Łukaszenka: Zamykamy granice z Polską i Litwą

Czwartek, 17 września (19:41)
Aktualizacja: Czwartek, 17 września (20:29)

„Jesteśmy zmuszeni zabrać wojska z ulicy, pół armii postawić pod broń i zamknąć granicę państwową na zachodzie. Przede wszystkim – z Litwą i Polską” – powiedział w czwartek prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka. Konieczne jest wzmocnienie kontroli na granicy z Ukrainą - dodał.

Nie wiemy, z czym oni jeszcze wyskoczą. Zostało zaledwie kilka chwytów, by rozpocząć gorącą wojnę - oświadczył lider Białorusi, występując podczas Forum Kobiet w Mińsku.

Nie chcę, aby mój kraj był w stanie wojny (...) Chcę zaapelować do narodów Litwy, Polski i Ukrainy: powstrzymajcie swoich szalonych polityków, nie pozwólcie, by wybuchła wojna - powiedział.  

Dlatego stojąc dzisiaj przed tą salą najpiękniejszych, progresywnych, patriotycznych ludzi, chcę się zwrócić do narodów Litwy, Polski i Ukrainy: powstrzymajcie swoich szalonych polityków, nie dopuśćcie do rozpętania wojny - apelował.

Oświadczył również, że sąsiadom Białorusi "zostało już całkiem niewiele chwytów". Stoimy przed straszną katastrofą. Jeśli oni tu wejdą, będziemy musieli odpowiedzieć. Nie padniemy na kolana, nawet jeśli zostaniemy sami - podkreślił.

Łukaszenka wychwala milicję

Oni uratowali kraj i uniemożliwili blitzkrieg - powiedział Łukaszenka, komentując działania struktur siłowych i OMON-u w pierwszych dniach po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia.

Blitzkrieg się nie udał. Był skazany na niepowodzenie wiele lat wcześniej. Nie mógł się odbyć w naszym kraju; nigdy do niego nie dojdzie - powiedział Łukaszenka, którego cytuje agencja Interfax-Zachód. Oświadczył, że próbę przejęcia władzy przeprowadzono "pod biało-czerwono-białymi flagami".

Rzekomo (w areszcie - PAP) na ul. Akrescina kogoś pobili, zabili. Omonowcy nigdy nie dyżurują, nigdy nie byli ani w aresztach, ani na Akrescina - mówił Łukaszenka.

Prezydent Białorusi powiedział również, że na Białorusi "przeprowadzono wybory zgodnie z konstytucją, przepisami białoruskimi". Nie potrzebujemy żadnego uznania. Wybory się odbyły i są legalne - oświadczył.

Przez Białoruś od kilku tygodni przetacza się fala protestów obywateli, którzy wybory prezydenckie z 9 sierpnia, wygrane przez Alaksandra Łukaszenkę, uważają za sfałszowane i domagają się ponownego - uczciwego - głosowania. Obywatele i niezależne media, sprzeciwiający się reżimowi Łukaszenki, są represjonowani.

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Białoruś po wyborach

Adam Zygiel

RMF24-PAP