"Propozycja Komisji Europejskiej w sprawie złagodzenia kryzysu migracyjnego zmierza w dobrym kierunku" - powiedział minister ds. europejskich Rafał Trzaskowski. Wyjaśnił, że plan KE spełnia wiele postulatów, jakie Polska zgłaszała od początku.

Uchodźcy /HERBERT P. OCZERET /PAP/EPA

Trzaskowski zastrzegł, że jest za wcześnie, by mówić o liczbie uchodźców, jaką gotowa będzie przyjąć Polska w ramach planu rozdziału między kraje UE dodatkowych 120 tys. uchodźców. Wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk uzupełnił, że w poniedziałek nie należy się spodziewać formalnych decyzji Unii w sprawie relokacji uchodźców.

Cały czas trwają negocjacje i będą toczyć się przez najbliższe dni. Rzeczywiście propozycja (szefa KE Jean-Claude'a) Junckera zmierza w dobrym kierunku, bo jest w niej wiele postulatów, o których mówiliśmy od samego początku, przede wszystkim dotyczących zabezpieczenia granicy (...), kwestii rozdzielenia uchodźców od imigrantów ekonomicznych i kontroli, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo tych ludzi - powiedział Trzaskowski dziennikarzom po zakończeniu spotkania ministrów ds. europejskich w Brukseli.

Zaznaczył jednak, że "diabeł tkwi w szczegółach", bo należy zagwarantować, że te postulaty zostaną faktycznie wdrożone. Trzeba się zastanowić, jak to zrobić, by było to absolutnie wiarygodne i odpowiedzialne - powiedział. Będziemy w stanie ocenić te propozycje, gdy poznamy i wynegocjujemy jej szczegóły - dodał. Dopiero wówczas Polska będzie w stanie powiedzieć, czy weźmie na siebie większą odpowiedzialność - zastrzegł minister.

Propozycje Komisji Europejskiej będą tematem zaplanowanej na poniedziałek dyskusji ministrów spraw wewnętrznych państw UE. Według projektu wniosków końcowych spotkania ministrowie mają uznać, że plan KE dotyczący relokacji dodatkowych 120 tys. uchodźców jest dobrą podstawą do dyskusji. Zdaniem Trzaskowskiego taka deklaracja otwierałaby negocjacje, które będą toczyć się przez najbliższe dni.

Polski minister uważa również, że ostateczna decyzja powinna zapaść na drodze konsensusu, a nie w głosowaniu; do podjęcia decyzji w sprawie nadzwyczajnej relokacji uchodźców wystarczyłaby kwalifikowana większość głosów w Radzie UE.
Dopiero po decyzji w sprawie nadzwyczajnych działań, które pozwolą złagodzić kryzys migracyjny, rozpoczną się - zdaniem Trzaskowskiego - rozmowy o wprowadzeniu stałego systemu relokacji uchodźców, który byłby uruchamiany automatycznie w przypadku kryzysowej sytuacji. Taki trwały system również proponuje Komisja Europejska.

Na Polskę przypadłoby w sumie około 12 tysięcy uchodźców

W maju KE zaproponowała rozmieszczenie w UE 40 tysięcy uchodźców, docierających do Włoch i Grecji. We wrześniu, w obliczu nasilenia fali imigracji, szef Komisji Juncker przedstawił nowy plan rozlokowania w Unii dodatkowych 120 tysięcy uchodźców, docierających do Włoch i Grecji oraz na Węgry. Podział miałby być oparty na ustalonych z góry kwotach, co część krajów, w tym Polska, odrzuciła. W ramach obu propozycji KE na Polskę przypadłoby w sumie około 12 tysięcy uchodźców.

Wiceminister Stachańczyk przypomniał, że stanowisko Polski na poniedziałkowe spotkanie przedstawiła już premier Ewa Kopacz. Sprowadza się ono do prostego komunikatu: mamy swoje warunki, oczekujemy ich spełnienia, jesteśmy gotowi na rozmowy i raczej nie widzimy możliwości przyjęcia zasady automatyzmu (przy podziale uchodźców - PAP) - oświadczył Stachańczyk przed spotkaniem.

Musimy mieć kontrolę nad procesem. Musimy wiedzieć, kto przyjeżdża, ile osób, i musi to zależeć ostatecznie od naszej decyzji - dodał.

Według Stachańczyka w poniedziałek Rada UE ma potwierdzić lipcowe decyzje w sprawie podziału 32,5 tysiąca uchodźców na podstawie dobrowolnych deklaracji państw UE (zamiast 40 tysięcy, proponowanych przez Komisję Europejską), a także wnioski dotyczące "dalszego procesu politycznego" w sprawie kryzysu migracyjnego. Nie będzie natomiast formalnych decyzji o planie KE dotyczących podziału dodatkowych 120 tysięcy uchodźców - poinformował wiceminister.

Plan zakłada: Po przyznaniu azylu uchodźca przez pięć lat będzie musiał pozostać w kraju

Już majowy plan KE zakładał, że relokacją objęte zostaną jedynie osoby, które faktycznie potrzebują międzynarodowej ochrony, czyli uciekinierzy z Syrii i Erytrei, gdzie toczą się wojny. Wrześniowy plan przewiduje również relokację uchodźców z Iraku. Obowiązek rejestracji i wyboru osób do relokacji spoczywałby na Włochach, Grecji i Węgrach, a kraje przejmujące uchodźców podejmowałyby ostateczną decyzję o przyznaniu azylu. Po przyznaniu azylu uchodźca przez pięć lat będzie musiał pozostać w kraju, który go przyjął. Jeżeli w tym czasie przeniesie się do innego kraju UE, to jego władze będą mogły go odesłać z powrotem.

Propozycje KE obejmowały również m.in. utworzenie punktów przyjmowania i rejestracji uchodźców (ang. hot-spots) w krajach narażonych na największą presję migracyjną. W poniedziałek rzeczniczka Komisji Natasha Bertaud poinformowała, że te punkty funkcjonują już we Włoszech od lipca, a wkrótce mają działać w Grecji.

Według polskich źródeł dyplomatycznych do tej pory propozycje KE dotyczące punktów, na których zależy Polsce, nie były dość konkretne i szczegółowe, aby zagwarantować ich skuteczną realizację.

(mal)