Władze Wałbrzycha przyjęły oficjalnie zgłoszenie o znalezieniu skarbu. Tajemniczy pociąg z okresu II wojny światowej znajduje się w granicach administracyjnych miasta - mówią o lokalizacji składu miejscy urzędnicy. Teraz zgłoszenie trafi do władz centralnych - zapowiada Zygmunt Nowaczyk, wałbrzyski wiceprezydent.

REKLAMA

Miasto potwierdza, że zgłoszenie dotyczy pociągu pancernego.

Ponieważ nie do końca w tej chwili wiemy, jak i co znajduje się tam, jesteśmy zobowiązani do powiadomienia formalnego tych organów państwa, w postaci ministerstw, które występują w ustawie - tłumaczy Nowaczyk.

Informację o rzekomym odnalezieniu pociągu przekazało dwóch poszukiwaczy skarbów. Twierdzą oni, że wiedzą, gdzie jest ukryty pociąg pancerny z okresu II wojny światowej. Ich zdaniem może znajdować się w nim broń lub cenne surowce.

Gdyby w tajemniczym, ukrytym pod ziemią pociągu odnaleziono dzieła sztuki, to te, które były niemiecką własnością publiczną zostałyby przejęte przez Polskę, a te należące do osób prywatnych - przekazano by właścicielom albo ich spadkobiercom - mówiła w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Monika Kuhnke z Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Historyk sztuki i członkini zespołu ds. rewindykacji dóbr kultury wątpi jednak w to, że pociąg rzeczywiście istnieje i zostanie odnaleziony.

Tropiąca od lat zaginione podczas wojny dzieła sztuki dr Kuhnke mówi, że owszem wypełnionych najróżniejszymi dobrami kultury pociągów tuż przed upadkiem III Rzeszy kursowało mnóstwo. Z terenów dzisiejszej Rzeczpospolitej Niemcy wywozili niemal wszystko, co miało wartość historyczną i artystyczną. Najczęściej do południowych Niemiec czy Austrii. Wielu z tych obrazów, rzeźb, antycznych mebli do dziś nie odnaleziono, ale w to, by udało się to w pociągu pod Wałbrzychem, Kuhnke powątpiewa.

Jej zdaniem, trudno wyobrazić sobie zaginięcie bez śladu całego składu pociągu, wiozącego tak cenny ładunek.

Ja nie bardzo w to wierzę. Zdarzały się przypadki, że taki pociąg został zbombardowany, ale wówczas pozostałyby przynajmniej jakieś resztki - mówiła Kuhnke. I wspominała, że w trakcie jej pracy wielokrotnie docierały do niej informacje o ukrytych gdzieś transportach dzieł sztuki. Żadna z nich nie okazała się jednak prawdziwa.

Trzymam jednak kciuki, by tym razem było inaczej - mówiła naszemu dziennikarzowi członkini zespołu ds. rewindykacji dóbr kultury.

(abs)