Z powodu złej konfiguracji oprogramowania dane osobowe niemal 191 mln wyborców w USA są ogólnie dostępne w internecie – twierdzi niezależny analityk systemów bezpieczeństwa komputerowego Chris Vickery. Jego wypowiedź przytacza agencja Reutera.

REKLAMA

Dane obejmują wszystkie personalia z list wyborczych: imię, nazwisko, adres zamieszkania, datę urodzin, preferencje wyborcze oraz numer telefonu i adres e-mailowy.

Vickery, który pracuje jako informatyk w jednym z przedsiębiorstw w Austin w stanie Teksas, odkrył dostępność tych danych przypadkowo. Dzięki oprogramowaniu udostępnionemu przez strony internetowe CSO Online oraz Databreaches.net udało się mu ustalić, że dane pochodzą ze stanowych list wyborczych.

Najbardziej alarmujące jest to, że w jednym miejscu zgromadzono tak wiele wrażliwych danych - podkreśla informatyk. W jego ocenie dane mogłyby być wykorzystane przez środowiska przestępcze. Podkreślił, że pozostaje w kontakcie z Federalnym Biurem Śledczym (FBI), które bada sprawę przecieku.

W komentarzu dla agencji Reutera rzecznik Federalnej Komisji Wyborczej podkreślił, że "ochrona danych wyborców nie mieści się w jurysdykcji Komisji". Regulacje prawne obowiązujące w poszczególnych stanach różnią się od siebie. "W Kalifornii na przykład dane z list wyborczych są ogólnie dostępne, jedyne ograniczenie to zakaz ich upubliczniania poza granicami USA" - przypomina agencja.

Zdaniem dyrektora waszyngtońskiego Center for Digital Democracy Jeffa Chestera masowe udostępnienie danych osobowych, w tym takich, które pozwalają zrekonstruować obraz politycznych preferencji i poglądów danej osoby, jest niedopuszczalne i wymaga przyjęcia odpowiednich regulacji prawnych dla uniknięcia tego typu problemów w przyszłości.

Firma informatyczna NationBuilder, która najprawdopodobniej odpowiada za błędy w oprogramowaniu, zdaje się bagatelizować problem. Dane te zawsze były dostępne i upubliczniane w obrębie każdego stanu. Nic nowego z danych osobowych nie wypłynęło - podkreśla jej przedstawiciel Jim Gilligan.

(j.)