Parlament pogrążonej w kryzysie zadłużenia Grecji będzie dziś w nocy głosować nad wotum zaufania dla zreorganizowanego w piątek rządu Jeorjosa Papandreu. To bardzo ważny krok na drodze do uzyskania przez Grecję pilnie potrzebnych pieniędzy.

REKLAMA

Jeśli premier i jego gabinet wyjdą z tego głosowania zwycięsko, 28 czerwca parlament będzie głosował nad najnowszym rządowym programem oszczędnościowym, przeciwko któremu tłumy Greków zdecydowanie protestują na ulicach Aten i innych miast od wielu dni, nie godząc się na dalsze obniżanie stopy życiowej i na to, że mają teraz płacić za błędy i zaniedbania polityków.

Skala społecznego sprzeciwu jest już ogromna, choć centrale związkowe, wzywające do strajków i demonstracji, nie mają do zaoferowania żadnych alternatywnych rozwiązań, które odsunęłyby od kraju widmo bankructwa.

Jeśli rząd przepadnie, Grecja zostanie bez szans na dalszą pomoc i zbankrutuje.

Żeby uzyskać wotum zaufania, rząd Papandreu potrzebuje 151 głosów. Sytuacja jest więc napięta, ponieważ rządzący Ogólnogrecki Ruch Socjalistyczny (PASOK) dysponuje w parlamencie 155 mandatami, a niejeden socjalistyczny deputowany nie kryje wątpliwości, czy "końska kuracja" zaaplikowana Grecji przez UE i Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie okaże się przypadkiem zabójcza dla pacjenta. Grecka opozycja zasygnalizowała już, że będzie głosowała przeciwko wotum zaufania, bez względu na apele UE o ogólnonarodowy konsensus w kwestii wyprowadzania kraju z kryzysu.

Strefa euro jest jednak nieugięta. Grecja otrzyma kolejną transzę uchwalonego w maju zeszłego roku pakietu ratunkowego, ale tylko pod warunkiem, że jej parlament zaakceptuje kolejne rygorystyczne oszczędności i zamierzenia prywatyzacyjne. A owa transza - 12 miliardów euro - będzie Grecji pilnie potrzebna już w lipcu, kiedy przypadają kolejne terminy spłat zadłużenia.

Bez tych pieniędzy kraj musiałby ogłosić upadłość, co - jak zgodnie podkreślają eksperci - mogłoby mieć fatalne konsekwencje dla wspólnej waluty europejskiej, dla UE i w ogóle dla gospodarki światowej. Zadłużenie Grecji jest ogromne - jak obliczyła BBC, wynosi 30 tysięcy euro na jednego mieszkańca, albo 150 proc. PKB, lub - w kategoriach absolutnych - 340 miliardów euro. Bez pomocy z zewnątrz gospodarka grecka nie udźwignie takiego ciężaru.

Unia przygotowuje też drugi pakiet ratunkowy dla Grecji, bowiem wiadomo już z całą pewnością, że w 2012 roku kraj ten nie będzie mógł powrócić do pożyczania pieniędzy na międzynarodowych rynkach finansowych. Udział w tym drugim pakiecie, choć jedynie dobrowolny, przewidziano także dla prywatnych instytucji finansowych. Miałyby one reinwestować zwracane przez Grecję pieniądze w kolejne greckie obligacje.