W brytyjskim parlamencie ruszyła kampania przeciwko zbrodniom motywowanym nienawiścią. Jej inicjatorem jest Instytut Kultury Polskiej w Londynie, a popierają ją rząd premier Theresy May i wszystkie tutejsze partie polityczne. Według danych brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, od czerwcowego referendum, które zadecydowało o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, zanotowano ponad 40 proc. wzrost przestępstw na tle narodowościowym i religijnym. Incydenty te sprawiły, że mniejszości, a szczególnie Polacy mieszkający na Wyspach, zaczęły się czuć zagrożone i niechciane.

REKLAMA

Podczas uroczystości w parlamencie uczestniczyli przedstawiciele polskich instytucji polonijnych, a także reprezentanci środowisk muzułmańskich i żydowskich. Wygląda na to, że ta fala przemocy się zatrzymała - mówi dyrektor Instytutu Kultury Polskiej, Robert Szaniawski. Jego zdaniem nie wolno jednak tracić czujności: Wystarczy, że sytuacja gospodarcza w Wielkiej Brytanii się pogorszy, a to może się przełożyć na negatywne reakcje. Szaniawski podkreśla, że nie chodzi wyłącznie o Polaków. Ta kampania ma pomóc wszystkim, bez względu na ich kolor skóry, religie czy światopogląd.

Fakty

Niemniej w ciągu ostatnich kilku miesięcy najczęściej to Polacy stawali się ofiarami przestępstw motywowanych nienawiścią narodowościową. Mieszka nas na Wyspach ponad 850 tys. Być może to statystyka, ale niewykluczone, że po decyzji o Brexicie, staliśmy się na Wyspach niemile widziani. Najgłośniejszym dotychczas incydentem była śmierć 40-letniego Polaka w Harlow. Choć policja bada wiele wątków i dopiero sąd ustali motywację sprawcy, dochodzenie nie wyklucza, że zginął dlatego, że był Polakiem. Zbiegiem okoliczności, właśnie dziś 15-letni chłopak zatrzymany w związku z ta sprawą, został formalnie oskarżony o zabójstwo. Jego proces rozpocznie się w styczniu.

Klikanie myszką

Ambasador RP w Wielkiej Brytanii, Arkady Rzegocki, jest pełen entuzjazmu dla przesłania kampanii. Prowadzona prze niego placówka stanowczo wystąpiła w obronie Polaków po ataku w Harlow. Powstała dziś koalicja składa się z ponad 20 organizacji, które będą starły się dotrzeć do tych, którzy powodują te nie do zaakceptowania sytuacje - mówi. Inauguracja kampanii, jaka odbyła się w parlamencie, była imponująca. Jak zdaniem ambasadora przeistoczy się ona w praktyczne działania? Ta kampania będzie głownie prowadzona w mediach społecznościowych - zaznacza Arkady Rzegocki. Jego zdaniem to najlepszy sposób na dotarcie do nastolatków, których wiedza na temat wkładu Polaków w rozwój brytyjskiej gospodarki czy kultury jest niewystarczająca.

Dodatkowy wysiłek

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami skomasowanej akcji PR-owskiej. Jej hasła i cele są szczytne. Każdej brytyjskiej organizacji pozarządowej powinno zależeć na wsparciu tej kampanii. Ale jak zauważają komentatorzy, nie powinna się ona sprowadzać wyłącznie do umieszczenia logotypów na plakatach czy materiałach promocyjnych. Potrzebne są konkretne działania, wychodzące poza aktywność w mediach społecznościowych.

Ja, polityk

Obecny podczas uroczyści w parlamencie poseł z ramienna partii Konserwatystów, z pochodzenia Polak, Daniel Kawczyński, nie ma co do tego wątpliwości. Przyjechał na Wyspy z rodzicami, gdy miał 6 lat. To niezmiernie ważne, żeby nasze społeczności się jednoczyły i stawiały czoła każdemu, kto w swych działaniach kieruje się nienawiścią. Osobiście uczestniczę w spotkaniach z Polakami. Wzywam ich do większej integracji i rozwijania w sobie instynktów przywódczych - powiedział Kawczyński. Apeluje on do Polaków mieszkających na Wyspach, by zaangażowali się w politykę i kandydowali w lokalnych wyborach. To jego zdaniem niezmiernie ważne narzędzie kształtowania własnej rzeczywistości. Rozmawia także z młodymi Brytyjczykami: Są zaskoczeni opowieściami o Dywizjonie 303 i polskich lotnikach. Tego w tutejszych szkołach nie uczono. Kawczyński czuje się Polakiem i Brytyjczykiem. Dumny jest ze swojego pochodzenia i z nabytych z wiekiem brytyjskich wartości.

Wszyscy razem

"Stać nas na więcej" - "Better than that" to dwujęzyczne wersje tej samej kampanii. Oby kliknięcia myszką, rozdawane ulotki i spotkania w terenie przeistoczyły się w wymierną, pozytywna zmianę w panujących nastrojach. Wiele zależy jednak od samych, mieszkających na Wyspach Polaków, i od ich stosunku do nowej ojczyzny. Kampanii, której błogosławią brytyjski rząd i popierają wszystkie tutejsze partie, powinno towarzyszyć nasze większe zaangażowanie społeczne i bardziej pozytywny stosunek do drugiej ojczyzny. Jak usłyszałem od rodaków mieszkających nad Tamizą, to ważna inwestycja w przyszłość i nie powinna się ona sprowadzać wyłącznie do płacenia podatków.