Ryszard Czarnecki oddał europarlamentowi pieniądze. Ale to nie koniec sprawy

Środa, 22 września (12:09)

Ryszard Czarnecki zwrócił „część kwoty”, którą – według Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych – pobrał z Parlamentu Europejskiego nienależnie: chodzi o tzw. kilometrówki, czyli zwrot kosztów podróży służbowych. Według OLAF, europoseł PiS rozliczył te wydatki niezgodnie z wewnętrznymi przepisami europarlamentu. W piśmie przesłanym korespondentce RMF FM Katarzynie Szymańskiej-Borginon biuro prasowe Parlamentu Europejskiego zaznacza jednak, że sprawa jest w toku.

Przypomnijmy, według medialnych doniesień Ryszard Czarnecki miał zawyżać koszty dojazdów do Parlamentu Europejskiego, wykazując na przykład, że zimą jeździł na posiedzenia z podkarpackiego Jasła kabrioletem. Właściciel tego auta stwierdził natomiast, że wiele lat wcześniej samochód trafił na złom.

Sprawą rozliczeń europosła Prawa i Sprawiedliwości z Parlamentem Europejskim zajął się Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF). Nieoficjalnie wiadomo, że w raporcie OLAF wskazał kwotę 100 tysięcy euro.

"Część kwoty wskazanej przez OLAF została już zwrócona przez Ryszarda Czarneckiego" - przekazało teraz Katarzynie Szymańskiej-Borginon biuro prasowe europarlamentu.

Czarnecki oddał sumę, o którą zwrócił się do niego Parlament Europejski. Potwierdzają to i sam europoseł, i służby prasowe PE. Europarlament zaznacza jednak w oświadczeniu przesłanym naszej korespondentce, że jest to "część kwoty wskazanej przez OLAF".

Jak nieoficjalnie ustaliła Katarzyna Szymańska-Borginon, polityk zwrócił mniej niż połowę ze wskazanych przez OLAF 100 tysięcy euro.

On sam nie chciał ujawnić, o jaką sumę chodzi. Przyznał, że doszło do nieprawidłowości, ale równocześnie podkreślił, że nie czuje się winny.

"Nieprawidłowości popełnili moi asystenci, nie było w tym mojej żadnej złej woli czy złej intencji. Ale oczywiście wziąłem to na siebie, wziąłem to na klatę" - powiedział naszej dziennikarce.

Parlament Europejski podkreślił z kolei w oświadczeniu dla Katarzyny Szymańskiej-Borginon, że "procedura oceny w odniesieniu do kwot, które można jeszcze odzyskać na podstawie m.in. sprawozdania OLAF-u, jest nadal w toku". Innymi słowy, PE ma teraz sprawdzić, czy da się jeszcze odzyskać jakieś kolejne sumy z tych 100 tysięcy euro.

Administracja europarlamentu może więc zwrócić się do Ryszarda Czarneckiego o dodatkowe informacje i ewentualnie o zwrot dodatkowych sum. Na razie - jak twierdzi europoseł - nikt się z nim w tej sprawie nie kontaktował.

Rozmówca korespondentki RMF FM: "To jak z dzieckiem. Daję mu 10 euro, żeby kupiło sałatę, a ono kupuje cukierki"

Źródła Katarzyny Szymańskiej-Borginon w Brukseli podkreślają, że "zwrot pieniędzy" nie jest karą, ale "odzyskaniem kwot nienależnie otrzymanych, zidentyfikowanych przez administrację lub uznanych za takie przez OLAF".

"To tak jak z dzieckiem. Daję mu 10 euro, żeby kupiło sałatę, a ono kupuje cukierki. Żądam więc zwrotu 10 euro" - podsumowuje rozmówca naszej korespondentki.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polityka

Katarzyna Szymańska-Borginon

Edyta Bieńczak