"To niezwykle ważne, by kontrolować stan pacjentów, którzy przeszli Covid-19. Widzimy u nas niezwykle ciężkie przypadki i często spektakularne poprawy. Przywieziono do nas pana, wniesiono go na noszach, on nie mówił, nie ruszał nawet palcem. Rodzina nam powiedziała, że konsultowali jego przypadek z lekarzem z Krakowa, który zlecił im szukać hospicjum bądź domu opieki, bo nie miał nadziei na to, że ten człowiek będzie mógł wyjść ze stanu, w którym znalazł się po zakażeniu koronawirusem" - mówi w rozmowie z RMF FM Krzysztof Grzesik, dyrektor Małopolskiego Szpitala Chorób Płuc i Rehabilitacji im. Edmunda Wojtyły w Jaroszowcu. Dodaje, że poważne powikłania dotykają nawet ludzi młodych. „Mówimy o 40-50-latkach, którzy już po godzinie 15. nie mają siły na nic. Mówią, że po powrocie do domu wyzwaniem staje się umycie zębów czy wejście po schodach" - przyznaje. Wspólnie z profesorem Romanem Nowobilskim z Collegium Medicum UJ opowiada o stworzonej platformie pocovidowej, która ma pomóc w opiece nad pacjentami, którzy przeszli Covid-19 i zmagają się z różnego rodzaju powikłaniami. By ta platforma działała skutecznie i pomagała pacjentom, potrzebna jest współpraca różnych jednostek. O nią apelują m.in. za pośrednictwem RMF FM.

REKLAMA

Magdalena Wojtoń, RMF FM: Doktor Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z Covid-19, opublikował niedawno w sieci wyniki niemieckich badań, z których wynika, że koronawirus jest niezwykle groźny nie tylko w fazie ostrego zakażenia, ale również długo po wyjściu pacjenta ze szpitala. Pacjenci miesiącami walczą z powikłaniami po chorobie. Części z nich nie daje się uratować. W Wielkiej Brytanii zauważono, że jedna trzecia hospitalizowanych z powodu Covidu pacjentów w ciągu 5 miesięcy trafia ponownie do szpitala. W Polsce też tak się dzieje?

Prof. Roman Nowobilski, Collegium Medicum UJ i Szpital Uniwersytecki w Krakowie: Niewątpliwie. Można też jasno stwierdzić, że ten, kto był hospitalizowany z powodu Covid-19, ma największe ryzyko, że znów trafi do szpitala w relatywnie niedługim czasie. Pocovidowe konsekwencje są szczególnie ciężkie u pacjentów, którzy przebywali długo w ograniczeniu ruchowym, mogli jedynie leżeć lub siedzieć. Jeszcze poważniejsza jest sytuacja osób, które wymagały stosowania wentylacji mechanicznej, były pod respiratorem. Jeśli to trwało bardzo długo, mają chociażby wiotkość tchawicy. Niektórzy pacjenci wymagali też intensywnego leczenia farmakologicznego. Krzysztof Grzesik, może powiedzieć, w jaki ciężkim stanie trafiali do niego pacjenci po ciężkim przejściu tej choroby.

Krzysztof Grzesik, dyrektor Małopolskiego Szpitala Chorób Płuc i Rehabilitacji im. Edmunda Wojtyły w Jaroszowcu: Tak. Na początku odniosę się jeszcze do zacytowanej wypowiedzi doktora Grzesiowskiego. Mam szereg przykładów potwierdzających wyniki tych badań. Dosłownie wczoraj dzwoni do mnie pacjent, który był u nas w kwietniu, teraz miał wylew. On wiosną stosunkowo łagodnie przeszedł zakażenie koronawirusem. Przy przyjściu do nas miał blisko 2500 D-dimerów, białek, które wytrącają się z osocza krwi w procesie krzepnięcia. Poziom dopuszczalny to 500. Po trzech tygodniach stosowania leków obniżających D -dimery miał już około półtora tysiąca. Niestety, organizm nie daje żadnego sygnału, że coś jest nie tak. Zabrakło tu kontroli lekarza rodzinnego, zlecenia badań po 2-3 miesiącach stosowania leków. A to niezwykle ważne, by kontrolować stan pacjentów, którzy przeszli Covid-19.

Wracając do tych ciężkich przypadków, o których mówił profesor Nowobilski. Tak, widzimy u nas niezwykle ciężkie przypadki i często spektakularne poprawy. Przywieziono do nas pana, wniesiono go na noszach, on nie mówił, nie ruszał nawet palcem. Rodzina nam powiedziała, że konsultowali jego przypadek z lekarzem z Krakowa, który zlecił im szukać hospicjum bądź domu opieki, bo nie miał nadziei na to, że ten człowiek będzie mógł wyjść ze stanu, w którym znalazł się po zakażeniu koronawirusem. Po sześciu tygodniach u nas mężczyzna mógł już poruszać się na wózku inwalidzkim. Wiemy od rodziny, że po powrocie do domu zaczął chodzić. To z jednej strony ogromne sukcesy, z drugiej dramaty, bo takich ciężkich przypadków jest naprawdę bardzo dużo.

Prof. Roman Nowobilski: Pani redaktor, ja w taki wyraźny i mocny sposób jak teraz, jeszcze tego nie mówiłem w mediach. Albo my na tym Covidzie czegoś nauczymy, albo stracimy te możliwość. To, co my proponujemy i co chcemy wprowadzić i Małopolsce, a wierzę, że potem ogólnopolsko to system, platforma pocovidowa. Pacjent, który wychodzi po chorobie ze szpitala covidowego, nie jest zostawiony sam sobie. Jeśli jego stan był ciężki i wymaga rehabilitacji w szpitalu, od razu taki sygnał dostaje placówka wyspecjalizowana w rehabilitacji pulmonologicznej i ogólnej. Oczywiście, z zachowaniem tajemnicy, RODO, wszelkich zasad. Pacjent będzie musiał wyrazić zgodę na taką opiekę. Jeśli pacjent nie wymaga dalszej hospitalizacji i może być w domu, ale musi kontrolować stan zdrowa, taką informacje powinien dostać jego lekarz rodzinny. Jeśli pacjent wymaga pomocy ze względu na trudności socjalno-bytowe, jest to osoba starsza, samotna, jeśli jest duże ryzyko, że może się przewrócić, zrobić sobie krzywdę w domu, na przykład złamać szyjkę kości udowej to o tym powinien wiedzieć Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w jej okolicy. Tu też pomocny może być projekt "Małopolski tele-Anioł". Między innymi dzięki niemu osoby, które są samotne i schorowane mogą szybko dać znać, że dzieje się u nich coś złego i szybko wezwać pomoc. To, co my proponujemy, nad czym pracujemy od dawna i stopniowo rozbudowujemy, wymaga współpracy różnych instytucji, wyjścia poza "własne podwórko". My idziemy do przodu przy wsparciu Urzędu Marszałkowskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego.

"Mówimy o młodych ludziach, którzy nie mają siły na nic"

Krzysztof Grzesik: Dodam też, że o tej platformie miałem bardzo dobrą rozmowę z minister rodziny i polityki społecznej, Marleną Maląg. Tu również mamy pole do współpracy. Wracając do pacjentów potrzebujących różnego wsparcia, dam przykład, bo tak łatwiej można przedstawić, na czym nam zależy. Trafił do nas 66-letni pacjent, który kilka miesięcy wcześniej przeszedł prawdziwy dramat. Podczas operacji wymiany biodra w szpitalu zaraził się koronawirusem. Po powrocie do domu zaraził żonę, która zmarła. Ogromna tragedia. To była piękna rodzinna, mieli szóstkę dzieci, które dorosły, wyprowadziły się już i człowiek nagle został sam. Do nas przyjechał na rehabilitację, szybko wrócił do sprawności fizycznej, natomiast nam w szpitalu zależało też, by pomóc mu wrócić do równowagi psychicznej po tej niebywałej tragedii. Naszemu zespołowi zależy, żeby ktoś, kto opuszcza mury naszego szpitala, nie został pozostawiony sam sobie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Polsce mamy ponad 2,6 miliona ozdrowieńców i szczególnie w tej grupie, która ciężko przeszła chorobę, jest kilkanaście-kilkadziesiąt procent tych, u których coś złego w zdrowiu się zadzieje, to otrzymujemy nagle ogromną liczbę tych, którzy już niedługo będą potrzebowali pomocy. Niepokojące sygnały płyną do nas ze strefy gospodarczej, strony przedsiębiorców. Oni już widzą, że ludzie wracają do pracy po chorobie, choć nie mają na to siły. Mówimy o młodych ludziach, 40-50-latkach, którzy już po godzinie 15. nie mają siły na nic. Mówią, że po powrocie do domu wyzwaniem staje się umycie zębów czy wejście po schodach. Rozmawialiśmy z przedstawicielami przedsiębiorców. Oni też widzą, że pracownicy wymagają rehabilitacji, dojścia do zdrowia po chorobie.

Co jest najbardziej potrzebne w tym momencie do realizacji tego planu?

Prof. Roman Nowobilski. Poszczególne jednostki muszą zsynchronizować swoje działania. Zachęcamy, by szpitale, ośrodki pomocy społecznej, specjaliści w dziedzinie rehabilitacji, lekarze dołączali do naszej platformy pocovidowej, którą dopracowujemy, by działała jak najsprawniej. Ważne, by się na siebie nie obrażać, że chcemy kogoś zaktywizować, my od siebie też chcemy dużo wymagać. Proszę posłuchać. Niedawno dotarł do mnie pacjent pocovidowy, 50-latek, który miał w domu koncentrator tlenowy. On zauważył, że gdy się nie rusza, pulsoksymetr pokazuje, że ma dobre wysycenie krwi tętniczej tlenem. W momencie, gdy się ruszał, to wysycenie spadało poniżej normy. Uznał w związku z tym, że w takim razie nie powinien się ruszać i oddał wypożyczony koncentrator. To pokazuje potężną lukę informacyjną. Brakło tu wizyty lekarza rodzinnego, kontroli stanu zdrowia. Naszym celem jest tak zinformatyzowanie tej platformy, był właściwie naciśnięcia guzika rozesłało informację: "Słuchajcie, macie pacjenta w terenie, który wrócił ze szpitala do domu, trzeba zrobić wizytę, spotkać się z nim i przebadać go". Apelujemy też do samych pacjentów, by nie bali się pytać i w szpitalu, i wśród lekarzy rodzinnych o kwestię tego, czego mogą oczekiwać po opuszczeniu szpitala. Muszą być opracowane algorytmy postępowania.

Krzysztofie, wyszliście z propozycją przeszkolenia fizjoterapeutów w Polsce. Szkolić mieliby fizjoterapeuci, którzy pracują z najcięższymi przypadkami w szpitalu w Jaroszowcu. Na jakim etapie jest ten projekt?

Krzysztof Grzesik: My z propozycją szkolenia u nas fizjoterapeutów wyszliśmy około roku temu. Poinformowaliśmy wszystkich, że szczególnie teraz, w czasie pandemii, warto by inni poznali jak działa skuteczny, wykonywany u nas program rehabilitacji stworzony przez prof. Romana Nowobilskiego. Chcemy, by jak najwięcej osób mogło z niego skorzystać, bo mamy dowody, że pacjenci wychodzą z bardzo ciężkich stanów. Wiemy, że środki na szkolenia ma choćby Krajowa Izba Fizjoterapeutów, wiec to kwestia tego, by wyciągnąć dłoń i powiedzieć - warto takie szkolenia w Jaroszowcu przeprowadzić.