Niedziela Palmowa, Wielkanoc albo jeden z dwóch pierwszych weekendów kwietnia 2024 roku - to możliwe terminy wyborów samorządowych, jeśli zostaną przełożone o pół roku. Taki zamiar oficjalnie zapowiedział prezes PiS.

REKLAMA

Politycy PiS uzgodnili z prezydentem przesunięcie wyborów o pół roku, a ponieważ zgodnie z ordynacją wyborczą, kadencje radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast kończą się w październiku przyszłego roku, terminy wyborów muszą przypaść na przełom marca i kwietnia 2024 roku. Wyznaczający ich termin premier ma do wyboru cztery niedziele - między trzydziestoma a siedmioma dniami przed końcem tej kadencji.

Pierwsza z tych niedziel - 24 marca to jednak Niedziela Palmowa, a druga to Wielkanoc, kiedy na dodatek zmieniamy jeszcze czas na letni. Organizowanie wyborów w te dni nie wchodzi więc raczej w grę.

Zostają jednak jeszcze 7 i 14 kwietnia i to na nich prawdopodobnie padnie wybór premiera. W obu wypadkach druga tura wyborów mogłaby się odbyć jeszcze w kwietniu i nie przeszkadzałoby to w przygotowaniu majowych wyborów do europarlamentu.

Wybory pół roku później?

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zapowiedział wczoraj w Mielcu, że jego ugrupowanie złoży w Sejmie projekt ustawy przedłużającej kadencję samorządów o pół roku.

Wybory samorządowe wypadają jesienią 2023 r. w związku z tym, że w 2018 r. wydłużono kadencję samorządów z 4 do 5 lat (ostatnie wybory samorządowe odbyły się 21 października 2018 r.). Jednocześnie jesienią 2023 wypada konstytucyjny termin wyborów parlamentarnych (ostatnie odbyły się 13 października 2019 r.).

Zbiegły się wybory i to jest niewykonalne, żeby przeprowadzić na raz wybory samorządowe i parlamentarne. To mówi PKW i to mówią także wszyscy szefowie finansów partyjnych - przekonywał w Mielcu Jarosław Kaczyński.