„Komisja Europejska nie wysłała jeszcze wezwania do zapłacenia kary w związku z Turowem” – poinformowała RMF FM rzeczniczka Komisji Europejskiej. Przypomnijmy, TSUE nakazał Polsce płacenie pół miliona euro dziennej kary w związku z niewykonaniem postanowienie z maja o zaprzestaniu wydobycie węgla w Turowie. Rzecznik rządu Piotr Müller powiedział, że „żadna płatność nie została jeszcze wykonana”.

REKLAMA

Na razie, jak nieoficjalnie mówią naszej korespondentce rozmówcy w KE, służby prawne sprawdzają całą procedurę, gdyż nigdy do tej pory nie zdarzyło się, żeby zasądzono kary wobec kraju za niewykonanie postanowienia o środkach tymczasowych. Sprawa ta jest więc precedensowa.

Wiadomo, że kary są naliczane od 20 września, gdy polskie władze otworzyły maila z postanowieniem w systemie e-curia. Obecnie jest to już 5 milionów euro. Kary trzeba będzie zapłacić po otrzymaniu tzw. wezwania do zapłaty. Polska będzie miała prawdopodobnie 45 dni na zapłatę od otrzymania tego wezwania. Jeżeli będzie się uchylać, to po dodatkowym okresie na wyjaśnienia - KE będzie mogła potrącić niewpłacone kary od należnych Polsce unijnych funduszy.

500 tys. euro dziennej kary dla Polski. Decyzja TSUE ws. Turowa

Wiceprezes TSUE Rosario Silva de Lapuerta zobowiązała Polskę do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 500 tys. euro dziennie. "Począwszy od dnia doręczenia niniejszego postanowienia aż do chwili, w której wspomniane państwo członkowskie zastosuje się do treści postanowienia wiceprezes Trybunału z dnia 21 maja 2021 r." - czytamy w komunikacie prasowym Trybunału.

Pół miliona euro trzeba będzie płacić do momentu wypełnienia postanowienia z maja, czyli do zaprzestania wydobycia węgla brunatnego. Jeżeli Polska nie zaprzestanie wydobycia węgla, to będzie musiała płacić aż do wydania ostatecznego orzeczenia przez TSUE w sprawie głównej - Czechy przeciwko Polsce, a tego orzeczenia należy spodziewać się na początku przyszłego roku. Na razie wiadomo jedynie, że pierwsza rozprawa odbędzie się 9 listopada.

Czesi apelowali o zamknięcie kopalni

Czesi od kilku lat sprzeciwiali się rozbudowie kopalni w Turowie, wskazując, że może mieć ona negatywny wpływ na poziom wód podziemnych, a tym samym doprowadzić do problemów z dostawami wody pitnej do kraju libereckiego.

Sytuację zaostrzyła zeszłoroczna decyzja polskiego Ministerstwa Klimatu. W marcu 2020 roku, mimo sprzeciwu Czechów, przedłużono koncesję wydobywczą na sześć lat.

Na przełomie lutego i marca 2021 roku Czechy złożyły pozew do TSUE przeciwko Polsce w związku z rozbudową górnictwa. Minister środowiska Richard Brabec zaznaczał, że to "ekstremalne rozwiązanie", ale nieuniknione. Podkreślał, że jeśli Polska zaakceptuje żądania Czech i wstrzyma rozbudowę, to pozew zostanie wycofany.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przychylił się do argumentów Czechów, że dalsze wydobycie węgla brunatnego w kopalni Turów do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku może mieć negatywny wpływ na poziom lustra wód podziemnych na terytorium czeskim. To może z kolei zagrozić zaopatrzeniu w wodę pitną po stronie czeskiej. Prezes zauważyła, że Polska zamierza ukończyć budowę ekranu przeciwfiltracyjnego dopiero w 2023 roku - to za późno. Dodatkowo potwierdza, że Polska zauważa problem.

TSUE tym samym nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia. Sprawa jest o tyle trudna, że węgiel z kopalni był głównym paliwem lokalnej elektrowni - wstrzymanie wydobycia będzie wiązało się także z wyłączeniem bloków.

Premier Mateusz Morawiecki pod koniec maja rozmawiał w sprawie Turowa z premierem Czech Andrejem Babiszem. Szef polskiego rządu przekonywał, że obie strony są bliskie porozumienia i Czechy zgodziły się wycofać wniosek do TSUE. Babisz jednak zaprzeczył temu i powiedział, że jego rząd nie wycofa skargi, dopóki nie zostanie podpisana umowa z Polską.

W czerwcu rząd Czech wniósł do Trybunału o 5 mln euro kary za każdy dzień zwłoki w wykonaniu przez Polskę postanowienia. Komisja Europejska dołączyła natomiast jako strona do pozwu Czech przeciwko Polsce.