Zamieszanie wokół słów szefa PiS. W poniedziałek Jarosław Kaczyński zgłosił wątpliwości co do tego, czyje ciało jest pochowane na Wawelu. We wtorek jego pełnomocnik podtrzymał te zastrzeżenia. W środę pełnomocnik córki pary prezydenckiej żadnych wątpliwości już nie miał. Mówił, że na Wawelu spoczywa Lech Kaczyński, a jego brat nie ma co do tego wątpliwości, tylko został źle zrozumiany. Dlaczego więc szef PiS powiedział to, co powiedział?

Jasnej odpowiedzi na to pytanie może udzielić tylko sam Jarosław Kaczyński, ale chwilowo milczy. Nawet jego najbliżsi współpracownicy nie bardzo rozumieją, po co padły te słowa. Wszyscy za to próbują tłumaczyć prezesa tym, że podczas konferencji prasowej został źle zrozumiany. Jeszcze dalej poszedł Marcin Dubieniecki, mąż Marty Kaczyńskiej. To jest też po części błąd mediów, bo na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński nie został dopytany przez dziennikarzy, co tak naprawdę ma na myśli - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM.

Według Dubienieckiego, tak naprawdę brat prezydenta miał na myśli tylko to, że Lech Kaczyński wyglądał inaczej w Warszawie niż w Smoleńsku, bo wykonano zabiegi kosmetyczne. Wychodzi więc na to, że było to zwykłe niedopowiedzenie i nieporozumienie. Tyle że polityka formatu szefa PiS trudno podejrzewać o nieświadomość tego, jaki efekt wywołają takie słowa.