Rozstawiony z "dwójką" brytyjski tenisista Andy Murray na ćwierćfinale zakończył udział w wielkoszlemowym US Open. Triumfator tegorocznego Wimbledonu i mistrz olimpijski z Rio de Janeiro przegrał w Nowym Jorku z Japończykiem Kei Nishikorim (6.) 6:1, 4:6, 6:4, 1:6, 5:7.

REKLAMA

Zawodnicy stworzyli emocjonujące widowisko, które po trzech godzinach i 58 minutach zakończyło się zwycięstwem Nishikoriego. Obaj mieli w nim lepsze i gorsze momenty.

Murray zaczął ofensywnie nastawiony i już po 35 minutach miał na koncie pierwszego seta. W siódmym gemie kolejnej odsłony nastąpiła krótka przerwa na zasunięcie dachu po tym jak zaczęło padać. Po powrocie na kort sytuacja się odwróciła - Japończyk zaczął grać znacznie lepiej, a Szkot był wybity z rytmu. Coraz bardziej nerwowy wicelider rankingu ATP zdołał rozstrzygnąć na swoją korzyść kolejną partię, w czym pomógł mu mylący się nieraz rywal. Azjata zachował jednak chłodną głowę i szybko doprowadził do remisu. Nie bez znaczenia były tym razem błędy Brytyjczyka.

Murray z 12 wcześniejszych pojedynków pięciosetowych wygrał 11. Statystyka ta jednak nie pomogła mu w środę. Podobnie jak we wcześniejszych partiach i tym razem nie brakowało przełamań. Nishikori prowadził już 4:2, ale wyżej notowany z tenisistów nie poddawał się i wyrównał stan rywalizacji. Kluczowy okazał się 11. gem. Szkot zaliczył podwójny błąd serwisowy, po którym Japończyk miał "break pointa". W kolejnej akcji Murray biegł do skrótu. Udało mu się odbić piłkę, ale po drugiej stronie stał czujny przeciwnik. Pierwszy z zawodników we wściekłości uderzył rakietą o siatkę. Nishikori wykorzystał pierwszą piłkę meczową po tym jak przeciwnik nie zdołał przebić piłki na drugą stronę.

W pierwszym secie zagrałem bardzo słabo. Popełniłem sporo błędów. Przerwa na zasunięcie dachu dobrze na mnie zadziałała. Pozwoliła mi się uspokoić i skupić ponownie na returnie - podkreślił Japończyk.

Z ich ośmiu poprzednich konfrontacji wygrał tylko jedną. Murray był lepszy w dwóch wcześniejszych tegorocznych pojedynkach - meczu rozgrywanego w ramach 1. rundy Grupy Światowej Pucharu Davisa oraz w półfinale igrzysk.

Szkot w swoich ostatnich 23 startach w turniejach wielkoszlemowych (nie wystąpił we French Open 2013) 22 razy dotarł co najmniej do ćwierćfinału. Wicelider rankingu ATP - wobec słabszej ostatnio postawy pierwszej rakiety świata Serba Novaka Djokovica - przez wielu ekspertów wymieniany był jako główny faworyt nowojorskiej imprezy.

Brytyjczyk miał przed środowym pojedynkiem świetną passę - wygrał 26 z ostatnich 27 meczów. W tym sezonie dotarł do finału Australian Open i French Open, a ostatnio triumfował w Wimbledonie i zmaganiach olimpijskich w Rio de Janeiro. Jako pierwszy tenisista w historii po raz drugi z rzędu wywalczył złoty medal igrzysk w singlu. Zna on już smak zwycięstwa w US Open - wygrał ostatnią w sezonie odsłonę Wielkiego Szlema w 2012 roku.

Japończyk to finalista nowojorskiego turnieju sprzed dwóch lat. Wówczas w półfinale też sprawił wielką niespodziankę, eliminując Djokovica. Nigdy więcej - jak na razie - nie zagrał w decydującym meczu Wielkiego Szlema. Jego kolejnym rywalem będzie rozstawiony z "trójką" Szwajcar Stan Wawrinka lub Argentyńczyk Juan Martin del Potro.

(mpw)