Chyba takiego ciężaru złotego medalu Zbigniew Bródka się nie spodziewał. Pierwszy dzień w Polsce był dla niego tak wyczerpujący, że na powitaniu w rodzinnych Domaniewicach zasłabł z emocji - informuje reporterka RMF FM Agnieszka Wyderka.

REKLAMA

W uroczystości zorganizowanej w hali sportowej gimnazjum w Domaniewicach uczestniczyło ponad 1000 osób. Autokar, którym przyjechał panczenista, był eskortowany przez jadące na sygnale wozy strażackie i policję. Hala udekorowana była transparentami z wizerunkiem Bródki i napisami wychwalającymi jego osiągnięcia sportowe. "Zmienić tej tradycji nikt nie jest w stanie, Zbyszek jest najlepszy i niech tak pozostanie" - głosiło jedno z haseł.

Wyraźnie zmęczony Bródka, po kilku minutach od przyjazdu opuścił halę, by choć na chwilę odpocząć. Gdy wrócił, podziękował kibicom za życzliwość i wsparcie. Kochani, chciałbym wam bardzo podziękować, że jesteście tutaj ze mną w takiej ilości.Chciałbym przeprosić za to, że nie jestem w stanie celebrować tu z Wami tego święta. Mam nadzieję, że jakoś mi wybaczycie - powiedział.

29-letni Zbigniew Bródka jest zawodowym strażakiem. W jednostce ratowniczo-gaśniczej PSP w Łowiczu pracuje od czterech lat. Obecnie jest oddelegowany do Centralnej Szkoły PSP w Częstochowie, gdzie przechodzi kurs, który pozwoli mu awansować ze stopnia sekcyjnego do stopnia aspiranta.

(mn)