Krzyże Virtuti Militari i sztandar schowany w menażce - najcenniejsze pamiątki katyńskie Polacy kupili na Kole - warszawskim targowisku staroci. 8 lat temu próbował je sprzedać tajemniczy Rosjanin. Na ślad eksponatów trafił przypadkiem historyk Muzeum Wojska Polskiego, doktor Zbigniew Dunin-Wilczyński. Przez kilka miesięcy - z pomocą Rady Ochrony Walk i Męczeństwa oraz za jej pieniądze - skupował pamiątki od obywatela Rosji.

Historyk ustalił, że Rosjanin zdobył pamiątki od swojego rodaka, który pracował podczas oficjalnych wykopalisk prowadzonych przez Polaków na początku lat 90. Później okazało się, że był on także archeologiem.

Podczas wykopalisk zaznaczał na mapie, gdzie były prowadzone prace i dopiero po ich zakończeniu sam ruszył na poszukiwania. Dlaczego Polacy nie wpadli na trop tych najcenniejszych pamiątek? Między innymi dlatego, że nie mieli wykrywacza metali - opowiada historyk Zbigniew Dunin-Wilczyński. Rosjanin szukał wzdłuż drogi, którą prowadzono polskich oficerów, w rowach.

Skąd katyńskie pamiątki wzięły się na warszawskim bazarze ?

Rosjanin z targowiska był przestraszony, ale chciał szybko pozbyć się pamiątek, wśród których były odznaczenia, listy wywożonych oficerów, notatki z nauki języka angielskiego i najcenniejszy - fragment sztandaru schowany w menażce.

To znajomy historyka dowiedział się, że ktoś próbuje sprzedawać pamiątki. Po potwierdzeniu ich pochodzenia i oryginalności dr Wilczyński pośredniczył w zakupach kolejnych transz eksponatów. Pieniądze na wykup pochodziły z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Instytucja, której szefuje Andrzej Przewoźnik, jest też odpowiedzialna za ich odrestaurowanie. Niestety, eksponatów wciąż nie można oglądać w żadnym muzeum.