Kownacki: Prokuratura boi się powiedzieć, że na wraku tupolewa był trotyl

Środa, 5 grudnia 2012 (18:58)

„Prokuratorzy mówią, że na wraku tupolewa nie stwierdzono jeszcze materiału wybuchowego. Stwierdzono, że są cząstki wysokoenergetyczne, które mogą być elementem materiałów wybuchowych, ale nie muszą” – mówi w rozmowie z RMF FM mecenas Bartosz Kownacki. „Uważam, że prokuratura boi się powiedzieć tego, co ogłosi za dwa czy trzy miesiące, że jednak trotyl był na wraku tupolewa” - dodaje.

Agnieszka Burzyńska: "Nie ma trotylu, nie ma materiałów wybuchowych" - to zdanie jak mantrę powtarzali prokuratorzy. Uspokojony?

Bartosz Kownacki pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej i poseł PiS-u: Zupełnie co innego mówił producent urządzenia, którym badano wrak tupolewa. Mówił dość jednoznacznie i dość precyzyjnie, że jeżeli nie doszło do jakiegoś zakłócenia prac urządzenia, jeżeli nie doszło do jego zanieczyszczenia, to urządzenie jest tak wykalibrowane, żeby wskazywać materiały wybuchowe, więc nie ma prawdopodobieństwa, aby poprzez te badania wykryto jakiekolwiek inne substancje energetyczne. Co więcej, warto by było skonfrontować wypowiedzi producenta i tym samym zapytać, czy polskie służby kupują urządzenia niesprawne, czy też w wypowiedziach prokuratorów jest de facto drugie dno, czy nie ubezpieczają się przed tym, żeby nie powiedzieć wprost: "jest materiał wybuchowy".

Jakie ma być drugie dno? Ten materiał wybuchowy? Oni mówią, że nie ma go.

Oni mówią, że nie stwierdzono jeszcze materiału wybuchowego. Stwierdzono, że są cząsteczki wysokoenergetyczne, które mogą być elementem materiałów wybuchowych takich jak trotyl, ale nie muszą. Mogą tez być elementem np. perfum, pasty do butów, jak to mówił pan prokurator. Natomiast producent tego urządzenia powiedział wprost: "Oczywiście, jeżeli byśmy popsikali w to urządzenie wprost, tak bezpośrednio do nosa tego urządzenia..."

Ale przecież prokuratorzy chyba nie psikali bezpośrednio do nosa tego urządzenia.

Jeżeli przykładali je do pasty do butów i zbadali, czy urządzenie pika, to może im pikało. Ale w normalnych warunkach, jeżeli nie mamy zanieczyszczonego miejsca tylko tak jak ono było bez jakiejś nadmiernej ilości substancji, to jasno powiedział producent tego urządzenia, jak ono wskaże, jaka to jest substancja, czy to jest trotyl czy to są związki chemiczne związane z perfumami, dezodorantami z pastami do butów. Jest to zasadnicza rozbieżność. Ja uważam, po prostu prokuratura boi się powiedzieć tego, co ogłosi za dwa czy  trzy miesiące, że jednak ten trotyl był, że jednak ten trotyl na wraku tupolewa się znajdował.

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Katastrofa smoleńska

Agnieszka Burzyńska