Olewnik: Mój syn mógł być uwolniony, gdyby policja pracowała rzetelnie

Poniedziałek, 3 czerwca 2013 (12:59)

Krzysztof Olewnik mógł zostać uwolniony, nawet krótko po porwaniu, gdyby policja rzetelnie analizowała połączenia telefoniczne i inne otrzymywane informacje, w tym te wskazujące nazwiska sprawców - zeznał przed sądem ojciec uprowadzonego Włodzimierz Olewnik. Podkreślał, że od początku śledztwa rodzina współpracowała z policją i prokuraturą.

Zobacz również:

Przed Sądem Okręgowym w Płocku wznowiono rozprawę w procesie dwóch policjantów, którzy w latach 2001-04 pracowali przy sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. Remigiusz M. i Maciej L. są oskarżeni o niedopełnienie obowiązków, co naraziło uprowadzonego na utratę życia. Nie przyznają się do winy.

W mojej ocenie było to bardzo proste, bo już w pierwszym tygodniu (po porwaniu) dysponowałem połączeniami telefonicznymi, które budziły zastrzeżenia. Gdyby się dobrze przyłożyć do analizy tych telefonów, Krzysztof mógł być uwolniony - mówił przed sądem Włodzimierz Olewnik.

Zeznał, że w dniu zniknięcia syna był przekonany, że został on zamordowany albo uprowadzony. Przyznał również, że tego dnia część jego rodziny sugerowała policji, że osobami związanymi z porwaniem mogą być dwaj mieszkańcy Drobina, w którym mieszkają Olewnikowie. Informacje te potwierdziło późniejsze śledztwo i proces sprawców uprowadzenia, który odbył się na przełomie 2007 i 2008 roku.

Policjanci oskarżeni o zaniedbania

Gdańska prokuratura apelacyjna w grudniu 2012 roku oskarżyła Remigiusza M. i Macieja L. o zaniedbania. Policjantom grozi do trzech lat więzienia. Postawione im zarzuty przedawniają się w sierpniu przyszłego roku.

Remigiusz M. to szef grupy operacyjno-dochodzeniowej z mazowieckiej komendy policji w Radomiu, która od października 2001 roku do sierpnia 2004 roku badała sprawę porwania Olewnika. Maciej L. to funkcjonariusz policji z Płocka, który pracował w tej grupie.

Obu funkcjonariuszom śledczy zarzucili, że w lipcu 2003 roku przedwcześnie i bezzasadnie odstąpili od obserwacji miejsca przekazania okupu porywaczom Olewnika, a później nie przeprowadzili natychmiastowych jego oględzin, co mogło doprowadzić do utraty śladów kryminalistycznych. Prokuratorzy postawili też policjantom zarzut, że w 2001 roku nie przesłuchali osoby, która mogła pomóc sporządzić portret pamięciowy szefa grupy porywaczy - Wojciecha Franiewskiego - który kupił telefon komórkowy służący potem porywaczom do kontaktu z rodziną Olewników.

Sprawcy porwania i zabójstwa odebrali sobie życie za kratami

Krzysztof Olewnik został uprowadzony ze swego domu w mazowieckim Drobinie w nocy z 26 na 27 październiku 2001 roku po przyjęciu z udziałem m.in. płockich policjantów. Sprawcy kilkadziesiąt razy kontaktowali się z rodziną, żądając okupu. W lipcu 2003 przekazano im 300 tysięcy euro, ale biznesmen nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców okupu, został zamordowany. Jego ciało zakopano w lesie w pobliżu miejscowości Różan. Odnaleziono je w 2006 roku, a cztery lata później po ekshumacji na cmentarzu w Płocku i badaniach genetycznych ostatecznie potwierdzono tożsamość zwłok.

W sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika na ławie oskarżonych płockiego sądu okręgowego zasiadło w październiku 2007 roku w sumie 11 osób. Pięć miesięcy później sąd skazał dwóch zabójców Olewnika - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika - na kary dożywotniego więzienia. Ośmioro innych oskarżonych otrzymało kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat więzienia. Jednego z oskarżonych sąd uniewinnił.

Trzech sprawców porwania i zabójstwa Olewnika popełniło samobójstwa w zakładach karnych w Olsztynie i Płocku: Franiewski jeszcze przed procesem w 2007 roku, a po ogłoszeniu wyroku - Kościuk w 2008 roku i Pazik w 2009 roku.

(edbie)

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Zagadka śmierci Krzysztofa Olewnika

RMF24-PAP