Spór o Turów. Ostry komentarz wiceszefa MSZ, Polska stara się o uchylenie decyzji TSUE

Piątek, 1 października (20:26)

Nie mamy zwyczaju ujawniania treści negocjacji, ale skoro czeski minister spraw zagranicznych mija się z prawdą, jesteśmy zmuszeni to zrobić - tak ostro zareagował na Twitterze wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. To odpowiedź na stanowisko ministra spraw zagranicznych Czech Jakuba Kulhanka ws. niepowodzenia rokowań dotyczących Turowa. Minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka poinformował z kolei, że Polska stara się o uchylenie przez TSUE środków tymczasowych, związanych ze sporem o działalność kopalni Turów.

W czwartek po dwóch dniach rozmów w Pradze polscy negocjatorzy poinformowali, że delegacjom Polski i Czech nie udało się uzgodnić treści porozumienia ws. kopalni Turów. Chodziło o wypracowanie porozumienia między Czechami a Polską, które miałoby być później zaakceptowane przez oba rządy. Wcześniej strona czeska informowała, że wypracowanie takiej umowy umożliwi wycofanie z TSUE skargi przeciwko Polsce dotyczącej funkcjonowania kopalni węgla brunatnego Turów.

Fiasko negocjacji - strony wzajemnie się obwiniają

Zdaniem Jakuba Kulhanka w czwartek podczas kolejnej rundy negocjacji ws. kopalni w Turowie Polska w ostatniej chwili wystąpiła z postulatem, że porozumienie będzie można wypowiedzieć już po dwóch latach.

Na te informacje ostro zareagował wiceszef polskiego MSZ Paweł Jabłoński. Stwierdził, że czeski minister spraw zagranicznych mija się z prawdą. "Opinia publiczna w obu naszych krajach ma prawo do informacji, kto ponosi odpowiedzialność za fiasko rozmów i pogorszenie stosunków" - podkreślił Jabłoński.

"Nie proponowaliśmy "umowy na 2 lata". Nasza oferta to umowa obowiązująca do końca działalności górniczej, z możliwością wypowiedzenia - na wypadek nadużywania jej przez którąś ze stron. To absolutny standard w umowach międzynarodowych zawieranych na partnerskich zasadach" - zaznaczył Jabłoński. Jak ujawnił, Polska zaproponowała, by najważniejsze zapisy, wybrane i wskazane przez czeską stronę, działały do 2049 roku - także w razie wypowiedzenia umowy. Te zapisy dotyczyły m.in. monitoringu wód podziemnych.



"Nasza oferta gwarantowała 50 mln euro na projekty wodne w Kraju Libereckim, ponadstandardowe zasady monitoringu wód, zanieczyszczeń, hałasu, regularne przekazywanie informacji - a nawet zakaz zbliżania się kopalni do czeskiej granicy, do czasu spełnienia całej listy warunków" - ujawnił Jabłoński.

"Wszystko to zostałoby wykonane w pierwszych miesiącach obowiązywania umowy. Zostało jednak odrzucone, ponieważ czeski rząd zażądał umowy, której Polska NIGDY nie mogłaby wypowiedzieć - także w sytuacji, gdyby była ona nadużywana w przyszłości" - stwierdził wiceszef polskiego MSZ.

Jabłoński zaznaczył, że "partnerzy nie zawierają umów na takich zasadach". "Odpowiedzialny negocjator nie może związać swojego państwa umową na 30 lat bez możliwości wyjścia, nie wiedząc, czy druga strona nie będzie w przyszłości zachowywać się nieuczciwie" - dodał.

"Efekt działań rządu: mieszkańcy Kraju Libereckiego nie otrzymają ŻADNYCH pieniędzy na projekty wodne, ŻADNEGO dodatkowego monitoringu wód podziemnych, który nie jest wymagany przez prawo; kopalnia będzie mogła zbliżać się do granicy bez ŻADNYCH dodatkowych warunków" - podsumował swój wpis Jabłoński.

Kurtyka o eskalacji żądań

Negocjacje ws. wypracowania umowy dotyczącej kopalni Turów zostały zerwane ze względu na eskalację żądań wobec Polski - podkreślił w rozmowie z PAP minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka. Dodał, że Polska zaproponowała m.in. wsparcie finansowe w wysokości 50 mln euro.

Przedstawiliśmy bardzo dobrą ofertę wychodzącą naprzeciw oczekiwaniom lokalnej społeczności. Ta oferta nie powstałaby w innych okolicznościach. Podnieśliśmy m.in. propozycję finansową dla mieszkańców kraju Libereckiego, daliśmy możliwość realizacji projektów środowiskowych, związanych z infrastrukturą wodociągową, współpracy terytorialnej. Zaproponowaliśmy też ponadstandardowy poziom monitoringu związanego z działalnością KWB Turów - powiedział PAP minister.

Kurtyka zapewnił, że polska delegacja, która przyjechała do Pragi z dobra wolą, liczyła na przyspieszenie negocjacji i ostateczne ich zamknięcie. Na to umówiliśmy się z Czechami, że będziemy negocjować aż do skutku, aby było to możliwe jak najszybsze wypracowanie wspólnego porozumienia - zaznaczył.

Szef MKiŚ zwrócił uwagę, że dzięki pracy ekspertów oraz czynników politycznych do porozumienia było naprawdę blisko.

Jednak w ostatnich godzinach, na ostatniej prostej w odpowiedzi na naszą propozycję strona czeska zaczęła eskalować swoje żądania w taki sposób jakby ich celem było zerwanie rozmów. My nie możemy za czeski rząd przekazać tych środków do mieszkańców kraju Liberadzkiego, to gwarantowałoby polubowne załatwienie sprawy. Jeśli nie ma woli porozumienia, to musimy taką sytuację przyjąć do wiadomości. Chcemy rozmawiać z partnerem, który ma wolę do porozumienia i jeśli jej nie ma, to umowy nie podpiszemy sami ze sobą, dlatego też odeszliśmy od stołu - powiedział Kurtyka.

Minister poinformował, że na początku Polska proponowała rekompensatę dla Czechów w wysokości 40-45 mln euro. Ostatnia propozycja, jaką wysunęliśmy, to było już 50 mln euro. Z informacji, jakie przekazał szef resortu klimatu i środowiska wynika, że Czesi ją zaakceptowali.

Kurtyka wyjaśnił, że jednym z głównych problemów, dlaczego nie doszło do porozumienia, było żądanie czeskie, aby w umowie znalazła się klauzula, która de facto wykluczałaby jej wypowiedzenie.

To niespotykane działanie w praktyce międzynarodowej, kiedy umowy są zawierane na partnerskich zasadach. Rzeczpospolita Polska i Czechy to suwerenne, niepodległe kraje. Jeśli chcemy porozumienia, które jest na równych zasadach pomiędzy suwerennymi państwami, to musimy budować rozwiązania, które respektują suwerenność państw - zaznaczył.

Minister przyznał, że największym przegranym odrzucenia przez Czechów polskiej propozycji są lokalne społeczności po obu stronach granicy.

Polska stara się o uchylenie przez TSUE decyzji ws. Turowa

Polska stara się o uchylenie przez TSUE środków tymczasowych, związanych ze sporem o działalność kopalni Turów - poinformował w Polsat News Kurtyka. Oczekujemy od TSUE odpowiedzi na wniosek, który zgłosiliśmy, mówiący o nowych okolicznościach związanych z napiętą sytuacją na energetycznym rynku polskim i europejskim - oświadczył Kurtyka w Polsat News. Uważamy, że w tych warunkach sąd powinien ponownie przeanalizować propozycje środków tymczasowych. Jaka będzie decyzja Trybunału - zobaczymy - dodał minister.

Jak przypomniał, zarządzone środki tymczasowe to zamknięcie kopalni i kary. Na każdy z tych środków dla strony polskiej przysługuje wniosek o uchylenie. Z takich instrumentów korzystamy, będziemy korzystać i wykorzystamy wszelkie możliwości prawne, aby wykazać, że propozycja środków nie jest proporcjonalna i nie ma poparcia w faktach - oświadczył Kurtyka. Dodał, że dotychczas Polska nie dokonała żadnych płatności w związku z karami.

Polska ma płacić 500 tys. euro dziennie

Pod koniec lutego Czechy wniosły do TSUE skargę przeciwko Polsce ws. rozbudowy kopalni węgla brunatnego Turów. Razem z nią złożyły wniosek o zastosowanie tzw. środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia. Ich zdaniem rozbudowa polskiej kopalni zagraża m.in. dostępowi do wody w regionie Liberca.

W maju Trybunał, w ramach środka zapobiegawczego, nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni do czasu wydania wyroku. TSUE stwierdził, że na pierwszy rzut oka nie można wykluczyć, iż polskie przepisy naruszają wymogi dyrektywy o ocenach oddziaływania na środowisko, a argumenty podniesione przez Czechy wydają się niepozbawione podstawy. Polski rząd w odpowiedzi ogłosił, że wydobycie nie zostanie wstrzymane i rozpoczął negocjacje ze stroną czeską. Dotychczas nie przyniosły one zakończenia sporu.

20 września TSUE postanowił, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Premier Mateusz Morawiecki oświadczył w odpowiedzi, że "nie zamierzamy wyłączyć Turowa".

Artykuł pochodzi z kategorii: Spór o kopalnię Turów

Magdalena Partyła

RMF/PAP