Już 10 lat temu niektórzy eksperci wieszczyli mu wielką karierę, co okazało się dla niego nieco zgubne. Ale Klemens Murańka 3 medalami mistrzostw świata juniorów przypomniał o sobie i teraz wraca do zawodów Pucharu Świata.

REKLAMA

W wieku 10 lat Klimek zasłynął bardzo dalekim skokiem na Wielkiej Krokwi. 3 lata później młody zawodnik wystartował w pierwszych w karierze zawodach Pucharu Świata w Zakopanem, ale jak szybko przekonali się jego opiekunowie; nie był to dobry pomysł. Fatalny wynik i brak awansu do konkursu głównego ostudziły zapędy tych, którzy już widzieli w Murańce następcę Małysza.

Pochodzący z Zakopanego skoczek nieco odsunął się wówczas w cień. Skakał w mniej prestiżowych zawodach, ciężko trenował i w wielkim stylu powrócił w 2012 roku. W lutym zdobył srebrny medal mistrzostw świata juniorów, a w marcu na jego koncie pojawiły się pierwsze punkty zdobyte w Pucharze Świata.

Kilka miesięcy później o Murańce znów zrobiło się głośno. Klimek przyznał, że od dłuższego czasu ma problemy ze wzrokiem, o których nikomu nic nie mówił. Powiedział dopiero, gdy niemal nie widział trenera, który ma mu dać znak, kiedy powinien rozpocząć swój skok. Kilka zabiegów i odpowiednie soczewki na szczęście pomogły, a Murańka po dłuższej przerwie zdobył kolejne punkty Pucharu Świata, a na początku 2013 roku sięgnął po dwa srebrne medale mistrzostw świata.

Teraz znów wraca do polskiej kadry i po przyzwoitym skoku w kwalifikacjach wystąpi w zawodach w Titisee-Neustadt. Jak sam przyznaje, bardzo ważna w jego karierze jest wiara w Boga. Na kasku Klimka widnieje wizerunek Matki Boskiej, Murańka ma też tatuaż przedstawiający Jana Pawła II.

Wiara to jest podstawa człowieka i życia. Jestem wierzący i nie żebym to pokazywał, bo niektórzy mi to zarzucają. Ale jestem naprawdę wierzącą osobą, nie wstydzą się wiary i jeśli ona mi pomaga to dlaczego mam to ukrywać - powiedział w RMF FM Murańka.