"Do igrzysk zostały dwa lata, jest jeszcze trochę czasu żeby nadrobić braki. Kibice mogą być spokojni." - mówi w rozmowie z RMF FM Krzysztof Niedźwiedzki, trener polskiej kadry łyżwiarek szybkich. Biało-czerwone na zakończonych niedawno mistrzostwach świata w Rosji zajęły 5. miejsce w wyścigu drużynowym.

REKLAMA

Maciej Jermakow: Medalu mistrzostw świata nie było, ale z biegu dziewczyn chyba możemy być zadowoleni?

Krzysztof Niedźwiedzki: Tak, 5. miejsce to dobry rezultat. Progresja jest, w tamtym sezonie było przecież szóste miejsce. Choć teraz można było spodziewać się jednego miejsca wyżej, ale jednak konkurencja jest bardzo mocna. W tej chwili jest 7, 8 ekip, które walczą o zwycięstwo. Holenderki się wzmocniły, silne są Japonki czy Niemki - nam się udało tylko raz być w pierwszej trójce w Pucharze Świata.

Kibice nie powinni się zatem obawiać, że jest jakiś kryzys?

Myślę, że nie, spokojnie. Ekipa jest wyrównana, każdy wie, co ma robić. Do igrzysk zostały dwa lata, jest jeszcze trochę czasu, żeby nadrobić braki. Kibice mogą być spokojni.

Jeśli mówimy o brakach, to cały czas brakuje krytego toru...

No tak, powtarzamy się jak zdarta płyta. To później są też tego efekty - cały czas musimy być przecież za granicą.

Kwestie organizacyjne mocno przeszkadzają zawodnikom?

Na pewno tak.

Brakuje toru, brakuje też sponsora?

Z finansami nie mamy problemów. Przede wszystkim jest nam potrzebny obiekt. Na otwartych stadionach to jest inna konkurencja, inne zawody, inne przygotowania.

Myśl pan czasami, że nasi zawodnicy są wyjątkowo waleczni, że mimo takich warunków - ciągle im się chce?

Czasami się nad tym zastanawiam. Coś jest w tej waleczności naszych zawodników. Oni już nie raz to udowodnili wygrywając z potęgami. Pokonanie Rosjan czy Amerykanów - to jest duży wyczyn.

(abs)