Jarosław Kaczyński na przesłuchaniu w prokuraturze wojskowej obarczył rząd Donalda Tuska moralną i polityczną winą za śmierć brata - donosi portal TVN24.pl. Prezes PiS przyznał również, że nie pamięta wszelkich okoliczności związanych z identyfikacją ciała prezydenta. Byłem pod silnym wpływem środków uspokajających - czytamy w protokole z przesłuchania w dniu 27 lipca br.

zeznania przejrzała reporterka rmf fm agnieszka witkowicz

Kaczyński potwierdził, że w rozmowie przez telefon satelitarny po raz ostatni słyszał głos swojego brata. O godz. 8 rano telefon znów zadzwonił. Szef Prawa i Sprawiedliwości był przekonany, że telefonuje do niego prezydent z informacją o szczęśliwym lądowaniu. Dzwonił jednak minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który przekazał mu tragiczną informację. Wtedy użyłem wobec niego określenia, to wynik "waszej zbrodniczej polityki, nie zakupiliście samolotu" - stwierdził Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że po kwadransie Sikorski znów zadzwonił i poinformował go, że do katastrofy doszło z winy pilotów. Była to wypowiedź kategoryczna, bez powołania się na jakiekolwiek źródło - oświadczył prezes PiS.

Jarosław Kaczyński winą za katastrofę obarczył Donalda Tuska i jego otoczenie. Otrzymałem propozycję lotu z delegacją rządową, ale ją odrzuciłem, gdyż wiedziałem, jaki był stosunek premiera i innych osób z jego otoczenia do mojego brata. Uważam, że przynajmniej w sensie moralnym i politycznym Donald Tusk i jego otoczenie ponoszą odpowiedzialność za katastrofę. Abstrahuję od odpowiedzialności karnej - stwierdził. Jak dodał, już sam fakt rozdzielenia wizyt jest wystarczającą przesłanką do postawienia takiej tezy. Zaznaczył, że gdyby nie doszło do dwóch odrębnych lotów, to okoliczności wspólnego lotu prezydenta i premiera musiałyby być inne. Więc ten szczególny splot nieszczęśliwych okoliczności, który doprowadził do katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 r., nie mógłby się powtórzyć, a zatem do katastrofy by nie doszło. Do wniosku takiego doszedłem bez żadnej dodatkowej wiedzy o okolicznościach katastrofy - zaznał Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS przyznał, że nie pamięta wszystkich okoliczności związanych z identyfikacją ciała Lecha Kaczyńskiego. Udałem się we wskazane mi miejsce w towarzystwie kolegów z partii i poprosiłem o odkrycie zwłok. Rozpoznałem je jako zwłoki mojego brata. Nie pamiętam szczegółów okoliczności związanych z identyfikacją ciała prezydenta, byłem pod silnym wpływem środków uspokajających - zaznaczył. Zeznał też, że słyszał, iż wizyta 10 kwietnia nie była przygotowana przez MSZ i wykluczył możliwość, by jego brat w jakikolwiek sposób zmusił pilotów do lądowania