Tomasz Adamek na gali Polsat Boxing Night w Gdańsku pokonał na punkty w wadze ciężkiej Australijczyka Solomona Haumono. Swoje pojedynki w kategorii junior ciężkiej wygrali także Krzysztof Głowacki i Mateusz Masternak. Ostatni raz Tomasz Adamek pojawił się w ringu 2 kwietnia 2016 w Krakowie, kiedy przez techniczny nokaut w 10 rundzie przegrał z Amerykaninem Erikiem Moliną.

REKLAMA

41-letni "Góral" zdecydowanie pokonał Australijczyka 3:0 (99:91, 99:91, 100:90).

Przez 10 rund Tomasz Adamek był zdecydowanie szybszy i bardziej aktywny od cięższego o ponad 11 kg rywala. Może jego ciosy nie robiły większego wrażenia na Haumono, ale ten zdecydowanie przegrywał na punkty. Widać było, że Australijczyk poluje na jeden rozstrzygający cios, ale zamiast samemu walczyć, zbierał seryjne uderzenia. Przed walką pojawiły się problemy zdrowotne, bo miałem pęknięte dwa żebra, ale w ringu nie zawiodłem. Pomyślałem, że jeśli zostałem mistrzem świata ze złamanym nosem, to tym bardziej wygram tę walkę z pękniętymi żebrami. Przed trzy tygodnie obozu dostałem od trenera solidnie w kość. Wtedy zdychałem, ale po tej walce nie jestem zmęczony i mogłem jeszcze boksować przez pięć rund. Czuję natomiast, że Haumono przyjął sporo ciosów, bo mam rozbitą lewą rękę. To twardy zawodnik, który jednak w ogóle mi nie zagroził. Zamierzam dalej walczyć, bo wyglądałem dobrze, byłem szybki, a szybkiego Adamka trudno złapać. Są przymiarki do kolejnego pojedynku, ale teraz chcę wrócić do Ameryki do żony i dzieci, bo przez dziewięć tygodni nie było mnie w domu - skomentował Adamek.

Głowacki narzekał na uderzenie

Przed starciem "Górala" w ringu pojawił się Krzysztof Głowacki, który swój ostatni pojedynek stoczył właśnie w Ergo Arenie 17 września, kiedy jednogłośnie przegrał na punkty z Ukraińcem Ołeksandrem Usykiem i stracił tytuł mistrza świata federacji WBO w kategorii junior ciężkiej. Po walce z Hiznim Altunkayą, który miał na koncie komplet 29 zwycięstw, "Główka" był w zdecydowanie lepszym nastroju. Turek nie miał w tej konfrontacji nic do powiedzenie - raz był liczony w drugiej, dwa razy w piątej rundzie i po tym starciu stracił ochotę do dalszej walki.

Po pierwszym ciosie poczułem, że rywal nie ma mocnego uderzenia. Turek w ogóle mi nie zagroził, jednak wiem, że stać mnie na lepszy boks. Cieszę się, że po tak długiej przerwie wróciłem na ring i zrzuciłem z sobie rdzę, ale rozbrat ze sportem był zdecydowanie za długi, bo na początku walki byłem usztywniony - przyznał Głowacki.

Zwycięstwo, ale po zdecydowanie bardziej wyrównanym pojedynku z Ismajiłem Siłłachem odniósł także w wadze junior ciężkiej Mateusz Masternak. Na początku czwartej rundy po prawym prostym na deskach znalazł się Ukrainiec, ale z kolei pod koniec ósmego starcia po prawym sierpowym rywala liczony był Polak. Ostatecznie wszyscy sędziowie wskazali na triumf Polaka i typowali 95:93, 96:92 oraz 95:93. Tak jak się spodziewałem, to była twarda, dobra walka. Wydaje mi się, że ją wygrałem, ale sędziowie byli innego zdania. Zdarza się. Chętnie bym się jednak jeszcze raz zmierzył z Mateuszem - zapewnił Siłłach.

30-letni Polak uważa, że dzięki temu pojedynkowi zyskał kolejne doświadczenie, a zwycięstwo będzie krokiem naprzód w jego karierze.

Stale się rozwijam. Teraz przeboksowałem 10 rund na dobrym poziomie z niewygodnym i ruchliwym przeciwnikiem. Ukrainiec co chwila zmieniał pozycję i nie mogłem zagonić go do narożnika. Widać było, że nie przyjechał tylko po pieniądze, ale chciał wygrać i był pewny siebie. To była wyrównana walka i przed ostatnim starciem trener powiedział mi, że potrzebujemy tej rundy. Wygrałem ją i to mogło zadecydować o moim zwycięstwie. Wydaje mi się jednak, że byłem bardziej zdecydowany i precyzyjny - ocenił Masternak.

We wcześniejszych walkach w kategorii super średniej Robert Talarek pokonał na punkty Norberta Dąbrowskiego 3:0 (79:72, 77:74, 79:73), Łukasz Wierzbicki w superlekkiej jednogłośnie wygrał z Robertem Tlatlikiem (79:74, 78:74, 80:72), a w superpiórkowej Ewa Brodnicka zwyciężyła 2:1 Brazylijkę Viviane Obenauf (95:94, 94:95, 96:93). Przed czasem triumfowali z kolei Adam Balski w junior ciężkiej i Maciej Sulęcki w superpółśredniej. Ten pierwszy wygrał przez techniczny nokaut w czwartej rundzie z Łukaszem Janikiem, a Sulęcki w trzeciej z Argentyńczykiem Damianem Ezequielem Bonellim.

Na trybunach Ergo Areny pojawiła się silna piłkarska ekipa, na czele z prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem oraz reprezentantami kraju, Kamilem Grosickim i Sławomirem Peszko.

(ug)