Granica węgiersko-serbska zamknięta, uchodźcy nie odpuszczają. Będzie nadzwyczajny szczyt UE?

Wtorek, 15 września 2015 (21:55)

Tysiące uchodźców z Azji i Afryki zostało na noc przed otoczoną drutem kolczastym węgierską granicą z Serbią. Została ona dla nich szczelnie zamknięta. Mimo że od wtorku na Węgrzech za nielegalne przekroczenie granicy grozi więzienie, to 60 osób przedostało się na drugą stronę. Wszyscy trafili do aresztu. Tymczasem Luksemburg zwołał na 22 września kolejne spotkanie ministrów spraw wewnętrznych UE w sprawie uchodźców. Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zapowiedział, że w czwartek ogłosi decyzję, czy ewentualnie zwoła nadzwyczajny szczyt. O taki proszą Francja i Niemcy.

Imigranci próbowali protestować przed blaszanym płotem zagradzającym autostradę z Budapesztu do Serbii. Krzyczeli: Otworzyć granice. Ogłosili także głodówkę. To jednak na niewiele się zdało.

Większość z nich za wszelką cenę, także pod osłoną nocy, chce przedostać się na Węgry. Będziemy próbować. Po prostu próbować. Jeżeli zapytasz, co tu robimy, to my próbujemy - mówi młody Irakijczyk.

Węgierskie władze przypuszczają, że uchodźcy przeniosą się teraz na odcinek granicy z Rumunią i tam także chcą postawić zasieki. 

Serbia wzywa Węgry do otwarcia granicy dla migrantów

Do otwarcia swoich granic dla migrantów, "a przynajmniej dla kobiet i dzieci" wezwał serbski minister ds. migracji Aleksandar Vulin. Dodał, że władze serbskie proponowały migrantom zgromadzonym w Horgosz skierowanie się do ośrodka przyjęć dla uchodźców w pobliskim mieście Kanjiża. Podstawiono dla nich autobusy i część migrantów skorzystała z oferty, reszta woli czekać na granicy w nadziei, że uda im się dotrzeć przez Węgry do Austrii i Niemiec, by tam złożyć wniosek o azyl z powodu prześladowań.

Nie możemy ich zmusić - powiedział Vulin, podkreślając, że wobec migrantów po stronie serbskiej nie będzie stosowana przemoc. Jeśli ta sytuacja będzie trwać, oni (migranci) będą pewnie próbowali skierować się do Chorwacji albo Rumunii - dodał minister.

Niemcy i Austria chcą zwołać szczytu UE ws. uchodźców

Tymczasem kanclerze Niemiec i Austrii, Angela Merkel i Werner Faymann, zaapelowali we wtorek o zwołanie w przyszłym tygodniu unijnego szczytu poświęconego uchodźcom. Ten wniosek bardzo zirytował Luksemburg, który sprawuje w tym półroczu rotacyjne przewodnictwo w UE, czyli kieruje pracami Unii na poziomie ministrów. Trzeba pozwolić ministrom wykonać ich pracę - apelował szef luksemburskiej dyplomacji Jean Asselborn cytowany przez niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung". Dodał, że inicjatywa Berlina i Wiednia upodabnia Unię Europejską do Unii Afrykańskiej.

Niemcy, Austria i Szwecja nie są w stanie wziąć na siebie całego ciężaru związanego z obecnym napływem uchodźców - zaznaczyli Faymann i Merkel na wspólnej konferencji prasowej po spotkaniu w Berlinie. Zdaniem obojga kanclerzy przywódcy państw i rządów UE powinni porozmawiać m.in. o lepszym wsparciu dla krajów, z których wyruszają uchodźcy, i krajów tranzytowych.

Podczas przyjmowania uchodźców należy w przyszłości lepiej weryfikować, kto ma prawo do azylu - powiedział Faymann, podkreślając, że w solidarności nie chodzi o "działalność charytatywną", lecz o świadomość, że problem "da się rozwiązać jedynie razem". Kryzys migracyjny "może zagrozić UE jako projektowi" - ocenił austriacki kanclerz. Wskazał, że obecnie w Austrii pod opieką państwa jest więcej uchodźców niż w Niemczech.

Merkel zaznaczyła, że należy "nawiązać lepsze kontakty" z Turcją i zająć się kwestią rozbudowy ośrodków przyjmujących uchodźców na zewnętrznych granicach UE. Szefowa niemieckiego rządu broniła podjętej w weekend decyzji władz w Berlinie o przywróceniu kontroli na granicach kraju w obliczu napływu migrantów. Działanie to miało na celu ułatwienie rejestracji uchodźców - powiedziała. Wypowiedziała się też przeciw stosowaniu przez UE gróźb wobec krajów odmawiających przyjęcia uchodźców. Jej zdaniem należy kontynuować rozmowy z tymi krajami w celu dojścia do kompromisu.

Uważam, że musimy przywrócić europejskiego ducha, a nadzieja, że można tego dokonać za pomocą gróźb, jest niewielka - powiedziała Merkel. Była pytana przez dziennikarzy, czy krajom odmawiającym przyjęcia osób ubiegających się o azyl należy obciąć unijne fundusze. Zawsze, gdy w UE dochodzi do różnicy zdań, a nie jest to pierwszy taki przypadek, szukamy porozumienia, rozmawiamy i jak dotąd zawsze znajdowaliśmy kompromis - podkreśliła szefowa niemieckiego rządu. Jak dodała, także teraz jest optymistką, chociaż sytuacja jest "bardzo trudna". Nie jesteśmy w takiej sytuacji, że powinniśmy grozić - potwierdziła. Groźby nie są właściwą metodą dochodzenia do kompromisu - powiedziała Merkel. Przyznała, że wielu obywateli Niemiec pyta, "jak właściwie funkcjonuje ta Europa, gdy chodzi o wartości ludzkie i gdzie jest ten europejski duch".

Wcześniej we wtorek szef MSW Niemiec Thomas de Maiziere powiedział, że UE musi wywrzeć presję na unijne państwa, które przeciwstawiają się rozdzielaniu migrantów i udzielaniu im pomocy. Jego zdaniem należy rozważyć ograniczenie dla nich pomocy z funduszy unijnych.

Bez jednomyślności ws. dyslokacji uchodźców

W poniedziałek większość krajów UE na spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych poparła plany dyslokacji uchodźców, jednak jednomyślności w tej sprawie wciąż nie ma. Wśród przeciwników planu była Polska oraz inne kraje Grupy Wyszehradzkiej. Możliwe jednak, że zostaną przegłosowane na spotkaniu w październiku.

Minister Asselborn poinformował po spotkaniu ministrów, że nie udało się osiągnąć pełnej zgody w sprawie zaproponowanego przez Komisję Europejską w ub. tygodniu podziału dodatkowych 120 tys. uchodźców.

(mal)

Artykuł pochodzi z kategorii: Fala uchodźców zalewa Europę

Maciej Pałahicki

RMF FM/PAP