Znacznie mniejsza liczba rezerwacji i rezygnacje z dotychczas umówionych imprez. Restauratorzy i hotelarze, dla których zbliżający się wielkimi krokami karnawał miał być czasem żniw - wiedzą już, że okres noworoczny będzie wyglądał zupełnie inaczej niż w latach ubiegłych. Powodem jest m.in. to, że szkoły ze względu na obostrzenia sanitarne - zrezygnowały z organizacji studniówek.

REKLAMA

Maturzyści, którzy po Nowym Roku zgodnie z tradycją bawiliby się na studniówkach, godzą się z tym, że przed egzaminem dojrzałości wspólnej zabawy nie będzie. Jest tak np. w Poznaniu, gdzie większość szkół średnich zrezygnowała z niej jeszcze zanim uczniowie i rodzice zabrali się za organizację.

Placówki tłumaczą to oczywiście względami bezpieczeństwa i obowiązującymi obostrzeniami sanitarnymi. Maturzyści są tymi decyzjami zasmuceni tym bardziej, że to nie pierwsze przeszkody, na które napotykają.

Ominęły nas wszystkie osiemnastki, nie mieliśmy ostatniej wycieczki szkolnej, nie będziemy mieli ostatniej wigilii klasowej, studniówki też nie będziemy mieli. Chyba jesteśmy pogodzeni z tym, że jesteśmy bardzo pechowym rocznikiem - tłumaczyła maturzystka Agata Pohl z LO im. św. Marii Magdaleny w Poznaniu. W jej szkole, by ratować sytuację, pojawił się najpierw pomysł zabawy z podziałem na grupy, a potem nawet studniówki zdalnej.

Inicjatywa nie spotkał się ze zbyt dużym entuzjazmem - przyznała uczennica.

Choć sanepid mówi, że dziś prognozowanie tego, co będzie w styczniu jest jak wróżenie z fusów, branża gastronomiczna zaczyna już liczyć straty. Brak studniówek oznacza brak wpływów. Zyski z tych imprez - ze względu na dużą ich liczbę - były spore.

Studniówki odbywały się co tydzień praktycznie, więc wiadomo, że jest to duży biznes. W momencie kiedy ich nie ma, to po prostu zostaje zero - tłumaczy Lucyna Wierzbicka z hotelu Merkury w Poznaniu i zaznacza, że do studniówek dochodzą też imprezy okolicznościowe, szczególnie popularne w karnawale.

Musimy płacić czynsz, musimy tę przestrzeń utrzymać, a nie mamy żadnych przychodów. To spora utrata, nawet jeśli wiemy na tyle wcześniej, żeby się nie "zatowarować" w kuchni - wyjaśniała Ewa Michałowska z hotelu Andersia.

Michałowska przekonuje też, że gdyby po Nowym Roku zniesiono obostrzenia, organizacja ewentualnych imprez byłaby bardzo trudna, ale nie możliwa: Dwa tygodnie przed terminem to jest jeszcze wykonalne.

Część szkół, które nie chcą rezygnować z imprezy, planuje ją przenieść. Bale maturalne miałyby się odbyć po egzaminach.

NIE PRZEGAP: Ferie dla wszystkich w jednym czasie. Samorządowcy mówią o "klęsce finansowej"

Uczniowie wrócą do szkół dopiero w styczniu

W sobotę premier Mateusz Morawiecki oznajmił, że szkoły będą zamknięte do 24 grudnia. Byliśmy nakłaniani przez niektórych ludzi, ośrodki, do otwarcia szkół. Jednak zdecydowaliśmy, że będzie kontynuacja zamknięcia szkół do (...) 23-24 grudnia. Następnie podjęliśmy decyzję o tym, że ferie, czyli przerwa edukacyjna w szkołach, będą skumulowane w jednym okresie - między początkiem stycznia, 4 stycznia, to bodaj jest poniedziałek - a 17-18 stycznia - powiedział Morawiecki na sobotniej konferencji prasowej.

Podkreślił, że ferie, zwykle rozłożone na różne województwa w różnym czasie po to, by ruch turystyczny w gospodarce był większy, w 2021 roku muszą być skumulowane w jednym czasie, aby ten ruch był jak najmniejszy. (Po to), by nie zamawiać wyjazdów, nie wyjeżdżać, ani za granicę, bo może się okazać, że będzie potrzebna kwarantanna po powrocie, żeby siedzieć w domu, by przerwać łańcuch zakażeń, by ta mobilność była jak najmniejsza - powiedział. Wskazywał, że chodzi o to, by całe rodziny zostały wtedy w domach.

Premier dodał, że jest szansa, że około 18 stycznia będą pojawiały się już pierwsze dostawy szczepionek. Ten horyzont właśnie jest potrzebny po to, by szybko przygotować dystrybucję i proces szczepień - dodał.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ferie dla wszystkich w jednym czasie. Samorządowcy mówią o "klęsce finansowej"