Rosjanie badają, czy generał Andrzej Błasik siedział za sterami Tu-154M w momencie katastrofy - ustalili dziennikarze śledczy RMF FM Marek Balawajder i Roman Osica. Z naszych informacji wynika, że to jeden z powodów, dla których do tej pory nie otrzymaliśmy wszystkich protokołów sekcji zwłok.

Pocztą trafi do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie pełnomocnika rodzin części ofiar katastrofy smoleńskiej o cięciu na mniejsze części wraku prezydenckiego tupolewa. Według mecenasa Rafała Rogalskiego, to "niszczenie dowodów" przez Rosjan. czytaj więcej

Według naszych, nieoficjalnych, ustaleń rosyjscy prokuratorzy zamówili szereg ekspertyz, które mają odpowiedzieć na pytanie, czy szef sił powietrznych mógł siedzieć w trakcie lotu na fotelu drugiego pilota.

Specjaliści badają więc przede wszystkim ślady DNA pozostawione w kokpicie prezydenckiego tupolewa, analizują miejsce, gdzie znaleziono ciało generała Błasika, a także jego rzeczy osobiste. Do tych badań wykorzystywany ma być specjalistyczny sprzęt analityczny służb specjalnych Rosji.

Rosjanie zdecydowali się na taki krok po zeznaniach świadków, którzy opowiadali o częstych przypadkach, gdy Generał Błasik sam siadał za sterami tupolewa. Takie zeznania złożyli piloci i żona jednego z nich (Treść tych zeznań ujawniliśmy dwa tygodnie temu).

Według zeznań żony drugiego pilota, który zginął w Smoleńsku, generał Błasik często jeszcze przed lotem informował drugiego pilota, że to on będzie siedział za sterami i pilot musiał ustąpić miejsca swojemu przełożonemu. Zwykle wtedy drugi pilot kontynuował podróż z pasażerami.

Rosyjskie badania wymagają jeszcze analizy sekcji zwłok co najmniej kilkunastu osób, stad - jak się nieoficjalnie dowiedzieli nasi dziennikarze - opóźnienie w dostarczeniu polskiej stronie tych dokumentów.