest to też coś, czego na pewno nie zrobi się na zajęciach, więc ja się bardzo cieszę, że już za chwilę zaczniemy grać.

Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale nasza reprezentacja jest piekielnie nieobliczalna. Może zagrać perfekcyjne zawody i bić się o najwyższe cele albo może przyjść taki set, w którym wszystko się rozsypie jak domek z kart. To dobrze - bo inne zespoły mają ból głowy, aby nas rozgryźć, czy źle bo niekiedy tego bólu głowy dostają kibice?

Myślę, że to wynika z tego, że jeszcze nie jesteśmy doświadczonym zespołem. Nie grałyśmy ze sobą w takim składzie od dwóch, trzech sezonów i dlatego od czasu do czasu można dostrzec wahnięcia formy. Jeżeli u nas wszystkie trybiki zaskoczą, to naprawdę możemy zagrać bardzo dobrze i mam nadzieję, że tak będzie do pierwszego meczu. Musimy jednak uzbroić się w cierpliwość, bo jeśli w jakimś spotkaniu coś nie będzie nam wychodzić i wpadniemy w swego rodzaju dołek, to nie możemy wpaść w panikę. Nic na pewno nie przyjdzie łatwo, dlatego mam nadzieję, że pokażemy się z dobrej strony.

Nawiązując do tego o czym wspomniałaś - pamiętam kwalifikacje do mistrzostw świata w hali Torwar. Było takie spotkanie z Czeszkami, które miałyście już na widelcu, ale ostateczne przegrałyście 2 do 3. To jest najtrudniejszy moment dla drużyny?

Myślę, że tak. W tej grze czasami jedna piłka może o wszystkim zadecydować. Nie ma mądrego wytłumaczenia, dlaczego tak się dzieje. Można mówić o kwestiach technicznych i taktycznych, ale wydaje mi się, że nawet najmądrzejszy trener na świecie nie wie, czemu zespołowi w pewnym momencie absolutnie nic nie wychodzi. Ale prawdę powiedziawszy, ja o tym nawet nie myślę - nastawiam się pozytywnie, aby takich dołów nie było.

Na początek Niemki. Polska mierzyła się z tą drużyną w Monterux  i World Grand Prix. Zespół bardzo mocny... ma jakieś słabe punkty?

My się przygotowujemy już od ponad 1,5 tygodnia od tego meczu. Taktycznie będziemy bardzo dobrze przygotowane do tego spotkania. Wiemy już, jak zagrać, aby nawiązać walkę. Trenerzy pokazują nam słabsze oraz mocniejsze strony tej drużyny i na pewno będziemy chciały to wykorzystać. Na pewno motorami napędowymi tej drużyny są Maren Brinker i Louisa Lippman. My jednak skupiamy się przede wszystkim na sobie. Będziemy walczyć o każdą piłkę i zrobimy wszystko, aby wygrać. Wyjdziemy na parkiet agresywnie nastawione, bo tylko tak możemy coś ugrać. Tego typu zespoły nakręcają się z każdą wygraną piłką i my nie możemy dać się zakrzyczeć.

Oglądałem wasz trening i z tego co zauważyłem, to kluczem do ewentualnego zwycięstwa ma być przede wszystkim skuteczna gra w obronie.

To prawda, trener nam w kółko powtarza, że obrona jest sercem drużyny. Daje więcej pewności siebie i pomaga w kryzysowych momentach.

Zawsze, kiedy nasza drużyna gra w jakimś egzotycznym miejscu (a takim jest Azerbejdżan), to często zadawane są pytania o coś, co cię zaskoczyło, zdziwiło, zachwyciło, czy obrzydziło. Ty do Baku przyjeżdżasz niemal co roku, bo albo grasz mecze w Lidze Mistrzyń albo jak to było dwa lata temu - w igrzyskach europejskich. To miejsce robi na tobie jakiekolwiek wrażenie?

Teraz chyba już nie. Wczoraj obliczyłam, że to mój ósmy raz kiedy jestem w Baku. Jedyne co może mnie jeszcze zaskoczyć, to kolejny wybudowany wieżowiec.

Jak jechaliśmy autobusem, to w oczy rzucił się Trump Tower.

Tak, ale z tego co wiem, jeszcze nie jest dokończony. Także wszystko już praktycznie znam. Wiem, że kierowcy potrafią przyprawić o ból głowy... ale jedna rzecz jest tu dość charakterystyczna - bardzo trudno tu się gra z miejscowymi drużynami. Ściany, sędziowie, organizatorzy - wszystko jest ustawione na korzyść zespołu, tak więc trzeba być bardzo cierpliwym i mieć zachowane nerwy na wodzy.

Na przykład?

Bywało tak, że kierowca pomylił drogę i miał problemy z dotarciem do hali. Innym razem "nagle" okazało się, że był objazd i trzeba było stać w ogromnym korku. Pamiętam, że dwa lata temu, jak byłyśmy na Igrzyskach Europejskich to na pierwszy trening zawieziono nas na boisko dla siatkówki... ale plażowej. Koniec końców udało się w 2015 roku wywalczyć drugie miejsce i mam nadzieję, że tym razem po raz kolejny to miejsce będzie dla naszej reprezentacji szczęśliwe.

W miłym towarzystwie jest zawsze miło. Obserwuje was z bliska i trudno nie zauważyć, że atmosfera wokół drużyny jest rewelacyjna. Chyba, że (i tu mnie popraw) adrenalina rośnie z każdym dniem i ten luz jest sposobem na odreagowanie.

Naszym atutem jest na pewno to, że nie ma jakiś większych różnic wiekowych. Dzięki temu nasze żarty i sposób myślenia jest gdzieś zbliżony, więc łatwo złapać ten kontakt. A adrenalina? Rośnie. Tego nie da się oszukać. Z każdą godziną będzie na coraz większym poziomie, ale prawdę powiedziawszy, ja ją bardzo lubię i lepiej mi się z nią gra. Ona bardziej niesie, a nie paraliżuje.

Przyznam, że jak tu przyjechałem, odczułem lekki stres. Posłuchałem jednak muzyki i wszystko jakoś przeszło. Wybrałem "Baku, Baku" Kaliber 44

"Baku, Baku"? Dobrze, że nie "Plus i Minus".

(j.)