Szef KRS Leszek Mazur odwołany. To on zablokował proceder drenowania budżetu Rady

Czwartek, 14 stycznia 2021 (13:32)
Aktualizacja: Czwartek, 14 stycznia 2021 (20:48)

Krajowa Rada Sądownictwa odwołała w głosowaniu przewodniczącego Leszka Mazura. Chęć odwołania sędziego grupa członków nowej KRS tłumaczyła "utratą zaufania". Dodajmy, że to właśnie Leszek Mazur zablokował proceder drenowania budżetu KRS, który ujawnił dziennikarz RMF FM Patryk Michalski, i wyraził zgodę na publikację protokołów z kosztownych posiedzeń działających przy Radzie komisji.

Odwołanie przewodniczącego Leszka Mazura jest m.in. konsekwencją serii naszych publikacji, w których Patryk Michalski ujawnił, jak niektórzy członkowie nowej KRS drenowali budżet Rady przez zwoływanie - w nieznanej dotąd skali - zdalnych posiedzeń komisji. Pobierali za to dodatkowe pieniądze.

Leszek Mazur poprzez zmiany w regulaminie zablokował proceder drenowania budżetu i pozwolił na udostępnienie mediom - w trybie dostępu do informacji publicznej - protokołów posiedzeń komisji.

Dzięki temu ujawniliśmy np., że kilka posiedzeń członków komisji bibliotecznej kosztowało więcej niż roczny budżet komisji na zakup książek.

Ujawnieniem protokołów zbulwersowany był jeden z głównych beneficjentów dodatkowych posiedzeń komisji: sędzia Maciej Nawacki, a także wiceszef Rady, poseł PiS Arkadiusz Mularczyk.

Grupa członków nowej KRS pozbawiła funkcji również rzecznika prasowego Rady Macieja Miterę. On jednak już wcześniej, jeszcze przed formalnym odwołaniem, podziękował za współpracę z KRS.

Leszek Mazur o procederze drenowania budżetu KRS: "Mam wrażenie, że część członków Rady wolałaby, by zostało to tajemnicą"

Leszek Mazur deklaruje w rozmowie z Patrykiem Michalskim, że pozostanie członkiem Krajowej Rady Sądownictwa.

O ujawnionym przez nas procederze, dzięki któremu niektórzy członkowie KRS pobierali dodatkowe diety, sędzia mówi zaś wprost: "Mam takie wrażenie, że część członków Rady wolałaby, żeby to zostało tajemnicą".

Podkreśla także, że ujawnienie protokołów z posiedzeń komisji nie spodobało się szczególnie posłowi Prawa i Sprawiedliwości Arkadiuszowi Mularczykowi, który zamówił w tej sprawie opinię w Biurze Analiz Sejmowych.

"Zasięgnięcie jej w Sejmie jest wyrazem dyskredytowania służb prawnych KRS-u, poza tym uwiarygadnia zarzut upolitycznienia" - zaznacza Leszek Mazur.

Podkreśla, że miał obowiązek udostępnić mediom protokoły z posiedzeń, bowiem jest to informacja publiczna.

Arkadiusz Mularczyk zaprzecza, by odwołanie szefa i rzecznika KRS miało związek ze sprawą protokołów

Sam Arkadiusz Mularczyk, pytany przez Polską Agencję Prasową, czy również "utracił zaufanie" do sędziów Mazura i Mitery, odparł, że swoje stanowisko wyraził w tajnym głosowaniu, w którym - jak podkreślił - 13 członków KRS opowiedziało się za odwołaniem przewodniczącego i rzecznika, 2 było przeciw, a kolejnych 2 wstrzymało się od głosu.

Poseł PiS zaprzeczył również, by odwołanie Mazura i Mitery miało związek ze sprawą ujawnienia protokołów z obrad komisji KRS.

"To jest błędny trop. Ja dementuję, że to była podstawa do wniosków sędziów. To sędziowie utracili zaufanie i wyrazili to w wyniku głosowania" - podkreślił, dodając: "To jest decyzja ciała kolegialnego, myślę, że jest wynikiem całokształtu oceny działalności".

Polska Agencja Prasowa zapytała również Arkadiusza Mularczyka o powody wystąpienia do Biura Analiz Sejmowych o opinię ws. udostępniania protokołów KRS.

Polityk wyjaśnił, że miał wątpliwości, czy "protokoły, które nie były podpisane przez członków zespołów ani nie były autoryzowane, a jednocześnie ujawniające dane osobowe osób trzecich interweniujących do Rady - co może stanowić delikt w postaci naruszenia danych osobowych, mogą być bez wiedzy członków prezydium KRS przekazywane w całości mediom".

"BAS wydał opinię jednoznaczną, że nie można przekazywać treści notatek i protokołów, jeśli są wynikiem wewnętrznej pracy Rady, zespołów, tym bardziej, że nie były one autoryzowane, nie były podpisane przez członków" - zaznaczył Mularczyk.

Podkreślił, że na opinię nie miał żadnego wpływu: "To niezależna opinia ekspertów sejmowych".

Pandemiczne drenowanie budżetu w nowej KRS, czyli jak dorabiali niektórzy członkowie

O tym, że grupa członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa znalazła sposób na łatwe dorobienie do pensji, nasz dziennikarz Patryk Michalski informował w połowie grudnia.

Chodziło o pobieranie dodatkowych diet za pracę w komisjach działających przy KRS. Pięć z nich od lat zwoływano wyłącznie przy okazji posiedzeń plenarnych Rady, ale od lipca zaczęły obradować również w innych terminach.

Dlaczego? Bo w czerwcu weszła w życie pandemiczna uchwała, która umożliwiła obrady zdalne. Jako pierwszy o sprawie poinformował "Dziennik Gazeta Prawna". Według informacji gazety, od lipca odbyło się 18 dodatkowych posiedzeń różnych komisji, za które ich uczestnikom wypłacono ponad 120 tysięcy złotych.

W grudniu Patryk Michalski ujawnił jednak, że skala procederu była większa.

W ciągu niespełna pięciu miesięcy zwołano łącznie aż 26 posiedzeń komisji: bibliotecznej oraz ds. ochrony danych osobowych, reformy wymiaru sprawiedliwości, kontaktów międzynarodowych i etyki.

Koszt tych dodatkowych posiedzeń powinien sięgnąć w sumie ponad 160 tysięcy złotych - przewodniczący Leszek Mazur zablokował jednak wypłatę 51 diet za siedem posiedzeń na łączną kwotę ponad 49 tysięcy złotych.

Dodajmy, że na zwoływaniu dodatkowych posiedzeń komisji rekordziści - sędziowie Dariusz Drajewicz i Maciej Nawacki - zarobili po ponad 20 tysięcy złotych brutto.

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Batalia o sądy

Urszula Gwiazda

Edyta Bieńczak