"Ratowałam rannych po wybuchu czołgu-pułapki"

Czwartek, 31 lipca 2014 (22:04)

W 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego "Fakt" publikuje rozmowę z sanitariuszką Marią Leśniewską. Kobieta wspomina wybuch niemieckiego czołgu-pułapki na starówce. Na skutek eksplozji zginęło 300 osób.

Zanosiłam meldunki i rozkazy oraz dostarczałam zupę na barykady. Do tych punktów, gdzie żołnierze nie mieli dostępu do jedzenia i byli na najbardziej niebezpiecznych, wysuniętych placówkach - wspomina 88-letnia dziś pani Maria w rozmowie z "Faktem". O eksplozji czołgu-pułapki mówi: Byłam wtedy niedaleko. Tyle ludzi wtedy zginęło. To był dramat. Pomagałam tym, którzy przeżyli. Przyznaje, że chciała wyprzeć ten traumatyczny epizod ze swojej pamięci. Starałam się nie rozmawiać o tym, co nas wszystkich spotkało. Dopiero teraz, po tylu latach mogę spokojniej o tym mówić - przyznaje.

W piątkowym "Fakcie" także:

- Emeryci dostaną więcej pieniędzy

- "Szliśmy po ciałko, usłyszeliśmy kwilenie"

- Rodzina zginęła w drodze z wakacji

Artykuł pochodzi z kategorii: Powstanie Warszawskie

Fakt