​Prezydentowi Emmanuelowi Macronowi zależy, aby migranci nie dotarli do Francji - oceniają media propozycję utworzenia w Libii tzw. hotspotów. Niektóre porównują postawę Paryża do stanowiska krajów UE odmawiających przyjęcia uchodźców.

Emmanuel Macron /MICHEL EULER /PAP/EPA

Hotspoty to ośrodki rejestracji dla migrantów ubiegających się o azyl w Europie. Macron liczy, że proces ich tworzenia rozpocznie się jeszcze tego lata. Zdaniem francuskiego prezydenta hotspoty w Libii mają zapobiec "podejmowaniu przez ludzi szalonego ryzyka, w sytuacji gdy nie mogą otrzymać azylu".

Historyk Pascal Blanchard powiedział w radiu France Info, że jest to "próba naśladowania na większą skalę tego, co zrobili Brytyjczycy". Fala migrantów zatamowana jest w Calais i niech się martwią Francuzi - dodał.

Zgadza się z nim dziennikarka "Le Monde" Maryline Baumard, które ocenia, że ambicją prezydenta jest uregulowanie niezbyt zgodnego z prawami człowieka odstraszania migrantów.

Nie chcę, by z końcem tego roku kobiety i mężczyźni (koczowali) na ulicach - cytuje "Le Monde" prezydenta i zwraca uwagę, że to zdanie sprzeczne jest z niedawną deklaracją premiera, który twierdził, że "nie ma rozwiązania dla tułających się po ulicach Paryża czy Calais".

Dziennik ekonomiczny "Les Echos" zwraca uwagę, że "ponieważ budżet na mieszkania socjalne jest regularnie zbyt niski, obietnica prezydenta będzie trudna do dotrzymania".

Cytowany przez "Le Monde" historyk Patrick Weil zastanawia się, czy "przed znalezieniem schronisk dla migrantów policja pozwoli im korzystać z żywności dostarczanej przez stowarzyszenia humanitarne".

Deportacja nielegalnie przebywających na terytorium Francji cudzoziemców to, jak pisze Baumard, "trudny temat, na którym poprzednicy (Macrona) połamali sobie zęby". Dziennikarka stwierdza, że "rozróżnienie między migrantami gospodarczymi i uciekinierami politycznymi", leżące u podstaw stanowiska Macrona, "jest coraz trudniejsze do przeprowadzenia".

Komentator "Le Figaro" Paul-Henri du Limbert rozpoczyna od porównania prognoz demograficznych na połowę stulecia, gdy Afryka mieć będzie 2,5 miliarda mieszkańców, a Europa 750 mln. Jeżeli Stary Kontynent nic nie zrobi, to musi oczekiwać na niemający precedensu w historii zalew migracyjny - ostrzega dziennikarz i wyraża nadzieję, że hotspoty w Libii wyperswadują pomysł przepłynięcia przez morze tym wszystkim, "którzy doskonale wiedzą, że nie mają prawa do azylu".

Francja i Europa mają prawo powiedzieć im nie, bo, jak to sformułował niegdyś były premier Michel Rocard, nie mamy powołania do przyjmowania "całej nędzy świata" - dodaje.

Pomysł hotspotów nie przekonuje organizacji humanitarnych, które jak Human Rights Watch, przypominają, że podobne placówki już działają w Libii i "bardziej niż ośrodki przejściowe, przypominają strefy bezprawia, w których rządzą milicje albo po prostu przemytnicy".

Organizacja zastanawia się, "kogo pośle pan Macron do kierowania tymi hotspotami i jakie będą gwarancje przestrzegania tam praw należnych ludziom".

Nawiązując do potępienia, z jakim spotyka się odmowa przyjęcia migrantów przez środkowoeuropejskich członków UE, obserwatorzy zauważają, że w praktyce Francja ma podobną postawę. Porażkę (planu relokacji uciekinierów) tłumaczy w równym, jeżeli nie w większym stopniu, postawa takich krajów jak Francja - napisał w "Le Figaro" Jean-Jacques Mevel.

(az)