"To nie jest zwyczajna sprawa, że ktoś wchodzi nagrywa rozmowy, a potem je publikuje" - mówi minister obrony Tomasz Siemoniak, odnosząc się do sprawy tzw. taśm Klicha. Obecne kierownictwo resortu obrony analizuje decyzję prokuratury, która odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie ujawnienia potajemnych nagrań z gabinetu byłego ministra Bogdana Klicha.

REKLAMA

Chodzi o nagranie przez pułkownika Edmunda Klicha rozmowy z byłym szefem MON w kilkanaście dni po katastrofie smoleńskiej - 22 kwietnia 2010 roku. Stenogramy opublikowała "Gazeta Polska".

Sprawa nagrywania w gabinecie ministra jest wyjątkowa - przyznaje szef Ministerstwa Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak. Gabinet szefa resortu znajduje się w strefie najwyższego bezpieczeństwa, jeśli chodzi o ochronę informacji niejawnych - zaznacza.

W resorcie - jak wyjaśnił - są różne strefy, do których jest ograniczony dostęp dla osób postronnych. Niekiedy do takich miejsc nie można wnosić sprzętu elektronicznego - mówi Siemoniak. Są takie narady i takie spotkania, gdzie dość skrupulatnie jest przestrzegane to, czy urządzenia nagrywające czy telefony komórkowe są pozostawione w odpowiednim depozycie - precyzuje w rozmowie z dziennikarzem RMF FM.

Tomasz Siemoniak odmówił natomiast odpowiedzi, czy sprawą potajemnych nagrań zajmują, bądź zajmowały się jakieś wojskowe służby specjalne. Sprawa jest bardzo delikatna, bo mniej dotyczy służb a bardziej relacji międzyludzkich - mówi Siemoniak.

Minister zapowiedział też, że w najbliższym czasie resort zdecyduje, czy zaskarżyć decyzję prokuratury w tak zwanej sprawie taśm Klicha. Odmówiła ona wszczęcia postępowania dotyczącego ujawnienia przez funkcjonariusza publicznego informacji niejawnych.