Lato o kandydowaniu na szefa PZPN: Zmieniłem zdanie

Czwartek, 21 czerwca 2012 (15:55)

"Kiedyś powiedziałem, że nie chcę być przyspawany do stołka i jestem w stanie podjąć męską decyzję. Nawet taką, że jak nie wyjdziemy z grupy, to nie będę startował. Powiem jednak, że zmieniłem zdanie. Okazuje się, że wynik sportowy to sprawa jedna, a sprawa organizacji mistrzostw Europy, czyli trzeciej imprezy na świecie, jest drugą" - stwierdził w rozmowie z reporterem RMF FM Romanem Osicą prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorz Lato. Pytany o kandydatury na stanowisko trenera polskiej kadry odpowiada, że rozpatrywane są dwie kandydatury - Waldemara Fornalika z Ruchu Chorzów i Niemca Bertiego Vogtsa.

Roman Osica: Panie prezesie, czy Waldemar Fornalik będzie trenerem reprezentacji Polski? Takie nieoficjalne informacje pojawiły się w czwartek w mediach.

Grzegorz Lato: Nie ukrywam, że tutaj ktoś za wcześnie coś puścił, ale jest propozycja, żeby Waldemar Fornalik został trenerem reprezentacji Polski. Jest też i druga kandydatura zagraniczna Bertiego Vogtsa z Niemiec. Bardzo poważna propozycja, jeśli chodzi o przejęcie reprezentacji. Spotykamy się za chwilę z prezesem Rudolfem Bugdołem, jeszcze czekam na Antoniego Piechniczka. 27 czerwca mamy zarząd, przedyskutujemy obie kandydatury i zobaczymy, w którym kierunku pójdziemy - czy Polaka, czy weźmiemy trenera z zagranicy. Są dwie opcje - jedni są za polskim trenerem, jedni chcą z zagranicy. Myślę, że rozsądek zwycięży i podejmiemy słuszną decyzję, ponieważ już mamy mecz towarzyski z Estonią w sierpniu, a na początku września mamy dwa ciężkie mecze - z Czarnogórą na wyjeździe i Mołdawią u siebie. Hitem będzie mecz Polska-Anglia 16 października w Warszawie na Stadionie Narodowym.

Czy oprócz zarządu związku będzie się pan konsultował też z trenerami ekstraklasy, tak jak wcześniej pan zapowiadał?

Tak, podzwonię sobie, bo czas nas goni. Nie mamy takiego czasu na dzień dzisiejszy, żeby się wszyscy zebrali, ponieważ część z nich jest już na obozach. Będą wyjeżdżać i przygotowywać drużyny do startu ekstraklasy, ale na pewno podzwonię. Na pewno porozmawiam z Orestem Lenczykiem, Adamem Nawałką, nawet porozmawiam sobie z Pawłem Janasem, z którym się bardzo dobrze znamy. Nie ukrywam, że też będę rozmawiał z Franciszkiem Smudą, bo jak by nie było, on dał podwaliny pod ten zespół i to takie bardzo poważne podwaliny. Mamy w sumie niezłych zawodników, tylko potrzeba, żeby to się jednak troszeczkę scementowało.

Czy wybór któregoś z trenerów oznaczałby jakieś zmiany w kadrze reprezentacji? Gdyby np. Niemiec został trenerem, mogłoby być tak, że wybrałby innych zawodników?

Zawsze jest tak, że trener reprezentacji ma pełną swobodę w doborze zawodników, ale ja myślę, że na dzień dzisiejszy mamy w szerokiej kadrze chyba najlepszych, jacy obecnie są. Nie ukrywam, że zawsze jest tak, że jeden czy dwóch młodych zawodników przebojem wdziera się do reprezentacji. Są występy w ekstraklasie i nigdy nic nie wiadomo, ale ten główny szkielet w tej chwili mamy. Więcej niż główny szkielet.

Wracając jeszcze do pana zapowiedzi, że 5 lipca poznamy pana decyzję co do ewentualnego kandydowania bądź nie na stanowisko prezesa - czy to jest tak, że pan tę decyzję już podjął w sercu i ogłosi ją pan, czy jeszcze pan się zastanawia?

Na konferencji prasowej dziennikarze żądali ode mnie dymisji, więc pytanie jest o to, na jakiej podstawie. Bo polska reprezentacja przegrała? Ja nie grałem. My stworzyliśmy warunki idealne. Mieli dosłownie wszystko, zresztą byli też w Austrii dziennikarze, niektórzy byli i w Turcji, w hotelu Hyatt i na obiektach Polonii. Pan dobrze widział, w jakich również dziennikarze warunkach pracowali - idealne warunki, wszystko zapewnione i dostępne, włącznie z zawodnikami i trenerami. Do tego płyty treningowe, hotele... Niech mi pan powie, co można więcej zrobić? Na tej podstawie, że polska reprezentacja przegrała, niektórzy dziennikarze mówią, że ja mam się podać do dymisji? Panie redaktorze, to jest lekko śmieszne. Żyjemy w demokratycznym kraju i są demokratyczne wybory. Kadencja kończy się 26 października tego roku. Będą startowali kandydaci, a ja na pewno podejmę decyzję 5 lipca z własnym sumieniem. Zrobię sobie rachunek tego, czego dokonaliśmy, co ja osobiście zawaliłem, czego nie wykonałem. Z drugiej strony muszę powiedzieć, że naprawdę dziennikarze nie są w stanie mnie zmusić, żebym ja się podał do dymisji. To jest demokracja i ma ona to w sobie, że są wybory. Proponuję niektórym dziennikarzom zapoznać się z ustawą sejmową o stowarzyszeniach pozarządowych. Zresztą sama pani minister Mucha powiedziała, że niestety te kontrole, które tu mamy co chwilę, nic nie wykazały. Nie mogły wykazać, skoro wszystko jest prowadzone zgodnie z przejrzystością korporacyjną. Ja życzę wszystkim instytucjom, żeby miały taką przejrzystość jak u nas. Nie ma takiej instytucji, która by nas nie kontrolowała.

Czyli mówiąc krótko, decyzję podejmie pan po zrobieniu rachunku sumienia?

Tak, spokojnie. 1 lipca jestem na finale. Wracam do kraju następnego dnia i usiądę sobie spokojnie. Już część papierów sobie przygotowałem, żeby sobie przeanalizować, co i jak.

W wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" mówił pan jednak słowa, że jeśli polska drużyna nie wyjdzie z grupy, to wtedy prezes Grzegorz Lato nie będzie ponownie kandydował na stanowisko prezesa PZPN-u. Czy w takim razie oznacza to, że zmienił pan swoją decyzję? Czy też może decyzja de facto została już podjęta?

Tak, kiedyś powiedziałem, że nie chcę być przyspawany do stołka i jestem w stanie podjąć męską decyzję. Nawet taką, że jak nie wyjdziemy z grupy, to nie będę startował. Powiem jednak tak, że zmieniłem zdanie. Dlaczego? Ponieważ okazuje się, że wynik sportowy to sprawa jedna, a sprawa organizacji mistrzostw Europy, czyli trzeciej imprezy na świecie, jest drugą. Na dzień dzisiejszy zostały nam jeszcze trzy mecze. Jest bardzo wysoka ocena organizacji mistrzostw w Polsce i tu trzeba sobie po zakończeniu przeanalizować. Okazuje się, że stać nie tylko PZPN, ale przede wszystkim cały kraj, rządy, policję, wojsko, straż pożarną i pogotowie na zorganizowanie największych imprez na świecie. Widać zresztą co się dokonało w tym kraju przez to, że mistrzostwa Europy są u nas i na Ukrainie. Zrobię sobie spokojną analizę i podejmę decyzję 5 lipca. Nie będę przedłużał czy się ukrywał.

Wyjaśnijmy na koniec jedną rzecz, która budzi w tej chwili dużo wątpliwości. Ile prezes Lato dostanie osobiście na swoje konto za organizację Euro 2012?

Mógłbym się roześmiać w tej chwili, bo są różne spekulacje. Premię otrzyma PZPN. Taką samą, za uczestnictwo, jak 16 wszystkich drużyn oraz bonus, który nie wiadomo, ile będzie wynosił za organizację. To będzie w gestii UEFA. Jeśli ocenią bardzo wysoko, dostaniemy przyzwoite pieniądze, ale nie dla prezesa, tylko dla związku na rozwój polskiej piłki. Prezes Grzegorz Lato otrzymuje pensję, jak wszyscy państwo wiecie, w wysokości 50 tys. zł brutto. Wszyscy o tym wiedzą. Apanaże ze spółek to wymysły niektórych panów. Nie będę wymieniał nazwiska jednego czy drugiego, bo to nie w tym kwestia i nie w moim guście, żeby komuś dokopać. To są wszystkie pieniądze, jakie otrzymuję za organizację mistrzostw Europy - moja pensja, którą płaci mi PZPN. Nie ma żadnych dodatkowych pieniędzy.

A ta premia za organizację Euro jak zostanie podzielona? Jak związek ją wyda?

To wchodzi do budżetu i będzie na rozwój piłki młodzieżowej. Już niektórzy liczą nam, na co to wydamy, a my mamy swój budżet i to dość wysoki. Dodam jeszcze jedno. Jeśli chodzi o ten bonus za organizację, to otrzymamy go i my, i Ukraina. Otrzymują oba kraje w zależności od oceny. Pieniądze wpływają do PZPN-u, idzie to w budżet i zostaje wykorzystane na działalność statutową. My nie dostajemy niczego ze Skarbu Państwa na swoją działalność czy utrzymanie reprezentacji. Słyszę natomiast, że niektórzy politycy wypowiadają się, że nie stworzyliśmy warunków do treningu. Mam pytanie - ile dostaliśmy na pierwszą reprezentację z budżetu państwa? Zero. Zero złotych i tyle.

Artykuł pochodzi z kategorii: Euro 2012. Wywiady

Roman Osica