Frans Timmermans jest obecnie najmocniejszym komisarzem w UE. Paradoksalnie przyczynił się do tego spór z Polską. Drugą kadencję na stanowisku komisarza ma już prawie pewną, chociaż holenderska Partia Pracy, do której należy obecnie w Holandii, niewiele znaczy. Najbardziej wzmocniło go doprowadzenie sprawy praworządności w Polsce do TSUE i Rady UE. "Wyrósł na herosa praworządności. Człowieka nieugiętego" – powiedział jeden z urzędników KE - "Pokonał nawet samego Junckera i Selmayra, którzy chcieli sprawę praworządności w Polsce zamieść pod dywan".

REKLAMA

Wystawiając Fransa Timmermansa do przyszłej Komisji, premier Holandii załatwia problem koalicyjny. Nie będzie kłótni, żaden z 4 koalicjantów nie będzie urażony, że jego kandydat został odrzucony. Ponadto, jeśli rząd wysunąłby nową osobę, Holandia mogłaby nie dostać tak wysokiego stanowiska. A więc kraj tulipanów postawił na Timmermsna tym bardziej, że jego pozycja jest bardzo mocna.

Wielu rozmówców korespondentki RMF FM w Brukseli przyznaje, że to pchanie sprawy praworządności w Polsce uczyniły z niego gwiazdę. On to robił w pojedynkę. Wziął to mocno na klatę. Był wiele razy zastraszany. Wywierano na niego presję z jeden i z drugiej strony. I nigdy się nie ugiął, nigdy. Dużo na tym wygrał - mówi jeden z urzędników KE.

W pewnym momencie Timmermansowi przydzielono nawet ochronę. Jak mówiło się w kuluarach, z powodu pogróżek, jakie zaczął otrzymywać.

Gdy rozpoczął się spór z Polską, nic nie wskazywało na to, że Timmermans wyjdzie z niego wzmocniony. W Komisji Europejskiej uważano, że Juncker go "wystawił", przydzielił mu "mokrą robotę", by samu nie brudzić sobie rąk. Juncker i jego potężny szef gabinetu, Niemiec Martin Selmayr byli uważani za orędowników "załatwienia" sprawy, jakiegokolwiek dogadania się z Polską, byle nie rozpoczynać wojny na paragrafy, zaskarżenia i wyroki. Timmermans miał pełnić rolę "urzędnika" KE, który przygotuje uzasadnienie pod ewentualne kroki prawne dla politycznego rozwiązania, którego Ojcem Chrzestnym miał być Juncker i Selmayr. Oddając spór z Polską Timmermansowi, Juncker nie przewidział z jak wielkim uporem, zaangażowaniem i dyscypliną podejdzie do sprawy wiceprzewodniczący KE. Sądzono wówczas, że Warszawa będzie się zachowywać jak Węgry, czyli prowadzić dialog, za każdym razem nieco ustępując. Jednak twarde stanowisko Warszawy, która dała do zrozumienia, że nie uznaje Timmermansa za partnera (słynne określenia "niewybieralny urzędnik") usztywniło stanowisko Brukseli, ale także pomogło w stopniowym kreowaniu Timmermansa na postać pierwszoplanową, na obrońcę europejskich wartości i europejskiego porządku prawnego, a nawet Traktatów.

Gdy premier Mateusz Morawiecki rozpoczął dialog z KE - nastąpiła w KE próba odebrania Timmermansowi "sprawy polskiej". Na kilka miesięcy obóz Selmayra przejął inicjatywę. Było kilka spotkań Juncker-Morawiecki, szykowano spotkanie Junckera z prezesem Kaczyńskim. Selamyr pojechał do Warszawy, a w Brukseli spotkał się "wysłannikiem" prezesa, Adamem Bielanem. Snuł hipotezy o członkostwie PiS w Europejskiej Partii Ludowej (EPP).

Gdy Juncker/Selmayr szukał sposobów na "zamiecenie pod dywan" problemów z Polską, Timmermans wszystko punktował, przygotowywał paragrafy, analizy, by wykazać, że "ustępstwa Polski są niewystarczające" - mówi urzędnik Komisji Europejskiej. W dodatku holenderski komisarz zaczął być niesiony perspektywą drugiej kadencji w KE, którą obiecał mu w tym czasie premier Mark Rutte. Timmermans znalazł więc odpowiedź na dręczące go pytanie o swoją przyszłość, która po przegranych wyborach socjaldemokratów nie była zbyt różowa. Zaczął więc potwierdzać swoją "przydatność" dla Holandii.

Działania Timmermansa w Holandii są bardzo dobrze odbierane, bo koncepcja "dzikusów ze Wschodu" i ich koniecznej europeizacji wciąż mocno tam rezonuje. W Holandii wiedza na temat Polski jest kształtowana raczej przez pryzmat stereotypów o Polakach. Informacje o rozróbach, bójkach, pijackich incydentach, w których biorą udział nasi współobywatele są stale powielane przez holenderskie media. Timmermans jawiący się więc jako niezłomny obrońca europejskich wartości, europejskiego ładu i porządku ma tam wielkie szanse na społeczną akceptację swoich działań.

Natomiast na forum UE Timmermans stara się "wykazać" podczas dyskusji nt. budżetu UE na lata 2021-2027. Z istną pasją bronił stanowiska takich państw jak Holandia, a więc domagał się cięć w polityce spójności i rolnictwie. Nie kryjąc się wcale prezentował interes Holandii, mimo że teoretycznie, jako unijny komisarz, nie powinien tego robić. W toczących się wówczas z Polską negocjacjach nt. praworządności przykręca śrubę.

Rządu Morawieckiego także nie było stać na rzeczywiste ustępstwa. Skończyły się więc negocjacje, gdy Timmermans skierował sprawę do Rady UE. Teraz tuż przed wysłaniem pozwu w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym do TSUE próbowano na kilka dni wznowić ten sam scenariusz. Przez moment niczym miraż pojawiła się perspektywa dialogu między Morawieckim a Junckerem. Mało kto już wierzył w sukces. Gdy Timmermans poprosił na kolegium o autoryzację wysłania zaskarżenia, nikt nie miał wątpliwości, że ma rację. Nikt się mu nie sprzeciwił, tylko znowu Juncker powiedział, że trzeba sprawę jeszcze przemyśleć.

Wtedy Timmermans wsparty przez Katainena i Vestager twardo mówił, że nie ma ze strony Polski żadnych ustępstw i że oczekuje na zielone światło od kolegium w sprawie pozwu. Juncker nie mógł mu odmówić. Z decyzją, by ogłosić pozew wstrzymano się jedynie do poniedziałku. A rozmowy Junckera z Morawieckim i tak nic nie dały. Jeden z dyplomatów ujawnił, że premier Morawiecki jeszcze telefonował do Junckera w weekend i szef KE wezwał po tym telefonie Timmermansa, ale ten stanowczo mówił NIE, podważając kolejne obietnice polskiego premiera.

To było chyba ostatnie wielkie starcie Junckera z Timmermansem w sprawie Polski. Juncker przegrał. Ustępujący w przyszłym roku Luksemburczyk już wie, że Timmermansa nie da się zatrzymać. Zgodzi się więc na każde rozwiązanie, które zaproponuje wiceprzewodniczący. I tak na "polskiej sprawie" Timmermans z przeciętnego komisarza wylansował się na gwiazdę odchodzącej w 2019 roku Komisji Europejskiej, na obrońcę demokracji, wartości, a w oczach wielu zachodnich polityków - "na głównego bohatera europeizacji Europy Wschodniej".

(j.)