Polscy skoczkowie wygrali w tym sezonie aż cztery z ośmiu konkursów Pucharu Świata. "Dla mnie to, co się dzieje, nie jest wielkim zaskoczeniem, ponieważ widziałem, jak zasuwali na treningach" – podkreśla jednak w rozmowie z Polską Agencją Prasową trener Łukasz Kruczek. Jego zdaniem, forma biało-czerwonych będzie się jeszcze w trakcie sezonu poprawiać. "Skoki zwykle w trakcie sezonu są coraz bardziej powtarzalne" – mówi.

REKLAMA

Polska Agencja Prasowa: Zdecydował pan, że w Turnieju Czterech Skoczni wystąpią Kamil Stoch, Jan Ziobro, Piotr Żyła, Maciej Kot, Klemens Murańka i Krzysztof Biegun, zaś rezerwowym będzie Dawid Kubacki, który dołączy na trzeci konkurs - w Innsbrucku. Według jakich kryteriów wyznaczy pan zawodnika, który opuści reprezentację na półmetku rywalizacji?

Łukasz Kruczek: Przede wszystkim żałuję, że w tej prestiżowej imprezie nie mogę wystawić i sprawdzić wszystkich siedmiu reprezentantów, którzy na dziś mają wyraźną przewagę nad krajowymi rywalami. A o tym, kogo zastąpi Dawid, wcale nie muszą przesądzić tylko wyniki uzyskane w niemieckiej części 62. Turnieju Czterech Skoczni. Będę obserwował chłopaków i może się tak zdarzyć, że ten z najsłabszymi rezultatami pozostanie do końca, a na treningi do Polski wróci ktoś inny.

Na drugi dzień świąt Bożego Narodzenia zaplanowane są mistrzostwa Polski w Wiśle. Wystąpią wszyscy najlepsi?

W naszym regionie są trudne warunki, wieje bardzo mocny wiatr, dlatego decyzja o starcie kadrowiczów zapadnie w środę późnym popołudniem albo w czwartek rano, tuż przed konkursem. Jeśli pogoda się unormuje, to zawodnicy będą skakać. Gdyby jednak zawody były rozgrywane na siłę, przeciągane i w ryzykowanych warunkach, wówczas raczej będziemy chcieli uniknąć startu najlepszych skoczków.

Po znakomitym początku sezonu rozbudzone zostały nadzieje na sukcesy w TCS i na igrzyskach.

Nigdy nie stawiam, mówiąc w cudzysłowie, poprzeczki na określonej wysokości przed moimi zawodnikami. Jedyne, czego oczekuję, to skoki na wysokim poziomie. Zdaję sobie sprawę, że nie ma idealnych lotów, a czasem dwa super skoki nie wystarczą do zwycięstwa, zaś w innej imprezie nawet takie z błędami technicznymi pozwalają na zajęcie pierwszej pozycji. Nasza dyscyplina nie jest wymierna jak lekkoatletyka, w której decyduje czas, czy podnoszenie ciężarów, gdzie liczy się ciężar na sztandze.

Wyniki Polaków robią ogromne wrażenie i wszyscy zadają sobie pytanie, co jest tajemnicą trenera i skoczków?

Nie powiem nic odkrywczego, bo przecież chłopaki przez lata zapracowali na obecne rezultaty w PŚ. Nikt nie machnął czarodziejską różdżką. Dla mnie to, co się dzieje, nie jest wielkim zaskoczeniem, ponieważ widziałem, jak zasuwali na treningach i zgrupowaniach. Nawet dziś, w Wigilię, mieliśmy zajęcia, a w pierwszy dzień świąt będą treningi indywidualne. W czwartek zaś mistrzostwa Polski. A więc nawet w okresie świąt nie mają chwili przerwy, bo zdają sobie sprawę, o co walczą, jaka jest stawka.

Jak utrzymać wysoką formę do olimpiady, która rozpocznie się na początku lutego?

Uważam, że dyspozycja naszych reprezentantów jeszcze powinna ulec poprawie. I znów zaznaczę, że to nie oznacza, że wtedy będziemy zwyciężać w każdych zawodach. Sezon jest bardzo długi, a nam zależało, aby jak najszybciej złapać wysoką formę, aby poprawiać się choć o punkt, o miejsce względem zeszłego, aby mieć numery startowe jak najkorzystniejsze, a więc na końcu stawki. Bardzo dużo zależy od warunków pogodowych, od dyspozycji przeciwników.

Jakie rezerwy widzi pan w zespole?

Nie ma jakiegoś jednego spójnego elementu, który należy poprawić. U każdego jest coś innego, oni wciąż popełniają błędy, zresztą tak jak konkurenci. Nie wierzę w skoki idealne, bo takich nie ma. W skokach jest tak, że najczęściej o zwycięstwie w wyrównanej stawce decyduje danego dnia więcej szczęścia i mniej błędów. Istotne jest, kto i w jakim czasie potrafi dopasować się do pogody, do skoczni, konkursu. Czasem nawet wybitnemu zawodnikowi jakiś obiekt wyraźnie nie leży i nie ma siły, aby tam wygrywał. W sezonie rywalizujemy na kilkunastu skoczniach, czasem to są jeden-dwa treningi i trzeci skok już w kwalifikacjach. Czasu na poznanie jest mało. Kolejna kwestia to zdobywanie doświadczenia, bo przecież nasi reprezentanci walczą na tych obiektach od kilku lat.

Porównuje pan obecną sytuację do tej sprzed igrzysk w Vancouver? Wtedy Adam Małysz nie zwyciężał w PŚ, w punktacji PŚ był daleko za Simonem Ammannem, a jednak przywiózł dwa srebrne medale olimpijskie. W Soczi powinno być jeszcze lepiej?

Nie ma mowy o porównaniach, bo każdy konkurs w igrzyskach, mistrzostwach i Pucharze Świata jest inny. Każdy ma swoją otoczkę, historię, dochodzi też indywidualne podejście zawodników. Początek sezonu 2009/2010 był ciężki dla Adama, nie wygrywał w PŚ, były pewne zawirowania ze sprzętem, ale już w końcówce, tuż przed igrzyskami, stawał na podium i był wymieniany w gronie faworytów.

Ma pan drużynę na olimpijskie złoto?

Takiej deklaracji nikt ode mnie nie usłyszy. Z pewnością mamy zespół, który pojedzie walczyć do Soczi o wysokie pozycje.

Rozmawiał: Radosław Gielo.

(edbie)