"Ja nie żyję z polityki, nie idę do polityki po to, żeby się dorobić, albo co gorsza w ogóle utrzymać" - zadeklarował w rozmowie z Onetem przewodniczący Unii Pracy i kandydat na prezydenta - Waldemar Witkowski. "Sukces w życiu już osiągnąłem i poszedłem do polityki, żeby chociaż odrobinę zmienić mój kraj na lepsze" - dodał.

REKLAMA

Mam wrażenie, że wielu idzie do polityki, bo albo nie udało się im w innych dziedzinach, albo wierzą, że w polityce uda im się najbardziej - zauważył w rozmowie z Onetem Waldemar Witkowski. Ja jestem automatycznie niezależny z tego prostego powodu, że jak mi się w polityce nie powiedzie to niczego to nie zmieni w moim życiu. Ta niezależność powoduje, że nie jestem sztuczny - przekonywał.

Witkowski przyznał, że był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej do 1990 roku i nie wstydzi się tego. Byłem pracownikiem naukowym, starałem się robić coś dobrego, jak zresztą bardzo wielu innych ludzi - wspominał. Na pewno nie należałem do dogmatyków w partii. Nieraz zresztą myślę, że PRL został pokonany głównie przez tych właśnie dogmatyków, którzy uniemożliwili rozwój przedsiębiorczości, która zawsze w Polakach była - zauważył.

Przewodniczący Unii Pracy stwierdził, że gdyby został prezydentem, wypowiedziałby konkordat. Konkordat to jest przeżytek rodem z innego stulecia. Pomijam już w tym miejscu, że nie jest przestrzegany - mówił. Konieczny jest rozdział państwa i Kościoła. Rozdział przyjazny, ale też rzeczywisty - tłumaczył Witkowski.