Wojna Izraela z Hamasem może wkroczyć w kolejną krwawą fazę. Premier Netanjahu zapowiada operację w kierunku miasta Rafah, gdzie schronili się palestyńscy cywile. Czy Stany Zjednoczone wydają się tracić cierpliwość wobec działań Izraela w Strefie Gazy? "Wojna prowadzona jest z brakiem poszanowania wielu standardów" - mówił w Radiu RM24 dr hab. Łukasz Fyderek, politolog, analityk, dyrektor Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

REKLAMA

Kontrowersje wokół działań Izraela

Tocząca się na Bliskim Wschodzie wojna budzi emocje i kontrowersje na arenie międzynarodowej. Działania Izraela, kierowane przez premiera Benjamina Netanjahu, wywołują szczególnie silne reakcje. Zdaniem dr hab. Fyderka, sposób prowadzenia działań wojennych charakteryzuje się brakiem poszanowania wielu międzynarodowych standardów.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Stany Zjednoczone tracą cierpliwość wobec działań Izraela w Strefie Gazy

Mamy w tym momencie głód w Strefie Gazy. Wypowiedzi bardzo wielu pracowników ONZ, włącznie z Najwyższym Sekretarzem Generalnym, pokazują, że w perspektywie najbardziej obiektywnej organizacji międzynarodowej, są to bardzo poważne, nazwijmy to, błędy - stwierdził ekspert.

Zmiana w postrzeganiu konfliktu izraelsko-palestyńskiego jest widoczna w wielu krajach, w tym w Belgii, Hiszpanii, a także w Stanach Zjednoczonych. Zaczynają one reagować na naruszenia praw człowieka i cierpienia ludności cywilnej. To z kolei może prowadzić do zmian w polityce zagranicznej wobec Izraela.

Ten sposób prowadzenia wojny jest politycznie dla Netanjahu korzystny, natomiast długofalowo od sprawy izraelskiej odstręcza coraz więcej jej dawnych zwolenników (...) Demokracje mają to do siebie, że ich przywódcy muszą baczyć na to, co myśli opinia publiczna. Opinia publiczna jest informowana o naruszeniach praw człowieka, cierpieniach Palestyńczyków, które coraz trudniej uzasadnić tragedią, która miała miejsce w październiku - mówił dr hab. Fyderek.

Kontrowersje wokół działań Izraela

Opinia publiczna w USA wyraża dezaprobatę wobec działań Izraela w Strefie Gazy. Czy zmieniające się nastawienie Amerykanów może mieć znaczenie w kontekście nadchodzących wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych?

To, że wyborcy tradycyjnie demokratyczni, ale bardziej wyczuleni na problemy Bliskiego Wschodu, albo bardziej wyczuleni na zagadnienia humanitarne, albo mający korzenie bliskowschodnie zostaną w domu, może wpłynąć w poważny sposób na wyścig wyborczy. Joe Biden i demokraci mają tego świadomość - podkreślił politolog. Jak dodał, wyborcy zawiedzeni polityką Bidena, nie oddadzą głosu na Trumpa, a całkowicie wstrzymają się od udziału w wyborach.

Gra o poparcie

Piotr Salak zapytał swojego gościa o ewentualność prowadzenia wojny bez amerykańskiego poparcia. Czy Benjamin Netanjahu może sobie na to pozwolić?

Musimy zrozumieć, co to znaczy poparcie, ponieważ poparcie amerykańskie dla bezpieczeństwa Izraela jest bardzo mocne. Netanjahu ma tego świadomość. Natomiast czy bezpieczeństwo Izraela oznacza sposób, w jaki Izrael prowadzi wojnę? Tutaj pojawiają się dylematy i bardzo dużo przestrzeni, ponieważ nie sposób rozsądzić tych spraw jednoznacznie - wyjaśniał dr hab. Fyderek.

W jakim momencie zaopatrywanie Izraela w amunicję czy w bomby lotnicze służy jego bezpieczeństwu? (...) Czy służy do bombardowania już w tym momencie dość bezbronnych cywilów w Gazie? - mówił specjalista, zaznaczając, że granica nie jest jasna ani czytelna. Zdaniem politologa, stwarza to przestrzeń do manipulacji, a nawet wojny informacyjnej.

Jedna i druga strona konfliktu starają się przeciągnąć opinię publiczną - Izrael epatując swoimi ofiarami z października, a druga strona, pokazując stan rzeczy, który ma miejsce w Gazie. Tyle tylko, że w tej wojnie informacyjnej cierpienia Palestyńczyków jest coraz więcej, z każdym dniem przybywa. Natomiast epizod cierpień Izraelczyków był jeden w październiku, bardzo tragiczny, ale został zakończony - dodał ekspert.

USA między bronią a pomocą humanitarną

Podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ debatowano nad wezwaniem do wstrzymania ognia w Strefie Gazy. Stany Zjednoczone wstrzymały się od głosu, co stanowi wyraźny sygnał zmieniającej się postawy. Czy takich gestów politycznych będzie więcej i czy może do nich należeć redukcja dostaw broni?

Tych gestów będzie więcej, ale nie sądzę, żeby akurat było to ograniczenie dostaw broni. Jest to najtrudniejszy i najmniej prawdopodobny scenariusz. Wydaje mi się, że istnieje wiele innych sposobów, którymi rząd amerykański może sygnalizować swoją dezaprobatę dla działań Izraela i próbować poprawić sytuację Palestyńczyków - mówił politolog. Jako przykład podał zrzuty pomocy humanitarnej, a także budowę nabrzeża i dostawy drogą morską.

To (drugie - przyp. red.( się troszeczkę opóźnia, bo odpowiedni sprzęt inżynieryjny płynie dopiero przez Atlantyk ze Stanów Zjednoczonych. Natomiast potrzeby humanitarne są już teraz. Można sobie wyobrazić jeszcze większą liczbę działań Stanów Zjednoczonych nakierowanych na coś, co jest mniej kontrowersyjne w amerykańskiej opinii publicznej, czyli na pomaganie humanitarne Palestyńczykom, a nie podważanie pewnego dogmatu w polityce amerykańskiej, czyli poparcia dla bezpieczeństwa Izraela, które wyraża się dostawami broni - tłumaczył ekspert.

Jakbyśmy zrobili krok w tył i spojrzeli na to okiem chłodnym, to jest to sytuacja w jakimś stopniu schizofreniczna. Dostarczamy jednej stronie konfliktu broń, a drugiej próbujemy dostarczać pomoc humanitarną, no ale takie są uwarunkowania polityki amerykańskiej wobec Bliskiego Wschodu - stwierdził dr hab. Łukasz Fyderek. Jak dodał, nic nie wskazuje na to, żeby kroki Amerykanów powstrzymały ewentualną ofensywę na Rafah.

Opracowanie: Milena Brosz