"Nie można mieć wszystkiego, czego się chce. Trzeba zidentyfikować kluczowe interesy i trzymać się tego, będąc przygotowanym na kompromisy w innych obszarach (…) Myślę, że Brytyjczycy (...) zobaczą, że ta umowa jest dobra dla kraju i jest w interesie narodowym, abyśmy wszyscy ją poparli" - tak brytyjska premier Theresa May podsumowała sfinalizowane w niedzielę porozumienie ws. warunków Brexitu. Na szczycie w Brukseli przywódcy państw i rządów 27 krajów Unii Europejskiej zatwierdzili umowę ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i deklarację polityczną ws. przyszłych relacji. Dokument rozwodowy musi zostać teraz przegłosowany przez parlamenty: Europejski i brytyjski. Jak podała May, kluczowe głosowanie w Izbie Gmin odbędzie się jeszcze w tym roku.

REKLAMA

Zwracając się bezpośrednio do Brytyjczyków - co zostało odebrane przez brytyjską prasę jako próba dotarcia do opinii publicznej ponad głowami podzielonych ws. Brexitu posłów - Theresa May argumentowała, że Wielka Brytania odzyska pełną kontrolę nad swoimi granicami - kończąc swobodę przepływu osób z Unii Europejskiej, w ramach której na Wyspy m.in. przyjechał ponad milion Polaków - a także pieniędzmi i prawodawstwem. Odnotowała także planowane opuszczenie Wspólnej Polityki Rolnictwa i Wspólnej Polityki Rybołówstwa. Ta ostatnia kwestia była jednym z tematów, które w ostatnich dniach wzbudzały największe kontrowersje po serii protestów ze strony władz i deputowanych ze Szkocji.

Zobacz również:

May przekonywała jednak, że wypracowane porozumienie "odpowiada potrzebom Brytyjczyków, ale także (...) chroni rzeczy, które cenimy w naszej relacji z Unią Europejską i naszymi europejskimi przyjaciółmi, wprowadzając nas na ścieżkę możliwości i dobrobytu".

W tym kontekście wskazała m.in. na ochronę łańcucha dostaw, który odgrywa kluczową dla brytyjskiego przemysłu rolę, a także na ochronę praw ponad 3 milionów obywateli UE w Wielkiej Brytanii i ponad miliona Brytyjczyków na kontynencie.

Nie można mieć wszystkiego, czego się chce. Trzeba zidentyfikować kluczowe interesy i trzymać się tego, będąc przygotowanym na kompromisy w innych obszarach, aby osiągnąć (satysfakcjonujący) rezultat - podkreślała brytyjska premier.

Myślę, że Brytyjczycy to zrozumieją (...) i zobaczą, że ta umowa jest dobra dla kraju i jest w interesie narodowym, abyśmy wszyscy ją poparli - dodała.

Przed May trudne tygodnie: Ma niewielkie szanse na zwycięstwo w brytyjskim parlamencie

Mimo niedzielnego porozumienia w Brukseli szefową rządu w Londynie czekają teraz trudne tygodnie, by przekonać brytyjski parlament do poparcia wypracowanej przez nią propozycji. Sprzeciw wobec umowy wyjścia zapowiedziała m.in. wspierająca jej mniejszościowy rząd północnoirlandzka Demokratyczna Partia Unionistów, a także ponad 80 eurosceptycznych posłów rządzącej Partii Konserwatywnej.

W takiej sytuacji May musiałaby liczyć na poważny rozłam w opozycyjnej Partii Pracy - kłopot w tym, że jej lider Jeremy Corbyn i minister ds. Brexitu w gabinecie cieni Keir Starmer stanowczo zapowiedzieli w niedzielę, że także zagłosują przeciwko przypieczętowanej na unijnym szczycie propozycji.

Według szacunków ekspertów, May ma niewielkie szanse na zwycięstwo w głosowaniu, ale równocześnie podkreśla się, że niepewny byłby także wynik powtórnego głosowania, kiedy posłowie musieliby się mierzyć z realnym ryzykiem wyjścia ze Wspólnoty bez żadnego porozumienia z UE, co mogłoby mieć dla brytyjskiej gospodarki poważne negatywne konsekwencje.

May zapowiedziała, że kluczowe głosowanie ws. przyjęcia porozumienia przez Izbę Gmin odbędzie się jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, a ona sama będzie "całym sercem" przekonywać do jego zaakceptowania.

To będzie jedno z najbardziej znaczących głosowań w parlamencie od wielu lat i od niego będzie zależało, czy razem ruszymy w stronę jasnej przyszłości, czy też otworzymy drzwi dla jeszcze większych podziałów i niepewności - podkreśliła.

Dodała jednak natychmiast, że jest "pewna, że wypracowaliśmy najlepsze możliwe porozumienie", i zapewniła, że jest "pełna optymizmu, jeśli chodzi o przyszłość naszego kraju".

Unikała odpowiedzi na pytania o dymisję w razie porażki

Pomimo wielokrotnych pytań ze strony dziennikarzy May odmówiła jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o to, czy w razie porażki w Izbie Gmin ustąpi ze stanowiska.

Nie chodzi tutaj o mnie. W kolejnych tygodniach będę skupiała się na przedstawianiu argumentów za tym porozumieniem - oświadczyła.

Przypomniała jednak również, że przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker i inni europejscy liderzy wielokrotnie mówili, że to jedyny możliwy kształt umowy wyjścia z UE, a także, że nie będzie możliwości ponownego otwarcia negocjacji.

May wykluczyła także organizację drugiego referendum ws. Brexitu, tłumacząc, że "parlament z przytłaczającą przewagą zagłosował za tym, żeby w tej sprawie zagłosowali Brytyjczycy, a oni dokonali swojego wyboru (...) i jest kwestią zaufania do polityków, że my musimy teraz zrealizować ich decyzję".

Zapytana, czy z powodu wyjścia ze Wspólnoty odczuwa smutek, May powiedziała, że "nie", ale dodała, że rozumie, że "niektórzy unijni liderzy i niektórzy ludzie w kraju są z tego powodu smutni". Równocześnie jednak zastrzegła, że "nadeszła pora, by przejść do następnego etapu" relacji z Unią Europejską.

Wielka Brytania powinna wyjść z Unii Europejskiej 29 marca 2019 roku.


(e)