Nie będzie śledztwa ws. policyjnej specgrupy, która miała podsłuchiwać dziennikarzy

Piątek, 12 lutego 2016 (13:11)
Aktualizacja: Piątek, 12 lutego 2016 (15:27)

Nie ma podstaw do wszczęcia śledztwa w sprawie policyjnej specgrupy, która miała podsłuchiwać dziennikarzy i urzędników w związku z aferą taśmową. Prokuratura twierdzi - oceniając materiały z audytu w komendzie głównej - że nie wskazują one na przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych. Sprawa jednak nie jest jeszcze zamknięta.

Wszystko zależy od ostatecznych efektów kontroli w Biurze Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej. Jak mówi Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, w raporcie przesłanym śledczym przez szefostwo policji jest zastrzeżenie, że audyt BSW trwa. Najprawdopodobniej prokurator zwróci się za jakiś czas z pytaniem, czy te czynności, nadal prowadzone, doprowadziły do ustalenia nowych faktów, nowych okoliczności, a jeżeli tak, to poprosimy o ich nadesłanie - powiedział Nowak. Wtedy kolejny raz prokuratura oceni, czy są podstawy, by wszczynać śledztwo.

Na początku lutego Komenda Główna Policji przesłała warszawskiej prokuraturze okręgowej raport z audytu prowadzonego ws. czynności podejmowanych przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych w związku z aferą taśmową.

Pod koniec ubiegłego roku - były już komendant główny policji insp. Zbigniew Maj - powołał grupę, która miała sprawdzić, czy funkcjonariusze BSW KGP, czyli tzw. policji w policji, podsłuchiwali dziennikarzy w związku z tzw. aferą taśmową. Z tego audytu wynikało m.in., że w KGP działały dwie grupy, które zajmowały się sprawą "afery taśmowej".

12 stycznia Zbigniew Maj poinformował, że wobec dziennikarzy i ich rodzin "były stosowane formy pracy policji". Dopytywany co to dokładnie oznacza wyjaśniał, że były stosowane czynności operacyjne, przez które rozumie się cały wachlarz działań - od pobierania billingów, danych adresowych poprzez sprawdzanie kontaktów. Nie wykluczam kontroli korespondencji - dodawał.

Z audytu prowadzonego na polecenie - byłego już szefa policji - wynikało m.in., że pierwsza grupa działająca w KGP powołana została w czerwcu 2014 roku, a jej zadaniem było wsparcie Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga w prowadzonym śledztwie dotyczącym nagrywania funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach. Druga "grupa specjalna" powołana została niespełna miesiąc później - w lipcu 2014 roku; w jej skład weszli tylko funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych i miała ona za zadanie "ustalenie ewentualnego udziału funkcjonariuszy organów ścigania w rozpowszechnianiu nagrań ze spotkań funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach".

Z audytu wynikało, że w zainteresowaniu policjantów pojawiali się dziennikarze i ich rodziny; przeprowadzić miano kilkadziesiąt kontroli operacyjnych wobec NN osób. Ustalenia zespołu kontrolnego doprowadziły do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych wobec siedmiu funkcjonariuszy, w przypadku kolejnych kilku osób zarzuty się przedawniły.

PO domaga się odtajnienia raportu KGP z audytu ws. działań

Politycy PO zażądali odtajnienia raportu KGP z audytu ws. działań Biura Spraw Wewnętrznych w związku z "aferą taśmową" oraz dymisji szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Zdaniem PO, audyt stał się podstawą do formułowania przez PiS pomówień dot. podsłuchiwania dziennikarzy.

Jesteśmy po konferencji prokuratury, która potwierdziła nasze podejrzenia, że te wszystkie informacje od wielu tygodni powtarzane przez polityków PiS, o rzekomych nielegalnych podsłuchach dziennikarzy, nie mają żadnego potwierdzenia w faktach, nie mają żadnego potwierdzenia w dowodach - podkreślił szef klubu PO Sławomir Neumann.

Platforma oczekuje odtajnienia tego audytu, żeby wszyscy mogli poznać to kolejne kłamstwo PiS, a jeśli PiS, premier Szydło, minister spraw wewnętrznych nie będą chcieli tego audytu odtajnić, to będziemy wnosić o zamknięte posiedzenie Sejmu, aby wszyscy posłowie mogli się zapoznać z tym audytem i z sytuacją, która miała miejsce, związana z podsłuchami, których nie było - oświadczył Neumann.

We wrześniu 2015 r. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga sformułowała akt oskarżenia ws. tzw afery podsłuchowej, który objął cztery osoby: biznesmena Marka Falentę, jego współpracownika Krzysztofa Rybkę oraz kelnerów z dwóch warszawskich restauracji: Sowa i Przyjaciele oraz Amber Room - Łukasza N. i Konrada L. Według prokuratury motywy ich działania były biznesowo-finansowe.Śledztwo trwało 15 miesięcy i dotyczyło podsłuchiwania od lipca 2013 r. kilkudziesięciu osób z kręgu polityki, biznesu oraz byłych i obecnych funkcjonariuszy publicznych. Falenta, według śledczych, miał zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji - Łukaszowi N. i Konradowi L. Za takie przestępstwo grozi im i współpracującemu z nimi Rybce do dwóch lat więzienia. Falenta nie przyznaje się do zarzutów.


(es)

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Afera podsłuchowa

Krzysztof Zasada