Przejście w Szeginiach. Kilkaset osób czeka wiele godzin, by przekroczyć granicę z Polską

Niedziela, 14 czerwca 2020 (14:31)

Rośnie liczba osób przekraczających piesze przejście graniczne w Szeginiach, prowadzące do Medyki w Polsce - podała ukraińska straż graniczna. W kolejce czeka kilkaset osób. Ludzie skarżą się na brak warunków do przestrzegania dystansu społecznego.

"Codziennie obserwujemy wzrost liczby obywateli, którzy wybierają to przejście w celu przekroczenia granicy z Polską" - przekazały w komunikacie ukraińskie służby graniczne. Od wznowienia działalności tego przejścia, czyli od 16 maja, punkt przekroczyło ponad 74 tys. osób - dodano.

W niedzielę o godz. 11 czasu miejscowego (godz. 10 w Polsce) na przekroczenie granicy w stronę Polski czekało ok. 400 osób - poinformowano.

"Ludzie w kolejce skarżą się, że czas oczekiwania sięga do 10 godzin, bez warunków utrzymania dystansu społecznego i bez możliwości rozwiązania podstawowych sanitarno-higienicznych kwestii" - napisano w komunikacie.

Jak podkreślono, ze strony ukraińskiej "nie ma ograniczeń związanych z kwarantanną dla obywateli zmierzających do Polski", a ich odprawa odbywa się bez opóźnień. Co godzinę strażnicy odprawiają ok. 70 osób opuszczających Ukrainę - przekazano.

"Jednak po przejściu wszystkich kontroli na stronie ukraińskiej obywatele muszą po kilka godzin czekać, aby przedostać się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Dochodzi do znacznego nagromadzenia się osób przed polskim punktem granicznym" - napisano.

Straż przypomina, że w związku z ograniczeniami wprowadzonymi z uwagi na pandemię koronawirusa polska strona przeprowadza dodatkowe procedury kontrolne wobec obywateli, którzy przybywają z zagranicy. "W rezultacie wydłuża się czas odprawy obywateli i czas oczekiwania na przekroczenie granicy" - dodano.

Ukraińscy pogranicznicy zaapelowali do podróżnych, aby w miarę możliwości przekraczali granicę samochodem na przejściach Jagodzin-Dorohusk, Krakowiec-Korczowa i Rawa Ruska-Hrebenne.


Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Koronawirus w Europie

Magdalena Partyła