Emocje wokół działań policji przed Pałacem. "Wykazała wstrzemięźliwość" vs "Weszła w buty MO"

Piątek, 27 lipca 2018 (16:13)

Policjanci byli agresywnie atakowani. Wszyscy powinniśmy być wdzięczni policji, że wykazuje wstrzemięźliwość - tak marszałek Senatu Stanisław Karczewski skomentował przepychanki, do jakich doszło po zakończeniu czwartkowego protestu przeciwko zmianom w sądownictwie przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Zupełnie inaczej wydarzenia te komentują politycy Platformy Obywatelskiej. Senatorowie PO wydali w oświadczenie, w którym stwierdzają m.in., że "policja sama staje się prowokatorem", a jej działania przed Pałacem Prezydenckim odbierają "jako próbę zastraszenia społeczeństwa". "Takie zachowania zbyt jednoznacznie przypominają nam działania Milicji Obywatelskiej i ZOMO w czasach PRL" - komentują.

W czwartkowy wieczór na ulice wielu polskich miast wyszli przeciwnicy forsowanych przez Prawo i Sprawiedliwość zmian w sądownictwie. Kilka godzin wcześniej prezydent Andrzej Duda podpisał przeprowadzoną przez parlament w błyskawicznym tempie nowelizację ustaw m.in. o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze.

W Warszawie protestujący zebrali się przed Pałacem Prezydenckim. Demonstracja formalnie zakończyła się około 23:00, ale po jej zamknięciu część manifestantów została przed Pałacem. Grupa skandowała pod adresem prezydenta niecenzuralne słowa, a vis a vis kościoła przy Pałacu Prezydenckim doszło do użycia gazu łzawiącego.

Według policji, jako pierwszy gazu użył - wobec funkcjonariuszy - jeden z protestujących. Policjanci mieli jedynie odpowiedzieć w ten sam sposób.

Strumień gazu został skierowany w kierunku osoby, która puściła gaz. Czyli teoretycznie w kierunku jednej osoby. Praktycznie, biorąc pod uwagę, że sytuacja była dynamiczna, gaz mógł dotknąć również inne osoby - wyjaśniał w rozmowie z RMF FM komisarz Sylwester Marczak z Komendy Stołecznej Policji.

"Jeżeli nie wyjdziemy na ulice, to jest po sprawie". Polacy protestowali przeciwko zmianom w sądach

Tysiące ludzi wyszły na ulice polskich miast, by protestować przeciwko forsowanym przez Prawo i Sprawiedliwość zmianom w sądownictwie. W Warszawie w tłumie, który zebrał się przed Pałacem Prezydenckim, padały adresowane do Andrzeja Dudy okrzyki: "Będziesz siedział!" czy... czytaj więcej

Sytuacja wzbudza dzisiaj duże emocje.

Głos w sprawie zabrał również marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Jak stwierdził: martwi go i smuci agresja, jaką zobaczył w czwartek na Krakowskim Przedmieściu.

Oglądałem bardzo wiele filmików (...), widziałem, w jaki sposób agresywnie byli atakowani policjanci. Przed chwilką wysłuchałem ze zdumieniem i z otwartymi oczami oświadczenia podpisanego przez wszystkich senatorów (Platformy), którzy krytykują policję. Myślę, że wszyscy powinniśmy policji podziękować, że jednak wykazuje taką wstrzemięźliwość - oświadczył Karczewski, cytowany przez Polską Agencję Prasowę.

Dodał, że na wspomnianych przez niego materiałach filmowych widać, jak funkcjonariusze są atakowani, przepychani i obrażani. Ale potrafią jednak policjanci zachować się w sposób odpowiedni - zaznaczył.

Marszałek przeprosił również policję za oświadczenie senatorów Platformy.

Politycy PO piszą w nim m.in., że "protesty i demonstracje są uznaną w demokratycznym państwie formą wyrażania społecznego niezadowolenia", a "rolą policji jest zagwarantowanie maksymalnego bezpieczeństwa (...)".

Niestety, widzimy, że policja sama staje się prowokatorem i swoim agresywnym zachowaniem dąży do przekształcenia pokojowych demonstracji w konfrontację władzy ze społeczeństwem - czytamy dalej w oświadczeniu senatorów PO.

Wczoraj - 26 lipca - pod Pałacem Prezydenckim policja użyła gazu łzawiącego. Licznej grupie demonstrantów opuchniętych, łzawiących musiano udzielić pomocy medycznej. Wielu było poddawanych agresywnie wykonywanej akcji legitymowania. W wielu przypadkach zachowanie policja łagodziła dopiero świadomość, że świadkami są parlamentarzyści opozycji - stwierdzają senatorowie.

Dalej zaznaczają, że "takie działania policji, ich brutalność i skala nie znajdują żadnego uzasadnienia".

Odbieramy je jako próbę zastraszenia społeczeństwa (...) Takie zachowania zbyt jednoznacznie przypominają nam działania Milicji Obywatelskiej i ZOMO w czasach PRL (...) - stwierdzają również senatorowie Platformy.

Wcześniej politycy PO wezwali szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego do udzielenia informacji nt. okoliczności użycia gazu łzawiącego po zakończeniu manifestacji przed Pałacem Prezydenckim.

Te protesty miały charakter pokojowy, w związku z tym nie ma absolutnie żadnego wytłumaczenia dla takiej reakcji policji, z jaką protestujący spotkali się wczoraj w nocy już po zakończeniu demonstracji na Krakowskim Przedmieściu - mówił Bogdan Klich, a Andrzej Halicki, zwracają się do policji, napisał na Twitterze: Używając gazu wobec spokojnych ludzi, weszliście w buty Milicji Obywatelskiej. Wstyd, brak profesjonalizmu. Nie używajcie nazwy Policja, przestaliście nią być.

Na komentarz Halickiego odpowiedział, również na Twitterze, Joachim Brudziński.

Spieraliśmy się wielokrotnie, ale zawsze uważałem Pana za człowieka odpowiedzialnego. Niech Pan nie rywalizuje z posłami Misiło i Nitrasem na niemądre i nieodpowiedzialne ataki na policję. Niech Pan atakuje mnie, PiS, a da spokój funkcjonariuszom, którzy wykonują swoje obowiązki - napisał szef MSWiA.


(e)

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Batalia o sądy